Wielkie Dzieło don Àlvaro

Był bliskim współpracownikiem Jana Pawła II. Mimo to biskup Àlvaro del Portillo nie jest powszechnie znany w naszym kraju. 10 lipca papież zatwierdził cud za jego wstawiennictwem, co pozwoli wkrótce na beatyfikację.

Człowiek apostolskiego zapału

Służba Kościołowi była u bp. del Portillo wyrazem apostolskiego zapału, chęci dotarcia do jak najszerszych kręgów z przesłaniem wiary katolickiej. Zapał ten był znakiem wyróżniającym jego życie od wczesnej młodości aż po kres. Już w czasach studenckich – jeszcze zanim został członkiem Opus Dei w 1935 r. – angażował się w działania apostolskie w najbiedniejszych częściach Madrytu. Katechizował dzieci w robotniczych dzielnicach. Wymagało to sporej odwagi, były to bowiem lata gwałtownej agitacji rewolucyjnej, która poprzedziła wybuch hiszpańskiej wojny domowej. Jednej z takich katechizacji młody Àlvaro o mało nie przypłacił życiem, bowiem tylko z najwyższym trudem wyrwał się z rąk lewicowej bojówki, a cios zadany kluczem francuskim przez jednego z napastników spowodował u niego pęknięcie czaszki. Zapał ten towarzyszył mu także w późniejszych latach już jako księdzu, a następnie prałatowi Opus Dei. Inicjował liczne akcje na całym świecie na rzecz potrzebujących, zwłaszcza w Afryce i w krajach Ameryki Łacińskiej. W okresie gdy kierował Dziełem Bożym, rozpoczęło ono działalność aż w 21 krajach. Poza wspomnianymi już krajami skandynawskimi, znajdowały się wśród nich także po raz pierwszy kraje postkomunistyczne – Czechy, Węgry, Litwa, a przede wszystkim Polska, gdzie Opus Dei trafiło w 1989 roku.

„Wierny w kontynuacji”

Tym, co wyróżniało przyszłego błogosławionego, była chęć pozostania wiernym zarówno Kościołowi, jak i swemu powołaniu do Opus Dei. Jeden z biografów bp. del Portillo mówił o tym jako o „wierności w kontynuacji”. Àlvaro del Portillo potrafił być posłuszny i latami towarzyszył św. Josemaríi Escrivie w inicjowanych przezeń przedsięwzięciach apostolskich. Taką z pozoru niewdzięczną służbę, w cieniu, wybrał człowiek o wielkich zdolnościach osobistych (miał bowiem trzy doktoraty – z inżynierii, z filozofii i prawa kanonicznego). Był u boku założyciela Opus Dei w trudnych latach lewicowych prześladowań w czasie hiszpańskiej wojny domowej. Spędził z nim kilka miesięcy w ukryciu na terenie konsulatu Hondurasu, znosząc skrajne niewygody w ciasnocie spowodowanej przetrzymywaniem dziesiątek osób ukrywających się na terenie mieszkania, w którym znajdowała się placówka dyplomatyczna. Służył później jako ochotnik w wojsku narodowym w stopniu podchorążego. Po powrocie do cywila znów stał się najbliższym współpracownikiem swego duchowego ojca. Na jego polecenie pojechał – jeszcze jako świecki – do Rzymu, by zabiegać o kanoniczną aprobatę Opus Dei przez Stolicę Apostolską.

Podczas jego pierwszej audiencji u ojca świętego Piusa XII papiescy gwardziści, widząc jego galowy mundur inżynierski – ku jego zakłopotaniu – oddali mu honory admiralskie, błędnie przypuszczając, że mają do czynienia z wysokim oficerem marynarki. Brał na siebie najtrudniejsze przedsięwzięcia wskazane przez św. Josemaríę. Latami heroicznie zmagał się z budową głównego rzymskiego domu Opus Dei (gdzie teraz spoczywają jego doczesne szczątki), Villa Tevere, nie dysponując większymi środkami pieniężnymi. Św. Josemaría mówił nawet, że na ból głowy, jaki ma z tą budową don Àlvaro, potrzebuje on, owszem, okładów, ale z... dolarów, których jednak jak na złość wciąż było bardzo mało. W 1975 r. po śmierci założyciela został jednogłośnie wybrany na jego następcę, ponieważ powszechnie wiedziano, że św. Josemaría widział w nim swego najwierniejszego duchowego syna. Don Àlvaro rzeczywiście prowadził przez 19 lat Opus Dei zgodnie z tym duchem, jaki nadał mu jego święty poprzednik.

Miłość do Polski

Polska zawdzięcza don Àlvaro przede wszystkim fakt sprowadzenia Opus Dei do naszego kraju w 1989 r. Przyszły błogosławiony odwiedził Polskę czterokrotnie. Po raz pierwszy w 1979 r., gdy został serdecznie przyjęty w Warszawie przez prymasa Stefana Wyszyńskiego i modlił się w sanktuarium jasnogórskim. Kolejne wizyty były możliwe po upadku komunizmu. Don Àlvaro był w Polsce dwa razy w 1991 r. (m.in. na Światowych Dniach Młodzieży w Częstochowie) i raz w 1993 r. Gdy na kilka miesięcy przed śmiercią odwiedził nasz kraj, starając się wesprzeć raczkujące na polskim gruncie Dzieło Boże, spotkał się z Polakami w warszawskiej Galerii Porczyńskich, w którym to spotkaniu miał okazję uczestniczyć także piszący te słowa.

Ksiądz Flavio Capucci, postulator procesu beatyfikacyjnego don Àlvaro, dysponował dokumentacją około 12 tys. konkretnych łask otrzymanych za jego wstawiennictwem. Również wielu Polaków żywi już teraz kult przyszłego błogosławionego. Don Àlvaro „specjalizuje się” w pomaganiu w trudnościach rodzinnych czy kłopotach życia codziennego, w prowadzeniu inwestycji... Jedna z Polek, pani Agnieszka, wspomina, że doznała wielu łask za wstawiennictwem sługi Bożego Àlvaro del Portillo. Jest przekonana, że to właśnie dzięki jego wstawiennictwu jedna z jej koleżanek znalazła po wielu latach bezowocnych poszukiwań dobrego męża; małżeństwo jej przyjaciół – mimo stwierdzonej klinicznie bezpłodności – mogło mieć dzieci, a nowo narodzone dziecko innej znajomej rodziny zostało uzdrowione z ciężkiej sepsy...

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10