- Ja nie chcę. Ja się tam nudzę… A mogę ze sobą wziąć tableta?
Rano, wieczór, we dnie, w nocy… Czuwa nad nami nieustannie. Nie jest postacią z dziecięcych bajek, gdzie hasa sobie radośnie z rusałkami, gnomami, trollami i skrzatami. Ma bardzo konkretne zadanie.
To właśnie sens naszej wędrówki: nie tyle spotkanie z filozofami, co przejście z nimi drogi naszego życia.
Sporo ostatnio dyskutuje się o miejscu, w którym powinny odbywać się lekcje religii: w salach lekcyjnych, czy w przykościelnych salkach?
Kaznodzieja rezygnujący z wielkiej teologii prędzej czy później stanie się – może nawet błyskotliwym – ale tylko ideologiem, moralizatorem a nawet politykierem.
"Światełko" - to tytuł ostatniej sztuki alumnów z Wyższego Seminarium Duchownego w Paradyżu, którą przygotowali specjalnie na Festiwal Życia. Było śmiesznie i wzruszająco. Kto był, ten nie szczędził oklasków.
Leszek Korzeniecki był ćpunem, jasnowidzem i okultystą. – Powiedziałem kiedyś demonowi, który mnie opętał, że jeśli Bóg jest sprawiedliwy, to pójdę do piekła – mówił na spotkaniu z mieszkańcami Bolesławca.
Jego istnienie nie jest jedynie fantazją, a potwierdzoną przez Kościół prawdą wiary.
W przestronnej sali siedzi kilkanaście osób. Przed każdą z nich bucha płomieniem niewielki palnik. W rękach trzymają przezroczyste rurki, przypominające nieco długie lufki, w jakie wkładały papierosy eleganckie panie w latach dwudziestych. Na końcu lufek drżą migotliwe kule gorącego szkła. Tak powstają choinkowe bombki.
O medycynie bliskości i słuchania mówił w Meksyku Franciszek. Wspaniale aplikują ją misjonarze. Idąc „do ludzi” i to nie tylko w niedzielę.
Był rybakiem pochodzącym z Betsaidy Galilejskiej. Razem ze swym bratem Szymonem osiadł później w Kafarnaum.