Nie poprawiaj Pana Boga

O skandalu miłosierdzia i nieewangelicznej zasadzie „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie” mówi abp Grzegorz Ryś.

Marcin Jakimowicz: 1905 rok. PPS rozpala rewolucję w Królestwie Polskim, w Łodzi zostaje krwawo stłumiony strajk włókniarzy, Sienkiewicz otrzymuje Nagrodę Nobla, Rosjanie kapitulują w wojnie z Japonią, Einstein publikuje teorię względności, a nieopodal Świnic Warckich rodzi się Helena Kowalska. Nie zaczyna się jak u Hitchcocka?

Abp Grzegorz Ryś: Boże rzeczy nie zaczynają się spektakularnie. On naprawdę wybiera to, co małe, słabe i głupie. Na datę urodzin Heleny Kowalskiej patrzę w kontekście śmierci Brata Alberta – w kluczu ciągłości charyzmatu miłosierdzia w różnym stopniu rozumianego i podejmowanego. Bez wątpliwości Brat Albert był wielkim orędownikiem Bożego Miłosierdzia i w swym charyzmacie rozpoznawał to, jaki jest Pan Bóg. Faustyna widziała Jezusa z sercem, z którego wylewają się Eucharystia i chrzest, Brat Albert widział Go jako „Ecce Homo”. Pan Bóg szuka ludzi, którzy rozpoznają Jego miłosierne serce i ukażą je światu. Skoro od 150 lat mamy do czynienia z ciągłością objawienia Bożego Miłosierdzia, to znaczy, że takiego obrazu Pana Boga bardzo potrzebuje nasz czas i uwikłany w jego wydarzenia człowiek.

Naprawdę? „​Pragnę, aby święto takie było. By pierwsza niedziela po Wielkanocy była Świętem Sprawiedliwości Bożej i by ludzie odmawiali Koronkę do Bożej Sprawiedliwości”. Znam wielu, którym spodobałaby się taka narracja… Dlaczego łatwiej nam przyjąć Boga sprawiedliwego niż miłosiernego?

Bo łatwiej iść za swoimi wyobrażeniami i ideami, niż zobaczyć Boga takiego, jaki jest. W przypadku pokusy, o której wspominasz, odpowiedź jest jedna: w Bogu sprawiedliwość jest tożsama z miłosierdziem. On jest i sprawiedliwy, i miłosierny. Tu nie ma dualizmu. Czytamy objawienie biblijne i zachwycamy się tym, że Bóg jest sprawiedliwy, czyli ujmujący się za człowiekiem w jego biedzie. Żyjemy w świecie, w którym prawa ludzi małych, samotnych, ubogich są łamane i ludzie ci czekają na objawienie się sprawiedliwości Bożej, wierząc, że On ujmie się za nimi, a ich cierpienie nie będzie trwało w nieskończoność. Sprawiedliwość Boża jest miłosierdziem, które widzi najsłabszych. Jeśli ktoś tak postrzega Bożą sprawiedliwość, to niech nazywa sobie pierwszą niedzielę po Wielkanocy „Świętem Sprawiedliwości Bożej”. Na jedno wyjdzie…

Robotnicy, jak abp Grzegorz Ryś, harujący w winnicy od świtu, otrzymują taką samą zapłatę jak ci, którzy przyszli „za pięć dwunasta” i nawrócili się przed tygodniem na kursie Alpha. Przepraszam bardzo, czy to sprawiedliwe?

Nie widzę się w tej ekipie, która haruje od świtu.

Od południa?

Różnie bywa. Czasem pracuję od rana, czasem na ostatni dzwonek. „Czy to sprawiedliwe?” – pytasz. Nie zamierzam spierać się z Panem Jezusem. On taki jest… i mnie to bardzo cieszy. Jasne, możemy się przeciw temu buntować, ale, proszę, nie mówmy przynajmniej, że robimy to w Jego imię. Kluczem do tej przypowieści są słowa: „Czy na to złym okiem patrzysz, że Ja jestem dobry?”.

Pamiętam kurs ewangelizacyjny, na którym kazanie księdza o naturze Boga jeden ze sceptycznych uczestników skwitował: „Coś ten Bóg jest za dobry”. Łatwiej nam uwierzyć w to, że jest jedynie sprawiedliwy?

Jasne, ale nie mówmy wtedy o wierze. To jest sprowadzanie Boga do naszego obrazu, wizerunku, a do tak rozumianej sprawiedliwości nie potrzeba wiary. Ta jest niezbędna, by przyjąć, że ostatecznie skuteczne jest to, co proponuje On sam, a co nam często wydaje się niewłaściwe. Znakomicie pokazuje to perykopa o kobiecie pochwyconej na cudzołóstwie. Pewnie napisana była przez Łukasza, ale dziś jest w Ewangelii Janowej. ​Dlaczego? Bo to, co Jezus uczynił z tą kobietą, wydaje się zupełnie niepedagogiczne. Nawet jeśli nie w stosunku do niej, to wobec innych, którzy pójdą w „takie samo tango”, ponieważ Pan „nie widział problemu”. Pamiętając, że On zachowuje się tak u zwieńczenia pierwszego przymierza – gdy cudzołóstwo karano ukamienowaniem, i w początkach Kościoła, w którym przez pierwsze trzy wieki było ono grzechem nieodpuszczalnym – przyznać należałoby, że to, co zrobił Jezus, było niewychowawcze, niepedagogiczne i niewłaściwe. Pewnie dlatego dopiero po trzech wiekach Kościół zgodził się z Panem i ten fragment Ewangelii „wkleił” do kanonu.

Co Jezus mógł pisać palcem po ziemi?

Jest wiele intuicji. Popularna jest taka, że wypisywał imiona kobiet, z którymi grzeszyli trzymający w dłoniach kamienie mężczyźni. Najbardziej ujmuje mnie rozważanie świętego Augustyna, który wyjaśniał, że Jezus pisał na piasku słowo „cudzołóstwo”, by ta kobieta widziała, co zrobiła, a jednocześnie doświadczyła, że wiatr wiejący przez świątynię zaciera to słowo – tak jak Chrystus, który usuwa jej grzech. Zresztą sam Augustyn miał swoje „za uszami” i doskonale wiedział, o czym pisze…

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6