.. i nie chodzi o przepis na potrawkę z królika.
Odpocząć? Nie, to co innego. Jak wilka ciągnie do lasu, pijaka do wódki, tak mnie do górskich wędrówek. Pojechać gdzieś w jedno miejsce, wejść na te czy inne górki, a wieczorem być na kwaterze, to nie to samo. Zasypiać z widokiem na góry, z tym widokiem się budzić. I każdego dnia, czy słońce, czy dżdżysto, przemierzać przestrzeń...
Ostatnich parę dni spędziłem więc na wędrówce. Nie za długiej, lata już nie te :) Inny świat. Normalny. Wielka ulga dla kogoś, kto z racji wykonywanego zawodu obraca się wśród szaleństw współczesności... Ciekawość skłaniała mnie, by czasem zejść ze szlaku i wejść na jakiś szczycik, który turystyczna ścieżka omija. „A co zrobisz, jeśli podczas samotnej wędrówki spotkasz niedźwiedzia?” – przypominały mi się ostrzeżenia zatroskanych o moje życia, w kontekście niedawnego incydentu z niedźwiedziem w roli zabójcy. Rozsądek podpowiadał, że z różnych powodów to bardzo mało prawdopodobne. Ale gdybym spotkał to co? Na pewno bym się przeżegnał – pomyślałem. I zaraz roześmiałem się przypominając sobie kawał o człowieku, który spotkał lwa i który prosił Boga, by ten wzbudził w lwie chrześcijańskiego ducha. Wiecie co było dalej, prawda? Lew się przeżegnał i zaczął: „Pobłogosław Panie Boże nas, pobłogosław ten posiłek”...
Byłem w rejonie, w którym niedźwiedź to ponoć rzadkość. Ale są rejony, u nas też, ale bardziej na Słowacji, gdzie ich bardzo dużo. Przypomniały mi się rady różnych mądralińskich, jak to nie należy panikować, nie należy uciekać, zachować spokój, a jak już nic nie pomoże, położyć się na ziemi najlepiej kuląc się pod plecakiem...
Mówią, że w lesie niedźwiedź jest u siebie, człowiek nie jest u siebie. Mam wątpliwości, bo przecież w lesie jestem na terenie przedsiębiorstwa nazywającego się Lasy Państwowe – każdy leśniczy wam to powie i w razie czego mandatem postraszy – ale problem jest i nie można zbyć sprawy takim żartem. Czy naprawdę musimy chronić przyrodę za cenę narażania ludzi na niebezpieczeństwa i szkody? Skoro niedźwiedź – ale i wilki czy dziki – w lesie są u siebie, to jest ich dom, to dlaczego zwolennicy chronienia ich uważają, że zwierzęta te mają prawo zakradać się do ludzkich zagród? I że wina człowieka, gdy przyjdzie, bo niedostatecznie zabezpieczył, bo tym sposobem sprowokował... Co gospodarz ma zrobić, skoro strzelić z flinty do nieproszonego gościa nie może: wybudować palisadę i otoczyć się fosą?
Nie zamierzam wyznaczać jakiejś granicy na ile chronić, na ile skutecznie, łącznie z odstrzałem, odstraszać od szkodzenia ludziom. Zwracam jednak uwagę na pewien absurd: niedźwiedzie, wilki, znalazły się pod ścisłą ochroną, bo było ich mało i groziło im wyginięcie. Dziś, gdy jest ich więcej, nie wolno do nich strzelać, bo... są po ochroną. Czy nikt z „ochroniarzy” tej sprzeczności nie widzi? Kiedy niedźwiedź zmierza w kierunku człowieka, ale ten profilaktycznie wsiada do samochodu i odjeżdża – jak relacjonowały ostatnio media – to takie ich zachowanie można lekceważyć, bo nic się nie stało? W gminie, w której doszło do wspomnianej tragedii, zapowiedziano – jeśli dobrze zrozumiałem – monitorowanie. Żeby ludzie z flintami sami porządku z misiami nie zrobili.
To prawie tak niemądre, jak wspomniane już kiedyś przeze mnie ustawianie świateł na skrzyżowaniach w ten sposób, że najpierw zielone światło zapala się samochodom, potem dopiero pieszym przechodzącym przejściem na drodze poprzecznej. To bardzo niebezpieczna sytuacja, bo kierujący samochodem widzi, że piesi stoją, widzi, że mają czerwone światło, ale w każdej chwili, bez ostrzeżenia, mogą ruszyć. A on ani w miejscu nie stanie ani, jadąc powoli, nie zdąży z pasów zjechać... Swoista rosyjska ruletka. Ale wszystko jest OK, nikt latami tego nie zmienia, bo pewnie to zgodne z jakimiś wymyślonymi przez geniuszy wyobraźni przepisami...
Przepis, przepis, przepis... Dla tworzących przepisy i dwóch facetów może zawrzeć małżeństwo, bo na papierze jest OK. A rzeczywistość i jest jaka jest. Jak w aplikacji pogodowej (i alercie RCB): możliwe burze i grad. No, możliwe. Gdy pod dwóch dniach zapowiedzi zostało 15 minut do „godziny zero” w aplikacji alarmującej zapowiedzi już nie ma. A człowiek, który uwierzył i dostosował do tego swoje plany wychodzi na durnowatego panikarza...
Chciałoby się, by w Kościele było inaczej. I chyba pod wieloma względami jest, ale... Cóż, w i Kościele ludzie to tylko ludzie...
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |