Radość i nadzieja – czy można zatrzymać je dla siebie czy raczej warto pośpiesznie podzielić się z innymi…
Maryja zaraz po zwiastowaniu wyruszyła z Nazaretu do Ain Karim, aby dzielić się radością ze spotkania z Panem, jak również nadzieją nowego Życia, które – choć jeszcze niewidoczne – zostało powitane przez Elżbietę i mającego narodzić się wkrótce Jana Chrzciciela. Ten „pośpiech Maryi”, zwiastunki Bożego miłosierdzia jest również zachętą dla wszystkich, którzy w czasie kończącego się Adwentu chcą dobrze przygotować się na świętowanie Bożego Narodzenia.
Niektórzy starsi ludzie mawiali, że pośpiech jest dobry przy łapaniu pcheł. One to z dużą zwinnością przemieszczają się z miejsca na miejsce, skacząc jak piłeczki pingpongowe, przemykając z „ofiary” na kolejną „ofiarę”. Pośpiech na drodze stanowi zagrożenie dla samego zainteresowanego, jak i dla innych uczestników ruchu. Warto w tym miejscu zauważyć mądrą łacińską maksymę, która mówi: „Śpiesz się powoli”. I znowu, nie chodzi o naśladowanie zwierząt typu żółw czy ślimak, ale o roztropne planowanie, z myślą nie tylko o sobie, ale i o innych. Pośpiech i brawura mogą bowiem zniszczyć radość i nadzieję na wspólne świętowanie, bo przecież – jak przypomniał papież Leon XIV – nie jesteśmy maszynami, lecz „mamy serce”. Jest ono o tyle ważne, że nawet Biblia wymienia serce ponad tysiąc razy, bo ono jest początkiem.
Z pośpiechem warto natomiast wykorzystać ostatnie chwile Adwentu. Ktoś napisał, że dziecko urządza swojemu ojcu przymusowe pobudki o 5.30, bo chce regularnie uczestniczyć w roratach. I to jest bardzo interesujące, zważywszy na fakt, iż poranne wstawanie sprawia wielu – nie chodzi tylko o najmłodszych – wiele trudności. Pewnie lepiej byłoby wtedy wyłączyć budzik i przewrócić się na drugi bok… Jednak taki „twórczy pośpiech” pomaga opuścić swoją strefę komfortu, aby otworzyć szerzej oczy, wytężyć słuch i wyczulić serce na mało słyszalne i ledwo dostrzegalne głosy ludzi bezradnych i bezbronnych, którym pomóc jest konieczna (niezbędna) do codziennego funkcjonowania. Warto więc osobiście śpieszyć na spotkanie przychodzącego Pana, a nie tylko podziwiać z daleka innych, wzdychając, że chcielibyśmy mieć tak głęboką wiarę jak oni, ale tak na już i bez wysiłku.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Nazywał siebie świnią, gdy kolejny raz się upił. Potem był odwyk i wyjście na prostą.
Kościół afrykański czasami czuje się nieco pomijany, dziś jest jednak samodzielny.
Bieda, wojenne rany i nierówności społeczne naznaczają codzienność dzisiejszej Angoli