Jeszcze Francja nie umarła

O wiarę nad Sekwaną upominał się Jan Paweł II, pytając Francję, co zrobiła ze swoim chrztem. Dziś coraz głośniej upomina się o nią krew współczesnych francuskich męczenników. Najstarsza córa Kościoła, na której wielu postawiło już krzyżyk, nie jest skazana na zbiorową apostazję.

Możliwe, że wymierne efekty tego poruszenia i przełamania tabu w mówieniu o religii będą widoczne szybciej, niż „średnia francuska” przewiduje. Ale może będzie i tak, jak dzieje się z widocznymi już od lat objawami nowego przebudzenia wiary nad Sekwaną. Wiele osób zastanawiało się nad tym fenomenem: jak to się dzieje, że w tak mocno przeżartym radykalnym laicyzmem kraju powstają i trwają wspólnoty życia chrześcijańskiego, które swoim charakterem i siłą oddziaływania przypominają nierzadko pierwsze wspólnoty chrześcijańskie? Jedną z ciągle mało popularnych odpowiedzi jest przekonanie, że to… krew męczenników z okresu rewolucji francuskiej wydaje w końcu swoje owoce. To nie tylko tysiące anonimowych ofiar rzezi w Wandei, ale też uznani oficjalnie przez Kościół męczennicy paryscy czy męczennicy z Angers, którzy stracili życie za odmowę wyrzeczenia się wiary. Dlaczego owoce zaczęły być widoczne dopiero w II połowie XX wieku? Filozof Dariusz Karłowicz, którego pytałem kiedyś o to, dlaczego w jednych rejonach krew męczenników „działa” niemal od razu, a w innych przez kolejne setki lat wygląda to raczej marnie, trafnie zauważył, że warunkiem tego, żeby męczeństwo „działało”, jest pamięć o męczennikach. A ta bywa najczęściej zacierana: z wyrachowania lub wygody. I to by się zgadzało: ogromne prześladowanie Kościoła w czasie Wielkiej Rewolucji Francuskiej było tematem zakazanym we Francji niemal do XXI wieku. Historycy, którzy próbowali przełamać zmowę milczenia, jak m.in. prof. Reynald Sécher z Sorbony, byli usuwani ze środowiska i z uczelni.

Ostatni chrześcijanie?

Można odnieść wrażenie, że o ile dotąd zacieranie pamięci o męczennikach było jedną ze specjalności francuskiej ideologii skrajnej laickości (wrogiej wersji rozdziału państwa i Kościoła), o tyle wydarzenia ostatnich dwóch dekad są jedną wielką celebracją pamięci o współczesnych męczennikach. A to może przełożyć się na wzmocnienie i przyspieszenie trendu obserwowanego od dłuższego czasu. Już w 2009 roku francuski episkopat odnotował, że tylko w ciągu czterech lat aż o połowę wzrosła liczba dorosłych Francuzów, którzy przystępują do sakramentu bierzmowania. Większość z nich to ludzie w wieku 25–45 lat. Znaczna część to chrześcijanie, którzy w czasie Wielkanocy przyjęli chrzest, jednak wiele osób to wierni, którzy po okresie odejścia od Kościoła znów do niego wracają. W 2004 roku w całej Francji chrzest przyjęło 2539 dorosłych. W 2009 roku było to już 2931 osób i na takim mniej więcej poziomie, z małymi wahaniami, utrzymywało się to przez 4 lata. W 2015 roku nastąpił wyraźny skok do 3220 osób, by w 2016 roku osiągnąć liczbę 3631 pełnoletnich katechumenów. A w czasie tegorocznej Wigilii Paschalnej chrzest przyjęła rekordowa liczba 4200 dorosłych. Co ciekawe, dane francuskiego episkopatu pokazują, z jakich kategorii „rekrutują się” nowi członkowie Kościoła. Z danych wynika, że wprawdzie 45 proc. katechumenów pochodzi z rodzin, w których przynajmniej jeden z rodziców był ochrzczony, to jednak odsetek osób z rodzin bez żadnych tradycji religijnych także jest bardzo wysoki (w tym roku 22 proc.). Mniejszość, ale też coraz liczniejszą, stanowią muzułmanie, którzy chcą przejść na katolicyzm (w tym roku 7 proc.), a także przedstawiciele tzw. religii Wschodu. Ciekawa jest również lista motywów, jakimi kierują się sami zainteresowani. Ważne jest m.in. to, że na pierwszym miejscu wcale nie znajdują się tzw. sytuacje okolicznościowe, jak prośba o bycie chrzestnym. Przeciwnie, dominują takie motywy jak spotkanie świadka wiary, często pojawia się na przykład świadectwo kolegi z pracy. Przyczyną jest również jakieś wydarzenie z życia, poczucie, że jest się akceptowanym we wspólnocie, a także pragnienie przystępowania do Komunii św. (wszystkie dane za francuskim episkopatem).

Pamiętam taką scenę sprzed lat: niedzielne przedpołudnie, centrum Paryża, kościół Saint Gervais. W pełnej jak zawsze świątyni Wspólnot Jerozolimskich dzieci, młodzież i dorośli, mnisi i mniszki śpiewają bizantyjskie pieśni. Całą Mszę rejestruje 2 program francuskiej telewizji. – Chcemy zrobić reportaż o ostatnich chrześcijanach – tłumaczy mi z nieukrywaną ironią dziennikarz. Pocieszające jest to, że reporter raczej nie stracił pracy – zapewne jeździ dziś po całej Francji i kręci reportaże o dokładnie odwrotnym zjawisku.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7