Moda na „złe” zakonnice

Książka zawierająca wywiady o tym, 
jakie to patologie dzieją się w żeńskich zgromadzeniach zakonnych.
 Po co to komu? I jak mówić 
o zakonach prawdę?


Zaczęło się od książki Marty Abramowicz pt. „Zakonnice odchodzą po cichu”. To zbiór reportaży, gatunku z definicji subiektywnego i niekoniecznie ściśle trzymającego się faktów. Każda z przedstawionych w niej bohaterek to tak zwana „była”. Niegdyś siostra zakonna, dziś opisuje swoją traumę, przeżycia w tym lub innym zgromadzeniu. Opisywane historie można zamknąć w zdaniu: „zgromadzenia żeńskie to jedna wielka patologia”.

Pierwsze wydanie książki zniknęło z księgarń jak świeże bułeczki. Publikacja zaczęła być szeroko dyskutowana, opisywana. Autorka udzieliła wielu wywiadów na temat losu swoich bohaterek. I interes się kręci. Można sądzić, że „moda na złe zakonnice” rozkręca się na dobre. Czy raczej złe. 
Skąd takie zainteresowanie publikacją? Czy książka jest tego warta? Jak obronić zakonnice? A może warto zadać inne pytanie: czy rzeczywiście, jak niektórzy twierdzą, siostry zakonne są zupełnie bezbronne w konfrontacji z bezpodstawną krytyką?


Prawdziwe historie?


W książce Abramowicz czytamy mrożące krew w żyłach historie, jak to łyse (!) i słabo wykształcone zakonnice były źle traktowane, jak musiały szorować podłogi, jak pozbawiane były kontaktu ze światem, jak chorowały psychicznie, cierpiały na depresję. I znikąd pomocy... Przełożone – jak złe macochy – traktowały siostry po macoszemu. Aż biedne, umęczone postanowiły odejść. A gdy odchodziły, nawet spódnicy nie dostały!


– W książce wiele jest historii, które po prostu nie mogły się wydarzyć. Jedną z nich jest właśnie opis odejścia siostry nawet „bez spódnicy”. W zakonach są przepisy, które nakazują w takich sytuacjach wyposażyć godnie odchodzącą siostrę – tłumaczy antonianka, s. Magdalena Krawczyk, dyrektorka największego domu samotnej matki w Polsce. – Pamiętam odejście siostry, z którą zgromadzenie ma do dziś przyjazny kontakt. Otrzymała wynagrodzenie za kilka miesięcy, nowe ubrania, pieniądze na fryzjera, by ułatwić jej powrót do życia poza klasztorem. 


Czy jednak wszystkie opisywane dramatyczne sceny to fikcja? – Wszystkie opowieści są mocno subiektywne, czemu trudno się dziwić. Jednak właśnie przez ten subiektywizm trzeba patrzeć bardzo ostrożnie na całą książkę, pamiętając, że są to przede wszystkim reportaże relacjonujące osobiste doświadczenia i nie ma w nich próby dotarcia do drugiej strony, spojrzenia na konkretną sytuację z innej perspektywy – mówi urszulanka, s. Joanna Olech, sekretarz Konferencji Przełożonych Wyższych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych.

– Nie twierdzę, że żadna z historii opisywanych w książce nie mogła wydarzyć się naprawdę. Tym bardziej że autorka nie informuje, gdzie i kiedy miały miejsce te wydarzenia. W Polsce istnieje 2600 wspólnot zakonnych i można w nich znaleźć wszystko: świętość i grzech, oddanie, służbę, ale i zaniedbania. Jednak opisywanie rzeczywistości zakonnej wyłącznie przez pryzmat jednostkowych dramatów jest spojrzeniem na rzeczywistość w krzywym zwierciadle.
Tymczasem tych kilkanaście świadectw posłużyło do postawienia diagnozy na temat całego życia zakonnego w Polsce.

– Gdyby ta książka była traktowana jak wycinek rzeczywistości, nie wyrządzałaby większej krzywdy. Jednak książka i dyskusje wokół niej idą w złym kierunku: na podstawie tych trudnych przypadków diagnozuje się sytuację wszystkich zakonów w Polsce. Nie chciałabym, żeby niektóre środowiska traktowały ją jak „encyklopedię” wiedzy o kondycji żeńskich zgromadzeń zakonnych – dodaje s. Olech.

Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, biorąc pod uwagę, że kilkanaście trudnych historii o odejściach z zakonu uzurpuje sobie prawo do „reprezentowania” ok. 20 tys. zakonnic pracujących w Polsce. Według statystyk rocznie po ślubach wieczystych odchodzi ze zgromadzeń... 0,3 proc. sióstr.


Siostra zakonna prosząca o zachowanie anonimowości: – Zaskoczyły mnie w tej książce nie tyle opowieści byłych sióstr, co wypowiedzi (anonimowych) ojców zakonnych, niby świadków wydarzeń. Ci zakonnicy przedstawili nasze życie jako obozy darmowej pracy! Stwarzając opozycję między nimi – nowoczesnymi luzakami popijającymi alkohol po „robocie” – a nami, zastraszonymi siostrami zakonnymi. To kompletne pomieszanie pojęć. Pełny barek nie jest dla mnie pociągającą wizją. Kocham swoją pracę, rozwijam się w zakonie, wciąż się kształcę, służę ludziom z radością. A zamiast alkoholu w wolnym czasie wolę spacery, basen, czytanie. 


«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| KOSCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9