Dlaczego odchodzą?

Diagnozy są różne. Mam jednak ciągle wrażenie, że pomija się w nich jeden, bardzo istotny element.

Siedemnasty dzień grudnia. Rocznica wydarzeń na Wybrzeżu w 1970 roku, epidemii w Polsce dzień 654. Od wczoraj mamy już w Polsce Omikrona. Co to będzie? Zobaczymy. Wszystko ostatecznie, czy to uznajemy czy nie, w rękach Boga....  Nie sposób nie zauważyć tez innej sprawy: sąd uznał, że znany rzecznik ofiar pedofilskich zachowań kapłanów nie jest wiarygodny w swoich oskarżeniach wobec księdza, który rzekomo miał go molestować. Znacząca decyzja. Ale dziś o czym innym. O niewierze.

O powodach, dla których europejskie (w tym polskie) społeczeństwa odchodzą od wiary w Chrystusa napisano już bardzo wiele. Wytknięto już Kościołowi (czyli także mnie) chyba każdy błąd, a tym, którzy czują się za tę wspólnotę jakoś odpowiedzialni - każdą ułomność i słabość. Ciągle mam jednak wrażenie, że za dużo w tym wszystkim socjo- i psychologii, a za mało... wiary. Nie twierdzę, że nie powinniśmy się przejmować i zaufać Bożej łasce. Choć wiara faktycznie jest łaską mogłoby to być wystawianiem Boga na próbę. Wydaje mi się jednak, że warto częściej sięgać do tego, co o niewierze mówił nasz Mistrz. Przecież Mu wierzymy, prawda?

Najważniejszym, a ciągle zapominanym w kontekście dzisiejszego odchodzenia od wiary pouczeniem Jezusa na ten temat wydaje mi się przypowieść o siewcy. Ta, w której siane ziarno pada na różne gleby: na drogę, między ciernie, na skalistą i w końcu na żyzną. Chciałbym jednak dziś zwrócić uwagę na inne pouczenie, zawarte z rozmowie Jezusa z Nikodemem (J 3) . Pada tam ciekawe stwierdzenie: „światło przyszło na świat , lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki”. I jest też wyjaśnienie: „Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu”.

Podkreślmy: jeśli uważamy się za uczniów Jezusa także i to Jego pouczenie powinniśmy potraktować poważnie i nie ograniczać się do szukania winy za obecną sytuację w nas samych, w mankamentach naszej osobowości, w niedojrzałościach naszej wiary czy niewłaściwych metodach, którymi wiarę próbujemy przekazać. Tak, powodem dla którego człowiek odrzuca wiarę może być jego osobisty grzech. Będzie krył się przed Bogiem w niewiarę jak Adam i Ewa w Edenie po grzechu. A to, jak będzie wyglądało duszpasterstwo, styl pracy księży, opinia o Kościele i parę innych niczego tu nie zmieni.

Jakie to konkretnie grzechy? Przykazań mamy dziesięć i na pewno wskazać można sporo różnych. Ot, przeciw pierwszemu i drugiemu, bo człowiek dzisiejszy uznał, że to on jest panem i władcą, a Bóg potrzebny jest co najwyżej, żeby czasami pomógł. I biada Mu, jeśli nie pomoże. Przeciwko trzeciemu, bo przywykliśmy do lekceważenia prawa naszych bliźnich do odpoczynku. Przeciw czwartemu, bo świat ciągle zapomina, że celem działań wychowawczych powinna być dojrzałość do podjęcia obowiązków a nie przechowanie do dorosłości, w której "jakoś się ułoży". Przeciw ósmemu, bo przestaje nas obchodzić prawda, a liczy się skuteczność w osiąganiu celów. Przeciw siódmemu i dziesiątemu, bo „mieć” stało się ważniejsze niż „być”. Przeciwko piątemu, bo życie ludzkie tak staniało, że można się domagać jego uśmiercenia, gdy przyszło nie w porę albo trwając za długo zbyt wiele kosztuje. Ale tym grzechem, który chyba najbardziej odbija swoje piętno na naszych czasach są wykroczenia przeciwko szóstemu przykazaniu. Demoralizacja w tym względzie jest powszechna i skutkuje nie tylko plagą rozwodów i związków nieformalnych, ale i wieloma innymi, o których wstyd nawet pisać. Czy można tego nie widzieć?

Uczciwa diagnoza dotycząca powodów odchodzenia od wiary nie może tego zjawiska pomijać. Myślę zresztą, że „nieoficjalnie” ten powód jest dostrzegany. Stąd tak silny dziś w Kościele trend, aby łagodzić wymagania stawiane człowiekowi przez Boga w tym przykazaniu, tendencja do relatywizowania tego grzechu, łudzenie, że trzeba się cieszyć z „małych kroczków”, choć widać, że o zrobieniu tego zasadniczego nie ma mowy. To jednak droga donikąd. „Wyparcie” – powiedzieliby psycholodzy. Drogą do wiary nie jest udawanie, że szóstego przykazania nie ma, ale dorośnięcie do przekonania, że jest ono słuszne, dobre i piękne. I w tym kierunku powinna pójść praca Kościoła w tym względzie. Nie drogą usypiania sumień, nie drogą oskarżeń, że w jasno mówiących o grzechu nie ma miłosierdzia.

Nie jest łatwo w dzisiejszym świecie propagować czystą miłość. Zwłaszcza że jeden upadek wystarczy, by zostać oskarżonym o obłudę. Ale trzeba. I nie chodzi tylko o relacje „w parach”.  Myślę, że bardziej o pokazanie, że prócz dążenia do „sparowania” istnieje cała masa różnych dobrych międzyludzkich relacji. Koleżeństwo, przyjaźń zabarwione nie pożądaniem, ale bezinteresowną sympatią i życzliwością. Z  bagażem takich dobrych doświadczeń łatwiej i „w parach” budować czyste relacje, nie pozwalając ogarnąć się ślepocie nie potrafiącej wyobrazić sobie miłości bez seksu.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11