Piękno ze Źródła

O wyciąganiu cierni z serca Maryi, nabożeństwach pierwszych sobót i bliskości Boga opowiada Anna Musiał.

Agata Puścikowska: Jesteś organizatorką coraz popularniejszych w Warszawie modlitw w pierwsze soboty miesiąca w sanktuarium św. Andrzeja Boboli. Skąd taki pomysł?

Anna Musiał: To nie pomysł, a... proces. Wynik pewnych doświadczeń rozłożonych w czasie. Najpierw, w 2016 roku, zostałam zaproszona przez Maryję do Medjugorja. Miałam trudny czas, odmawiałam nowennę do Matki Bożej. I dziewiątego dnia usłyszałam, że mam jechać. Pojechałam. To był bardzo mocny i piękny czas. Po powrocie postanowiłam poznać Ją bardziej i przeżyłam 33-dniowe przygotowanie do zawierzenia się Maryi według Ludwika Marii de Montfort, po czym oddałam się Jej w tzw. niewolę miłości. Wtedy jeszcze nie wiedziałam do końca, co to znaczy. Jednak chciałam bardziej przyjaźnić się z Jezusem i miałam silne przekonanie, że Ona mi w tym pomoże. I rzeczywiście, zaczął się jakiś niezwykły czas. Czułam się jakby prowadzona i zapraszana do czegoś jeszcze niewiadomego. Zaczęłam pytać, słuchać uważnie. I nagle w rozmowach, programach, codziennym doświadczeniu zaczęła się pojawiać... Fatima. Hasło, które słyszałam wcześniej milion razy, ale nie wiedziałam, co tak naprawdę znaczy. Postanowiłam drążyć, zaczęłam czytać, modlić się. A przede wszystkim pytać, o co chodzi i co mogę zrobić. Wszystko zaczęło się klarować: pierwsze soboty i zawierzenie.

Nabożeństwo pierwszych sobót wynika wprost z jednej z tajemnic fatimskich...

Właśnie! Poprosił o to Jezus ukazujący się z Matką Bożą siostrze Łucji. Powiedział: „Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał”. A Matka Boża dodała: „Bóg chce wprowadzić na świecie cześć mego Niepokalanego Serca. Tym, którzy przyjmą to nabożeństwo, obiecuję zbawienie. Te dusze będą przez Boga kochane, jak kwiaty przeze mnie postawione dla ozdoby Jego tronu”. Czytałam o tym i nie mogłam przestać. Bardzo mnie to wzruszało. Nawet nie sama obietnica zbawienia, lecz zapewnienie, że ja, Anna Musiał, mogę wyciągać ciernie z serca Matki Bożej! Że mogę Ją pocieszać. Chciałam tak robić. I chciałam, żeby wszyscy ludzie się o tym dowiedzieli. Nie miałam żadnego zaplecza, wspólnoty, pomocników, a mimo to stwierdziłam, że będę organizować te pierwsze soboty. Postanowiłam tylko, że na koniec zawsze będzie zawierzenie Jej Niepokalanemu Sercu. Jestem pewna, że w dzisiejszych, trudnych czasach takie zawierzenie powinno być nieodłączną częścią tego nabożeństwa. Bo Ona jest Arką i Matką. Nikomu, kto się Jej zawierzy, nie pozwoli zginąć, każdego doprowadzi do nieba.

A dlaczego te nabożeństwa odbywają się w kościele jezuitów?

Wydawało mi się, że to przypadek, bo wcześniej nigdy tam nie byłam. Ale nie ma przypadków. Po roku zaczęło do mnie docierać, że tu przecież jest Andrzej Bobola, to jego sanktuarium. I to on prawdopodobnie napisał tekst pierwszych ślubów, które król Jan Kazimierz złożył Matce Bożej, zawierzając Polskę Jej opiece. Po śmierci Andrzej Bobola, ukazując się pewnemu księdzu, powiedział, że będzie strzegł Polski. Co ciekawe, w głównym ołtarzu sanktuarium wisi obraz Matki Bożej Miłosierdzia. Jest prawie taka sama jak ta Ostrobramska, do której mój tata modlił się, prosząc o ratunek. Miał 15 lat, gdy został uwięziony i skazany przez Rosjan na karę śmierci w więzieniu na Łukiszkach. Ona tatę ocaliła... Okazuje się, że nasze działania mają czasem o wiele większy wymiar, niż możemy sobie wyobrazić...

Co Tobie dają te spotkania?

Przyznam, że na początku panicznie się bałam, że nikt nie przyjdzie, że nie dam rady. Bałam się wziąć mikrofon, mówić do ludzi. Było bardzo trudno i duchowo, i fizycznie. Zły bardzo pracował, żebym to rzuciła. Ale Maryja powoli układała, przyprowadzała bardzo wielu ludzi. Teraz, gdy minęło cztery i pół roku, widzę, że ta możliwość służby dla Boga i dla Matki Bożej to niezwykły dar. I wszystkie trudy nic nie znaczą. Jestem innym człowiekiem, a moja wierność w tej służbie owocuje czymś, czego nawet nie potrafię nazwać. To jakiś dar bliskości i słodycz relacji z Jezusem, Matką Bożą, Duchem Świętym. I z ludźmi.

Kim są ludzie przychodzący na nabożeństwo?

Pochodzą chyba ze wszystkich środowisk, są w różnym wieku. Nie ma wspólnego mianownika prócz tego, że nie przeszkadza im, iż nasze nabożeństwa są... długie. Takie bycie z ukochaną Matką, które się nie dłuży. Wydaje się, że czas szybko mija. Podczas spotkań są uwielbienie, Różaniec, medytacja. Zawsze też jest bardzo dobra konferencja, do wygłoszenia której zapraszam księży z całej Polski. Potem zaczynają się świadectwa, przygotowanie do zawierzenia, a Msza Święta z zawierzeniem jest zakończeniem całości. Zwykle ktoś przychodzi z ciekawości, potem wraca już świadomie. Wielu przychodzi kolejny i kolejny raz, aby dać świadectwo tego, jak Matka Boża zmieniła ich życie. Są poruszeni, przyprowadzają albo zapraszają innych, swoich znajomych, rodzinę. Przychodzą matki, które nie mogły zajść w ciążę, a rodzą dzieci. Samotni wypraszają drugie połówki, są uzdrowienia, nawrócenia...

Masz plany na przyszłość? Bo takie „poruszenia” zwykle mają ciąg dalszy...

We wrześniu zaczynam ze wspólnotą, która w międzyczasie powstała, organizować Noc Serc. To będą wieczory uwielbienia z modlitwą uzdrowienia w pierwsze piątki miesiąca. Pierwszy taki wieczór poprowadziliśmy w czerwcu, wtedy gdy biskupi ponawiali zawierzenie Polski Sercu Jezusa. I było pięknie: mnóstwo ludzi trwało z nami na czuwaniu do północy. Wszystko więc składa się w całość: dwa Serca, Jezusa i Maryi, pierwsze piątki, pierwsze soboty. I wspólnota Przymierze Serc. Ja tego nie wymyśliłam…

Słyszysz czasem: „Ona jest nawiedzona”?

Takie komentarze są raczej rzadkie. Czasem napisze coś Pudelek, wyrywając słowa z kontekstu. Ci, którzy mnie spotkali, wiedzą, że jestem zwyczajna. Jechałam ostatnio do Skrzatusza. Wysiadłam w Pile i na dworcu zaczepiłam chłopaka, bo musiałam dostać się na miejsce. Zapytałam, czy mnie podwiezie. Zgodził się. W drodze zaczęliśmy gadać o Bogu, a chłopak był mocno w szoku. Powiedział: „Nie wyglądasz na wierzącą”. Zaczęłam się śmiać. Pomyślałam, że to dobry komplement, bo jak niby ma „wyglądać” osoba wierząca? Uwielbiam się śmiać, bawić, chodzić na zakupy, kupować sukienki, torebki. Jestem dość poukładana. Ale oprócz tego jestem zakochana w Bogu. To połączenie jest mieszanką wybuchową, która przyciąga ludzi. To dla mnie odkrycie. Jestem osobą, która spotkała żywego Boga i codziennie doświadcza Jego bliskości, a ludzie chcą o tym słuchać.

Poukładana?

Tak. Myślę, że moja duchowość jest poukładana. Nie kładę się krzyżem przy ludziach, nie walczę o to, kto ma rację w kwestiach spornych – chociażby w takim temacie jak Komunia na rękę czy do ust. Nie jestem radykalna w żadnej kwestii, nie oceniam. Mam swoje zdanie i jeśli ktoś pyta, to mówię, ale wszędzie szukam tego, co łączy, a nie dzieli. Bo nasz Bóg jest Bogiem jedności. Działanie Złego zawsze zaczyna się od podziału, od walki o racje. Myślę, że najważniejsze to zakochać się w Bogu. A On da Ducha, otworzy oczy, umysł i sam poprowadzi.

Jesteś aktywna na Instagramie, założyłaś bloga. To jest sposób na życie?

Instagram i blog zapachnieba.pl to kolejne zaproszenie z góry. To aktywności, które powstały, żeby wyjść ze strefy komfortu i żeby mówić o tym, co jest dla mnie ważne, czego doświadczyłam. Bardzo dużo w życiu przeszłam. W pewnym momencie doszłam do ściany. Myślałam, że moje życie się skończyło, bywało, że codziennie płakałam. Bóg podniósł mnie, przytulił i dał nowe życie. Dziś niczego nie żałuję, bo wiem, że wszystko było po coś. Gdyby nie tamten czas, nie byłabym tu, gdzie jestem teraz. Postanowiłam dzielić się swoimi doświadczeniami. Zaczęłam o tym mówić, pisać. A odzew jest ogromny. Pisało do mnie mnóstwo ludzi, którzy odnaleźli się w tym i proszą o jeszcze. Okazało się, że moje słowa mogą być dla kogoś pocieszeniem albo wskazówką. Dlatego to robię.

I również po to, by pokazać, że miłość Boża, relacja z Nim, pokój serca i szczęście są dostępne dla każdego. On czeka i bardzo tęskni. Wystarczy przyjść.

Masz w sobie chęć zmieniania świata? Pomocy kobietom w rozwijaniu świadomości, religijności, harmonii?

Jeśli usłyszę w sercu wezwanie: „Zacznij robić spotkania dla kobiet, warsztaty” – zrobię to. Pisze do mnie mnóstwo kobiet, radzą się, szukają wsparcia. Jedne w sprawach życiowych, inne duchowych. Wiele z nich żyje w nieustannym lęku, w chaosie, w toksycznych relacjach, nie mają poczucia własnej wartości, straciły nadzieję na radość życia i jakąkolwiek zmianę. Zapomniały o swoim pięknie. A ja wiem, że niewiele potrzeba, żeby życie się zmieniło. I wiem z własnego doświadczenia, co zrobić, by pozbyć się lęku, doświadczyć harmonii, pokoju serca i być szczęśliwym. Więc może przyjdzie czas, żeby dzielić się tym na większą skalę.

Z czego wynika piękno Anny Musiał? Prócz genów, rzecz jasna?

Prawdziwe piękno to coś, co wypływa z wnętrza. Nie wiem, czy to mam, mam nadzieję, że tak. Bo to znaczyłoby, że jestem blisko Źródła, czyli Tego, który jest miłością, dobrem i samym pięknem. I tego piękna z Niego i od Niego każdemu życzę. •

Anna Musiał

aktorka, absolwentka filologii polskiej, instagramerka, blogerka. Prywatnie córka por. Mariana Markiewicza ps. Maryl i mama aktora Macieja Musiała.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6