Na pomoc!

„Nie przypominam sobie, by zaniechał uczynienia czegokolwiek, o co go prosiłam” – pisała o świętym Józefie Teresa Wielka. Ruszamy do tego, którego czterdziestu radnych przetrzebionego przez zarazy Krakowa w jednomyślnym głosowaniu wybrało na „najpryncypalniejszego patrona”.

Gdy przed dwoma tygodniami wjeżdżaliśmy do Krakowa, rozpoczynała się wojna, która wedle analityków miała trwać maksymalnie trzy dni. Dziś, gdy piszę te słowa, jest czternasty dzień krwawych potyczek. Czytam informację sprzed chwili: „Karmelitanki bose z Kijowa opuszczają klasztor. Ruszają w drogę, która jest w części zaminowana. Niech dotrą szczęśliwie do Polski”.

Ręce pełne roboty

„Czego nie noszą karmelici bosi? Szkaplerza, różańca, czarnej sutanny czy trzewików?” – pytał w „Milionerach” Hubert Urbański. Na stole leżała niebagatelna sumka 40 tysięcy złotych. Prawidłowa odpowiedź? Kolor stroju. Ponad 4 tysiące karmelitów bosych (i 11,5 tysiąca karmelitanek) nosi brązowy habit.

Wchodzimy do sanktuarium świętego Józefa przy Rakowickiej. Za murem na terenach wojskowych wyrosło nowoczesne osiedle mieszkaniowe. Dziś to centrum rozpędzonego miasta. Tereska z Lisieux spogląda z figury na neon „Kraków Główny” i sznury pociągów. Drzwi kościoła otwierają się i zamykają. Ludzie klękają przed obrazem św. Józefa. Sporo młodych (to klasztor wśród uczelni). Ogromna rotacja, ludzie wchodzą, wychodzą… Pod obrazem „Obrońcy miasta” wydrukowane „gotowce” z modlitwą o pracę. „Zauważyliśmy, że sporo osób prosi Józefa o dobrego męża/żonę” – opowiadają karmelici.

Mają ręce pełne roboty. O. Damian Sochacki, przeor, którego spotykamy na krużgankach, odbiera telefon. – Ukraina – rzuca. To słowo usprawiedliwia wszystko. Do klasztoru dotarł właśnie piąty autobus z uchodźcami z Berdyczowa. Dlaczego stamtąd? Sanktuarium zwanym Fortecą Najświętszej Maryi Panny, jednym z najważniejszych miejsc kultu religijnego na Ukrainie, opiekują się od 1630 roku karmelici bosi. Uchodźcy trafiają do rodzin należących do świeckiego zakonu karmelitańskiego.

W zgłodniałych czasach

​W latach 1500–1750 Kraków nawiedziły aż 92 epidemie. „Morowe powietrze” w latach w 1651–52 było przyczyną śmierci 25 tysięcy mieszkańców, a zaraza 1676–1681 kolejnych 22.

„Okres XVII i XVIII wieku dla Krakowa był pasmem trudnych doświadczeń: zajęcie miasta przez Szwedów, kataklizmy naturalne i zarazy. Wobec tych nieszczęść radni miasta, w dużej części należący do Arcybractwa św. Józefa przy naszym klasztorze, postanowili zwrócić się do świętego Cieśli »w nadziei, że mizernych ludzi w wielowładną protekcję swoją przed majestatem trybunału sprawiedliwości Boskiej zasłoni«” – pisze o. Bartłomiej Józef Kucharski. „12 czerwca 1714 roku czterdziestu radnych dokonało wyboru św. Józefa »za najpryncypalniejszego patrona w tych zgłodniałych czasach«. W 1715 roku w uroczystej procesji obraz św. Józefa z kościoła klasztornego przy dzisiejszej ulicy Poselskiej traktem królewskim na Rynek ponieśli Rada Miejska, profesorowie Akademii oraz duchowieństwo wraz z mieszkańcami Krakowa, by w centrum miasta oddać gród Kraka świętemu Józefowi”. Rozkołysał się dzwon Zygmunta….

To Karmel przyniósł kult świętego Józefa do Polski. Pierwszy, powstały w 1562 roku klasztor reformy karmelitańskiej otrzymał imię cieśli z Nazaretu. Teresa pisała: „Więcej mi dobrego uczynił, niż sama prosić umiałam”. Gdy sześć lat później przy współudziale św. Jana doprowadziła do fundacji pierwszego klasztoru męskiego, notowała, zachwalając gorliwość karmelitów: „Po Jutrzni bracia nie wychodzili wcale na odpoczynek, ale pozostawali tam aż do Prymy”. W 1605 roku karmelici bosi przybyli do Polski.

Od chemii kwantowej do „Pieśni duchowej”

– Klasztor przy Rakowickiej powstał w 1909 roku. To nasz trzeci klasztor w Krakowie – wyjaśnia o. Piotr Zerzucha, wicedyrektor Karmelitańskiego Instytutu Duchowości i duszpasterz akademicki. Z błyskiem w oku może godzinami opowiadać nie tylko o Janie od Krzyża, ale i o zawiłościach chemii kwantowej, z której pisał doktorat.

– Kraków powierzono Józefowi, gdy przez walki i zarazy miasto straciło dwie trzecie mieszkańców. Pierwszy nasz klasztor stanął przy ulicy Kopernika, drugi na obecnej ulicy Poselskiej. Dziś mieści się w nim Muzeum Archeologiczne. To stamtąd ruszyła procesja, w której rajcy miejscy nieśli obraz świętego, prosząc go o wstawiennictwo. Zaraza się zakończyła, a o obrazie zrobiło się głośno. Podczas kasaty klasztorów przez Austriaków (uchował się jedynie dom zakonny w Czernej) obraz trafił do krakowskich karmelitanek. Na początku XX wieku mniszki z Łobzowa modliły się gorąco, by karmelici wrócili do Krakowa. To one rozpoczęły fundację naszego klasztoru. Był to czas ogromnego duchowego ożywienia. Spotkały się dwie niezwykłe osobowości: matka Czartoryska i Rafał Kalinowski. Promieniowanie świętości… To dzięki nim powstał klasztor, w którym jesteśmy. Mój dom… Jak tu trafiłem? Karmelitów poznałem na szkolnej wycieczce – uśmiecha się o. Piotr. – Nasz dyrektor był pasjonatem Jury Krakowsko-Częstochowskiej i często ruszaliśmy z nim na wyprawy. Pewnego dnia dotarliśmy pod bramę Czernej. Do dziś pamiętam jego słowa: „Tu modli się zakon, który de facto nie ma założyciela”. „Jak to: nie ma założyciela?” – pomyślałem wówczas. Przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś sam będę karmelitą. W ręce wpadła mi „Twierdza wewnętrzna” Teresy Wielkiej. Zachwyciłem się tą książką, chłonąłem ją strona po stronie.

– Karmelitanki z Gniezna przekonywały mnie przed laty, że Teresa Wielka nie jest dla Jana Kowalskiego zbyt wielka – przerywam o. Piotrowi.

– Nie jest! – zapala się karmelita. – Doskonale pamiętam: miałem wrażenie, że pisała bezpośrednio do mnie i o mnie. Musiałem wybrać. Zostawiłem mą wielką miłość – nauki ścisłe i z uczelni trafiłem za klauzurę. Pierwsze noce w klasztorze? Towarzyszyło mi poczucie ogromnego pokoju. Żadnej szarpaniny. Wiedziałem, że to jest moje miejsce. Co więcej, nie miałem żadnego żalu, że trafiłem tu tak późno. Bóg chciał, abym był tam, gdzie byłem potrzebny. Najpierw na wydziale chemii, teraz w klasztorze.

Pójdę boso!

W świątyni, która przed rokiem stała się sanktuarium, Józef czczony jest jako „obrońca miasta”. W środy wieczorem wierni modlą się za jego wstawiennictwem, a codzienna Eucharystia o 6.30 jest Mszą wotywną. „To naprawdę żywy kult” – opowiadają karmelici. Każdego dnia spotykają się na jutrzni o 6.00. Swą godzinną medytację w ciszy (są w chórze razem, ale modlą się indywidualnie) zaczynają od wezwania: „Przyjdź, Duchu Święty”. Są „eremitami wewnątrz wspólnoty”. O 21.00 zaczyna się ścisłe milczenie. To czas przebywania „sam na sam” z Bogiem w swej celi.

– Jan od Krzyża zachęcał, by wybierać to, co trudniejsze, a nie to, co łatwiejsze. Nie to, co smakuje lepiej, ale co jest mniej smaczne. Szedł pod prąd. Skupiał całą uwagę na Oblubieńcu, na trwaniu w Jego obecności – wyjaśniał mi tu przed laty o. Krzysztof Górski (dziś przeor w Przemyślu).

Biorę do ręki książkę leżącą w zakrystii. „Przez noc do nieba. Osiem podróży świętego Józefa” Daniela Ange: „Zobacz to młode małżeństwo wycieńczone długimi dniami marszu, rozpaczliwie szukające domu, schronienia, choćby kawałka dachu nad głową, gdzie Maryja mogłaby porodzić z dala od zgiełkliwego tłumu. Pukają do niejednych drzwi. Żadne się przed nimi nie otwierają. A te, które się otwierają, chwilę później zatrzaskują się im przed nosem... Dla nich nie ma miejsca! Pewnie są zbyt biedni. Lecz Bóg pragnie być aż tak ubogi… Ten nielegalny Imigrant, który zjawił się na naszej planecie, staje się w naszym społeczeństwie persona non grata. Odmawia Mu się wizy”.

Jak mocno wybrzmiewają dziś te słowa! W klasztorze kobieta, która przyjechała z Berdyczowa, opowiada, że chce jechać dalej, do Berlina. Może tam znajdzie pracę?

Do kościoła wchodzą kolejne osoby. Klękają przed obrazem, namalowanym na specjalne życzenie krakowskich karmelitów przez pracującego w Rzymie brata Łukasza od świętego Karola. „Milczący święty” otrzymał konkretne zadanie: miał wychować Syna Boga, by ten „wyszedł na ludzi”. W dramatycznych chwilach Kościół powierzał Mu swe losy. „Nie przypominam sobie, by jak dotąd zaniechał uczynienia czegokolwiek, o co go prosiłam” – pisała św. Teresa Wielka. Nie bez powodu słyszymy o nim, że to „święty mówiący czynami”.​ Karmelici doskonale o tym wiedzą… •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11