1. Wypełnienie starotestamentowych zapowiedzi w Kościele

Wszczepieni w drzewko oliwne zostali poganie, nie Kościół, który od początku jest drzewkiem oliwnym. Odcięte zaś gałęzie – to niewierzący w Chrystusa Żydzi, czyli judaizm.

Według ugruntowanego w chrześcijaństwie przekonania Kościół (a nie judaizm, który nie przyjął Chrystusa) stanowi kontynuację starotestamentowego Izraela, zapewniając w ten sposób ciągłość historii zbawienia.  Powyższe stanowisko jest obecne w chrześcijaństwie od początku.  W ubiegłym wieku niektórzy z teologów protestanckich, zwł. niemieckich, nazwali je „teologią zastąpienia”, tj. że Kościół przejął miejsce Izraela jako ludu wybranego, i je zakwestionowali.  Wśród zwolenników tej teorii nie ma jednego modelu, co utrudnia dyskusję, ale generalnie chodzi o to, że od czasu Chrystusa istnieją dwie wspólnoty (Kościół i judaizm) w jednym planie Boga, w którym Żydzi pozostają nadal ludem wybranym.  Judaizm nie znajduje się w opozycji do Boga, lecz kroczy inną niż Kościół drogą do zbawienia, tj. bez uznania Chrystusa.  Innymi słowy Żydzi nie błądzą, ale realizują inny plan Boga co do swego zbawienia.  Czy faktycznie tak to wygląda?

Otóż powyższy pogląd podzielają głównie nurty teologii dialogu z judaizmem.  W kościołach protestanckich stosunek do niego jest zróżnicowany.  W Kościele katolickim pogląd nie został przyjęty.  Pomimo różnic w tej kwestii między Kościołem katolickim a kościołami protestanckimi łączy je stale stanowisko, że Kościół Chrystusowy stanowi kontynuację starotestamentowego Izraela w planie zbawienia;  judaizm zaś nie idzie słuszną drogą.

a) Wymiar ideologiczny.  W tym miejscu nakreślimy kontekst historyczny, w jakim zrodziła się idea odrzucenia dwutysiącletniego przekonania o roli Kościoła Chrystusowego w planie zbawienia.  Pokaże to, jakie podstawy ma ten pogląd.

Po eksterminacji części europejskich Żydów przez niemieckich nazistów podczas Drugiej Wojny Światowej (Holokaust), po jej zakończeniu niektórzy niemieccy teolodzy protestanccy postawili sobie pytanie, czy pogląd, że Kościół zastąpił niewierzący Izrael w planie zbawienia (tak to sformułowali), nie przyczynił się przypadkiem do antyżydowskich nastrojów i tym samym pośrednio do Holokaustu. Jako przedstawiciele narodu niemieckiego czuli się odpowiedzialni za to, co się stało i zwrócili się ku teorii żydowskiego filozofa Franza Rosenzweiga (z roku 1921) o „dwóch przymierzach” (Zwei-Bund-Theologie):  Chrystus jest drogą zbawienia dla pogan, Żydzi mają zaś własną drogę do zbawienia na mocy przymierza Mojżeszowego (synajskiego). Według tej teorii droga Żydów do Boga jest poza Chrystusem.  Zaakceptowano to, bo uznano, że nie można oczekiwać od Żydów, aby przyjęli Chrystusa, skoro byli prześladowani i mordowani przez świat chrześcijański.  Był to gest względem judaizmu ze strony niektórych teologów niemieckich z powodu zadanego im cierpienia przez ich ojczyznę.  W tym miejscu warto dodać, że drogę Żydów do Boga poza Chrystusem niektórzy z teologów niemieckich nazwali ich „szczególną drogą” (Sonderweg), nawiązując do XIX wiecznej koncepcji historiograficznej dotyczącej rozwoju politycznego i społecznego Niemiec.
Mamy zatem powiązane ze sobą dwa poglądy, tj. Kościół nie zajął miejsca Izraela w Bożym planie, przez co Izrael pozostaje nadal ludem wybranym oraz że Żydzi kroczą własną drogą do Boga poza Chrystusem.  Oba poglądy są ze sobą powiązane, ponieważ pierwszy uzasadnia drugi, a drugi wymusza pierwszy.  Dopiero wtórnie zaczęto uzasadniać powyższe stanowisko biblijnie i teologicznie.

Myśl po Soborze Watykańskim II podjęli pojedynczy teolodzy katoliccy, ale nie przebiła się ona. Najwybitniejszy katolicki teolog niemiecki XX w. Karl Rahner – a z nim inni jak Joseph Ratzinger – nigdy nie przyjęli tego stanowiska.  Po pierwsze, droga Żydów do Boga bez Chrystusa nigdy nie było stanowiskiem wyznań chrześcijańskich ani chrześcijańskiej teologii. Mamy do czynienia ze zjawiskiem niszowym w teologii. Takie myślenie narusza podstawy chrześcijańskiej teologii i wiary:  wprowadza dwa równoległe porządki zbawcze. Chrystus przestaje być Zbawicielem względem wszystkich (zob. J 14, 6; Dz 4, 12).  Po drugie, negowanie pozycji Kościoła w planie zbawienia jako jedynego ludu wybranego jest równie obce myśli chrześcijańskiej.  Wówczas podobnie wprowadza się dwa równoległe porządki zbaw-cze.

Kulisy przedstawionej powyżej tezy ujawniają jej wartość.  Nie ma ona podstawy teologicznej, ale ideologiczną.  Zrodziła się na kanwie zagłady Żydów.  Nie ma ona zatem źródła w Bożym objawieniu, ale w ludzkiej myśli motywowanej chęcią pewnej rekompensaty względem Żydów za doznane cierpienie.  Mamy do czynienia z sytuacją, w której ideologia chce zastąpić chrześcijańską myśl teologiczną.  W tym miejscu można by darować sobie dalsze wywody, skoro przedstawiony pogląd ma podłoże ideologiczne, a nie teologiczne.  Mamy do czynienia z bańką mydlaną, która pojawiła się niedawno w historii Kościoła i która równie szybko zniknie.  Postaramy się jednak pokazać, że król jest naprawdę nagi.

Myśl, jaka zrodziła się wśród teologów protestanckich, przenika powoli do Kościoła katolickiego głównie poprzez środowisko prowadzące dialog z judaizmem.  Mamy obecnie do czynienia ze złagodzoną postacią przedstawionego wyżej stanowiska.  Prezentuje je dokument Komisji ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem z 2015 roku („’The Gift and the Calling of God are irrevocable’ [Rom. 11:29]”).  Z jednej strony Komisja podkreśla, że relacji Izrael – Kościół nie należy rozumieć jako zastąpienia pierwszego przez drugi (pkt 17), co ma znaczyć m.in., że judaizm jest nadal ludem wybranym oraz stwierdza, że „Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia” bez wyznawania Chrystusa (pkt 36).  Nie chodzi tu o to, że Żydzi mogą się zbawić podobnie jak inni niewierzący w Chrystusa ludzie – tego nikt nie kwestionuje – ale chodzi o to, że pomimo nieprzyjęcia Chrystusa Żydzi uczestniczą już obecnie w Bożym zbawieniu realizowanym w Chrystusie, lecz bez Jego przyjęcia.

Z drugiej strony Komisja przyznaje, że nie ma dwóch dróg do zbawienia (np. pkt. 25 i 35), bo to podważa rolę Chrystusa jako jedynego Zbawiciela ludzkości.  Nie umie jednak wyjaśnić, jak szczególny status Żydów względem Boga, bez uznania Chrystusa, może współistnieć z jedną drogą do zbawienia w Chrystusie!  Innymi słowy Żydzi mają kroczyć do zbawienia drogą bez Chrystusa, ale droga do zbawienia jest tylko jedna i w Chrystusie (ostatecznie sprowadza się to do istnienia dwóch dróg do zbawienia).  Ten zagmatwany i wykluczający się stan Komisja konkluduje stwierdzeniem, że pozostaje to „niezgłębioną tajemnicą Bożą” (pkt 36).  Komisja przyznaje, że nie rozumie tego, co sama stwierdza (dowodzi) i w tej sytuacji powołuje się na Boga (ten fragment dokumentu został przytoczony w liście Konferencji Episkopatu Polski odczytanym w niedzielę 22 marca br.).

Komisja zapętliła się w swoim wywodzie. Chce pośród wszystkich niewierzących w Chrystusa wyróżnić Żydów, przypisać im lepszą pozycję względem Bożego zbawienia dokonane-go w Chrystusie (z racji starotestamentowego Objawienia) niż innym niewierzącym w Chrystusa, ale zapomina, że względem zbawienia w Chrystusie wszyscy są równi.  Skoro Chrystus jest Zbawicielem świata, a zbawienie całkowitym darem dla ludzkości, nieosiągalnym przez nikogo o własnych siłach, to każdy w takim samym stopniu potrzebuje Chrystusa i każdy na tych samych zasadach, tj. dzięki uznaniu Chrystusa (lub przynajmniej dopuszczeniu Go, czyli niewykluczaniu), uczestniczy w realizującym się już obecnie zbawieniu, a kiedyś w pełni zbawienia.

Stworzenie szczególnej pozycji dla Żydów względem zbawienia domaga się – wobec faktu równości wszystkich wobec zbawienia – stworzenia takiej samej pozycji dla wszystkich innych nieuznających Chrystusa, co prowadzi do zrelatywizowania wartości wiary w Chrystusa.  Można wierzyć w Chrystusa i można nie wierzyć i też zdążać drogą do Boga.  Bóg dał starotestamentowemu Izraelowi więcej – to prawda, ale więcej też oczekuje.  Lansowane obecnie myślenie (np. przez dokument w/w Komisji), że więcej dał i z tej racji lepiej traktuje, jest złudne;  Bóg byłby niesprawiedliwy względem reszty ludzkości.

Autorzy dokumentu każą nam zaakceptować coś, czego sami nie umieją wyjaśnić.  Prawdy wiary muszą mieć rozumowe uzasadnienie, bo inaczej grozi nam zakwestionowanie rozumności wiary.  Wierzymy, przykładowo, w niezgłębioną tajemnicę Trójcy Świętej, ale potrafimy w znacznym stopniu, w racjonalny sposób wytłumaczyć Jej naturę. Jak mamy zatem przyjąć coś, czego sama Komisja nie rozumie.  To stanowisko jest gorsze od stanowiska protestanckiego.  Tamto jest wprawdzie w całości błędne, ale przynajmniej spójne w prezentacji.  Stanowisko Komisji jest zaś niespójne.  W takim razie powinna się ona z niego wycofać.  Obawiam się jednak, że się nie wycofa, ale z czasem zbliży się jeszcze bardziej do stanowiska niektórych kręgów protestanckich.  Autorzy dokumentu spychają siebie i nas w ciemną przepaść.  Nie wiedzą, co może nas tam spotkać, ale liczą na to, że nic złego. Jest to postawa nieodpowiedzialna.  W tej sytuacji każdy jest zobowiązany kierować się zdrowym rozsądkiem, czyli własnym oświeconym wiarą rozumem.

Jakkolwiek na to spojrzymy, dokument stanowi niebezpieczny precedens. Jest on pokłosiem przyjęcia ideologicznego założenia.  Jest zaś poważnym błędem i nadużyciem uzasadniać teologicznie to, co narodziło się z ideologii, interpretując też przy tym tendencyjnie teksty Pisma św. (np. pkt. 17, 18, 23, 27).  Skutkuje to tworzeniem pseudo-teologii, bo podporządkowuje się teologię ideologii, a to prowadzi ku herezji (zob. punkt 2).  Na szczęście jest to dokument niskiej rangi (Komisja ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem) i tym samym jego stwierdzenia nie są wiążące teologicznie, bo charakter dokumentu („Refleksje …”) zakłada możliwość błędu.  Nie jest to stanowisko Kościoła katolickiego, ale prowadzących dialog z judaizmem.  Gdyby w skład Komisji wchodzili inni teolodzy, dokument miałby inną postać.

Krytykowany pogląd przybiera różne postaci zwł. w świecie protestanckim, dlatego nie jest łatwo ocenić go całościowo.  Ocenimy go zatem, weryfikując prawdziwość poszczególnych głoszonych w nim tez jak zastąpienie Izraela przez Kościół, droga Żydów do Boga poza Chrystusem, niewygaśnięcie przymierza na Synaju, bycie nadal przez judaizm ludem wybranym itp.

b) Kontekst historyczno-teologiczny.  Kiedy mówi się o Kościele w początkach jego istnienia, dosyć często rozumie się go jako Kościół pogan. Otóż Kościół Chrystusowy, który wyrósł ze starotestamentowego Izraela, był w pierwszym momencie wspólnotą Żydów.  Proporcje na korzyść pogan zmieniły się z czasem – w trakcie istnienia już Kościoła.  Sam moment zaistnienia Kościoła był naturalnym przejściem od starotestamentowego Izraela, bo utworzyli go Żydzi (Jezus, apostołowie, uczniowie Jezusa, lud żydowski).  Tu nie było nawet przejścia, ale ciągłość – jeden organizm.  Pierwotny Kościół stanowili Żydzi.  Dopiero następnie do Kościoła składającego się z Żydów zaczęli wchodzić poganie.

Co to znaczy?  Nie było żadnego zastąpienia Izraela Starego Testamentu przez Kościół. Kościół Boży nie zastąpił Izraela, ale z niego wyrósł, stał się nim (!), tj. Bożym Izraelem, jak określa go apostoł Paweł (Ga 6, 16).  Kościół utworzyli Żydzi wywodzący się z tradycji Starego Testamentu.  Mówiąc dokładniej, utworzyli go Żydzi stanowiący ‘wierną Resztę’ Izraela (por. Rz 11, 5). To, że Kościół utworzyli Żydzi wywodzący się z ‘wiernej Reszty’ Izraela, jest niezmiernie ważne.  Jest to ta część Żydów, która pozostała wierna Bogu.  Między ‘wierną Resztą’ starotestamentowego Izraela a Kościołem utworzonym z wiernych Bogu Żydów jest ciągłość w zdrowym nurcie izraelskiej tradycji religijnej, czyli w wierze ojców.  Dlatego nazwa ‘Izrael’ przechodzi na Kościół („Boży Izrael”: Ga 6, 16), na wierzących w Chrystusa, co potwierdza, że Kościół stanowi kontynuację starotestamentowego Izraela jako ludu wybranego.  W nim wypełniają się starotestamentowe zapowiedzi i stanowi on kolejny etap w realizacji zbawczego planu Boga.

Pozostała część starotestamentowego Izraela, która nie była ‘wierną Resztą’ (z powodu od-wrócenia się od Boga czy innych występków), nie stanowiła ludu Bożego (zob. punkt 4).  Stąd Kościół wyrósł ze zdrowego korzenia starotestamentowego Izraela – tym samym jest kontynuacją ludu wybranego Starego Testamentu.  I tu jest naturalna ciągłość między Bożym Izraelem Starego Testamentu a Kościołem Chrystusowym (nowym Bożym Izraelem).  Jest to ciągłość, nie zastąpienie.  W takim razie znika podstawa dla własnej drogi Żydów do Boga. Poza ową ciągłością (‘wierna Reszta’) nie ma innej drogi.  Inna droga – to nierealizowanie Bożej woli.  Ta ciągłość przez nierozumiejących jej natury jest niesłusznie nazywana „teologią zastąpienia”.

Mamy jeszcze inny rodzaj ciągłości, który był stale obecny w historii Izraela:  zawsze jakaś jego część nie realizowała Bożej woli i nie stanowiła ludu wybranego.  Ze Starego Testamentu dowiadujemy się, że wierni Bogu Izraelici stanowili mniejszość (np. 1 Krl 19, 18);  większość nie trwała przy Bogu. To z nimi kojarzymy tych, którzy nie przyjęli Chrystusa.  Potwierdza to wypowiedź apostoła Piotra, który przytacza słowa Mojżesza zapowiadające przyszłego proroka, które Piotr odnosi do Jezusa: „A każdy, kto nie posłucha tego Proroka, zostanie usunięty z ludu [wybranego]” (Dz 3, 23).  Mamy tu wczesnochrześcijańskie rozumienie konsekwencji odrzucenia Chrystusa przez Żydów.

Na marginesie: wspomniana wcześniej Komisja mówi podobnie o ciągłości między Izraelem a Kościołem (pkt 14), ale widzi też ciągłość między Izraelem Starego Testamentu a judaizmem (rabinicznym), bo twierdzi, że ten drugi jest nadal ludem wybranym.  Judaizm nie przyjął, co prawda, Chrystusa w sposób wyraźny, ale według Komisji możemy założyć sposób domyślny (pkt 17), dlatego zmierza on drogą zbawienia.  Po pierwsze, skutkuje to relatywizowaniem wiary w Chrystusa, o czym była już mowa.  Można podążać do zbawienia, przyjmując Chrystusa i Go nie przyjmując.  Po drugie, co ma znaczyć „domyślne uznanie”?  Nie można tu o nim mówić, bo od początku po dzień dzisiejszy większość przedstawicieli judaizmu wyraźnie odrzuca Chrystusa i broni się nawet przed poruszaniem tego tematu.  Jest to świadome niedopuszczanie Chrystusa do własnego życia.

Nakreślony powyżej kontekst historyczny rzuca światło na pełniejsze teologiczne rozumienie metafory drzewka oliwnego (Rz 11, 16b-24), w której apostoł Paweł skupia się tylko na jednym czy drugim aspekcie.  Otóż Kościół, jaki mamy u początków – to wierzący Izrael, ‘wierna Reszta’ spośród niego.  To oni utworzyli Kościół.  Zatem Kościół nie jest bytem zewnętrznym względem drzewka oliwnego (Izraela), ale jest drzewkiem oliwnym.  Kościół narodził się jako drzewko oliwne, bo narodził się z ‘wiernej Reszty’ Izraela, a nie poza Izraelem.  Drzewko oliwne stanowi starotestamentowy Izrael a następnie Kościół (który utworzyli Żydzi), który z niego wyrósł i stał się Bożym Izraelem.  Kościół jest kontynuacją wiernej Bogu części Izraela Starego Testamentu.

Wszczepieni w drzewko oliwne zostali poganie, nie Kościół, który od początku jest drzewkiem oliwnym. Wszczepione gałęzie – to poganie. Odcięte zaś gałęzie – to niewierzący w Chrystusa Żydzi, czyli judaizm.  Judaizm jako odcięte gałęzie znalazł się poza drzewkiem oliwnym, poza Bożym Izraelem (zarówno starotestamentowym, jak i nowotestamentowym, tj. Kościołem), i dlatego nie korzysta z jego przywilejów (nie czerpie soków), bo te są związane z byciem drzewkiem oliwnym, Bożym Izraelem, od którego został odcięty.

Wszczepione dziczki (poganie) przyjęły się i zaczęły tworzyć drzewko oliwne, lecz kolejni wyznawcy Chrystusa spoza Żydów (chrześcijanie z pogaństwa), nie są już dziczkami, ale szlachetnymi gałęziami, bo przyszli na świat w Kościele, Bożym Izraelu, tworzącym drzewko oliwne.  Nie potrzebują oni do zrozumienia własnej chrześcijańskiej tożsamości „odciętych gałęzi” (judaizmu), bo sami stanowią drzewko oliwne;  trwają w zdrowej tradycji Bożego Izraela.  Co ma im dać judaizm, skoro oni trwają w tradycji ojców biblijnego Izraela i z niej czerpią.  Szczytem tej tradycji jest Chrystus; przyjmując zatem Chrystusa jako jej wypełnienie, chrześcijanie posiadają pełnię udziału w tej tradycji i pełnię jej zrozumienia.  Co istotne-go może dać chrześcijaństwu judaizm, skoro wszystko daje Chrystus!  Judaizm jako religia jawi się bez Chrystusa niepełny.  I to on może skorzystać, zagłębiając się w tradycję chrześcijańską.

Stąd nie ma czegoś takiego jak odrzucenie Synagogi przez późniejszy Kościół pogan, ale świadomość wyznawców Jezusa, że judaizm nie wpływa na kształtowanie chrześcijańskiej tożsamości, bo poszedł inną drogą – inną niż wiara ich ojców.  Mamy rozejście się dróg, a nie odrzucenie, przez co dzisiejszy judaizm różni się nie tylko zasadniczo, ale istotowo od Izraela Starego Testamentu: odszedł od tradycji swych ojców wyczekujących Chrystusa. Usunięcie zaś przez Żydów judeochrześcijan z Synagogi z końcem I w. po Chr. (i związane z tym przekleństwo innowierców birkat ha-minim) jest oficjalnym odcięciem się niewierzących w Chrystusa Żydów od Bożego Izraela (wierzących w Chrystusa Żydów), od jego zdrowej tradycji, i stanie się dzisiejszym judaizmem.  Judaizm pierwszy zerwał relację z wyznawcami Chrystusa.
Należy się ważne dopowiedzenie, że w ciągłości między starotestamentowym Bożym Izraelem a nowotestamentowym Bożym Izraelem, czyli Kościołem, jest jednocześnie niewyobrażalny przeskok jakościowy w sytuacji zbawczej (tzw. nowe stworzenie), który wyznacza oso-ba Chrystusa (zob. Rakocy, Żydzi potrzebują Chrystusa …, pkt 4).

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9