Dobrze, że są wśród nas tacy, którzy wyrastają przed nami, jak ogromne znaki zapytania.
Swego czasu miałem sposobność długiej rozmowy z dyrektorem domu emerytów dla księży. Temat nie do wyczerpania. Z wielu powodów. Od problemu, kiedy ta emerytura, poprzez możliwe warianty znalezienia miejsca w życiu, relacji z młodszymi, angażowania się w duszpasterstwo, po nieuniknioną potrzebę opieki. To wszystko przypomniało mi się kilka tygodni temu, gdy stałem nad trumną ks. Ludwika Rutyny. Pięknego wieku dożył. Ale to nie liczba 93 stanowi o pięknie jego życia.
Kiedyś był moim katechetą. Katechizmu to on mnie nie nauczył. Nauczył jednak więcej. Zwyczajnie katecheci przekazują treść wiary. On ukazywał życie z wiary. A intensywne życie zaczęło mu się w wieku 73 lat, gdy przeszedł w stan spoczynku. Pochodził z Podola i tam wrócił – do diecezji lwowskiej. Co robił? Był z ludźmi. Dzielił się z nimi – jak kiedyś z nami w liceum – swoją wiarą, oczarowywał skromnością i dobrocią. On, Polak doświadczony w czasie rzezi lat czterdziestych, był niezwykłym katalizatorem jednania Polaków z Ukraińcami. Msze po okolicy odprawiał. Kościoły z ruin dźwigał. Biskup Marcjon wspomina: „Był uparty. Mówiłem mu: Księże infułacie, najwyżej trzy Msze w niedzielę – przecież on zdrowia nie miał. Uśmiechał się i robił swoje. Mieszkał? Mój Boże, przez jakiś czas mieszkał w zakrystii. Podróżował, by środki potrzebne zdobywać”. Ot i emerytura...
Kilkanaście lat temu umarł proboszcz mojej młodości, byłem przy nim ministrantem. Gdy skończył lat 75, poprosił biskupa o zwolnienie z obowiązków parafialnych. A że dziadek był czerstwy, biskup na to nie przystał. Ksiądz Piotr Stanoszek pojechał do Częstochowy i poprosił generała paulinów o przyjęcie do zakonu. A że dziadek był czerstwy, przyjęli go. Był w zakonie lat 30, to znaczy dożył 105! Spowiadał, uczył zakonną młodzież łaciny, prowadził infirmerię (czyli izbę chorych). W międzyczasie biskup umarł, a ojciec Piotr wciąż miał się dobrze. Do ostatnich miesięcy życia na nogach i z jasnym umysłem. Obaj księża, których wspominam, byli proboszczami po sąsiedzku. Obu znałem jako ministrant i jako kleryk. Jakże różni byli! Jedno mieli wspólne – wiarę, która im nie pozwalała spokojnie usiedzieć w miejscu.
Wiem, można takich podziwiać, ale naśladować nie zawsze można. Różne siły – i te fizyczne, i umysłowe. Może i dar łaski niejednakowy? Czasem zaś doświadczenia życiowe i perypetie szybciej odbierają zdrowie i wigor. A przecież dobrze, że są wśród nas tacy, którzy wyrastają przed nami, jak ogromne i niepokojące znaki zapytania. O wiarę pytają, o miłość do Kościoła pytają, o zwyczajną ludzką dobroć pytają. Nie potrafiłem przy trumnie mojego katechety na te pytania odpowiedzieć.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
W Australii dzieci przystępują do bierzmowania przed pierwszą komunią.
Dla lokalnych chrześcijan kluczowym problemem jest dziś przetrwanie pod względem finansowym.
Powinno Jej się oddać honory królewskie, bo Ona prowadzi nas do swojego Syna.