Chrześcijaństwo z odzysku

– Kurdyjskie elity polityczne dojrzewają do uznania zbrodni dokonanych w okresie ludobójstwa Ormian przed 100 laty – mówi Gaffur Türker, sekretarz Fundacji Ormiańskiego Kościoła 
św. Grzegorza w tureckim Kurdystanie w rozmowie z Tomaszem Grzywaczewskim
.

Tomasz Grzywaczewski: Stał się Pan mocno wierzącym chrześcijaninem? 


Gaffur Türker: Przyznam, że dla mnie najważniejsza jest tożsamość ormiańska, a nie religia. 


Przejście z islamu na chrześcijaństwo to bardzo poważna decyzja, która musi być zapewne podyktowana głęboką duchową potrzebą. 


Przez wiele lat, podobnie jak wszyscy moi bliscy, byłem tzw. ukrytym Ormianinem. Ormianie, którzy ocaleli z ludobójstwa, które miało miejsce w latach 1915–1917, musieli przejść na islam, żeby ratować swoje życie. Moja rodzina pochodzi z wioski położonej w pobliżu miasta Batman. Prawie wszystkich moich przodków zamordowano, przeżyły tylko trzy osoby. Jedna z nich uciekła do Syrii, a pozostałe dwie – w tym mój dziadek – zmieniły religię. Ojciec również był muzułmaninem. Oni wprawdzie żyli jak wyznawcy islamu, ale wiedzieli, że są Ormianami.


Dlaczego w takim razie Pan zdecydował się wrócić do wiary przodków?


Pamiętam, jak bardzo mój dziadek nienawidził tego, że został muzułmaninem. Tutaj nie chodzi o konkretną religię, ale o utraconą tożsamość. Zabrano nam wszystko. Religię, język, kulturę. Teraz chcę to odzyskać. Mój brat jako pierwszy nawrócił się na chrześcijaństwo i jego decyzja została przez rodzinę bardzo źle odebrana. Bali się, że to ściągnie na nas kłopoty. Od ludobójstwa minęło dokładnie sto lat, ale te wydarzenia ciągle głęboko tkwią w świadomości tureckich Ormian. To przekazywany z pokolenia na pokolenie strach przed tym, że tamte niewyobrażalne okropieństwa mogą się powtórzyć. Ponadto mój brat nie wytłumaczył przyczyn swojej decyzji. Ja zacząłem od przedstawienia swojej motywacji. Cierpliwie opowiadałem, że chcę odszukać utracone dziedzictwo. Nagle okazało się, że niektórzy moi krewni i znajomi również odchodzą od islamu, ponieważ pragną czuć się Ormianami. Obecnie takich osób jest już dwadzieścia. 


Ilu „ukrytych Ormian” – muzułmanów żyje obecnie w Turcji?


Zgodnie z naszymi szacunkami to od 4 do 5 mln osób zamieszkujących terytorium całej Turcji. Część z nich ma bardzo ograniczoną świadomość swoich korzeni, ale dlatego właśnie musimy to żmudną pracą powolutku zmieniać. Chciałbym, żeby idea powrotu przez chrześcijaństwo do ormiańskości promieniowała na wszystkich moich rodaków. 


A jak wygląda sytuacja w samym Diyar­bakir? To wyjątkowe miasto, o którym mówi się jako o nieformalnej stolicy tureckiego Kurdystanu. Ponadto w rozmowach pojawiają się jego trzy różne nazwy. Turcy mówią o Diyar­bakir, dla Kurdów to Amed, z kolei Ormianie używają określenia Tigranakert, od imienia króla Tigranesa II Wielkiego. Każdy z tych narodów rości sobie historyczne pretensje do tego miejsca. 


W 1900 r. 60 proc. mieszkańców miasta stanowili chrześcijanie. Około 90 proc. z nich było Ormianami. Ludobójstwo wszystko zmieniło. Dopiero w 1920 r. powróciło tutaj mniej więcej 400 rodzin „ukrytych Ormian”. Ale w październiku 1955 r. połowa z nich uciekła za granicę. Wtedy doszło do tzw. pogromu w Stambule, skierowanego przeciwko ludności niemuzułmańskiej. Fala przemocy była wymierzona w pierwszej kolejności przeciwko Grekom, ale rykoszetem uderzyła również w Ormian w różnych tureckich miastach. Potem przyszedł rok 1974 i konflikt o Cypr Północny. Podobnie jak w latach 50., znowu staliśmy się ubocznymi ofiarami animozji grecko-tureckich. A koniec ubiegłego stulecia to regularne starcia zbrojne pomiędzy turecką armią a Partią Pracujących Kurdystanu. I tym razem cierpieliśmy w nie swojej wojnie.


Czyli za każdym razem, kiedy dochodzi do napięć etnicznych, Ormianie stają się celem ataku?


My jesteśmy tylko trawą, którą mogą zdeptać i władze w Ankarze, i planowana kurdyjska autonomia. Nikt się z nami nie liczy. Chociaż z punktu widzenia przede wszystkim tureckich nacjonalistów to właśnie Ormianie są najgorszymi wrogami Turków. Proszę sobie wyobrazić, że często powtarzana opinia brzmi mniej więcej tak: Kurdowie to w zasadzie nasi pobratymcy (nazywani nawet „Turkami górskimi”) i bracia w wierze, a za tym całym ich ruchem narodowowyzwoleńczym stoją ci demoniczni Ormianie. To oni chcą nas skłócić. Takie stwierdzenia są absurdalne, bo przecież Kurdów jest ponad 20 mln i to problem ich podmiotowości należy rozwiązać w pierwszej kolejności. Ale, niestety, my jesteśmy zawsze na cenzurowanym. Zdarzało mi się, że w zachodniej Turcji nie chciano ze mną rozmawiać tylko dlatego, że jestem Ormianinem. Ale prawdą jest, że Ormianie działają w Partii Pracujących Kurdystanu i uchodzą tam za najbardziej bitnych partyzantów.


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • dumb
    22.01.2016 07:40
    Tytuł żenujący. Kto to wymyśla w redakcji? Mam wrażenie, że jakiś gimnazjalista. Kolejny kwiatek:"Dla kogo kasa z 500 plus".
  • Piotr
    22.01.2016 09:02
    Znowu się człowiek czegoś dowiedział. Należy przypomnieć, że tereny te zamieszkiwali nie tylko Ormianie i Kurdowie ale także Assyryjczycy. W odróżnieniu od Syryjczyków są oni chrześcijaninami a ich język jest językiem Jezusa czyli aramejski. Niestety obecnie Assyryjczyków szybciej spotka się w Europie Zach. niż tam.Dla mnie smutne było to, że o tym narodzie dowiedziłem się dopiero jak wyjechałem z Polski i spotkałem swojego pierwszego Assyryjczyka w pracy. I pomyślałem sobie: teraz się chyba nie dziwisz, że jak to możliwe, że w takiej Ameryce czy też Anglii nie mają pojęcia o Polsce, jeżeli ty nauczyciel historii a ty nic nie wiesz.
    Bliski Wschód się zmienia popłynie jeszcze dużo krwi ludzkiej ale modlę się aby następny czas był dla tych narodów łaskawszy.Bardzo nieskładnie ale z dobrymi chęciami.
    Piotr
  • PiotrSzymon
    22.01.2016 09:18
    PiotrSzymon
    Faktycznie tytuł jest do niczego,kiedyś mówiliśmy, że żona, mąż byli z odzysku ale wiara?
  • yeti
    28.01.2016 09:36
    Modlę się aby kościół odzyskał o nich właściwe słowa modlitwy Pańskiej,gdyż w zasadzie tylko oni wypowiadają je tak jak nauczał Jezus .Nawet to nie deprymuje tych którzy dla tradycji powtarzają jak papugi:Módlmy się tak jak nauczył nas Jezus Chrystus.Po czym mówią:"... i nie wódź nas na pokuszenie". A Jezus nauczał tych słów adekwatnie :"... i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie". Jaka różnica ?. Taka:" Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie, gdy bowiem zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia6, obiecany przez Pana tym, którzy Go miłują. 13 Kto doznaje pokusy, niech nie mówi, że Bóg go kusi. Bóg bowiem ani nie podlega pokusie ku złemu, ani też nikogo nie kusi. 14 To własna pożądliwość wystawia każdego na pokusę i nęci. 15 Następnie pożądliwość, gdy pocznie, rodzi grzech, a skoro grzech dojrzeje, przynosi śmierć. 16 Nie dajcie się zwodzić, bracia moi umiłowani!". Więc o co się modli ten który wypowiada ;"nie wódź nas na pokuszenie"?. Mniej więcej tak to można streścić:Panie ,ja nie chcę wieńca życia bylebyś mnie uchronił od próby.To tak jakby żołnierz poprosił dowódcę frontu ,aby go zadekował w taborach i nie posyłał na pierwszą linię.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11