Dotyk Boga

Obawa o zdrowie i życie zagrożone przez koronawirusa i kryzys, którego doświadczamy w Kościele, budzą w sercach lęk i zniechęcenie. W tych ciemnościach nadzieję przynosi narodzone w betlejemskiej grocie Boże Dzieciątko.

Wiele lat temu obejrzałem film opowiadający historię Helen Keller. W wieku 19 miesięcy przeszła zapalenie opon mózgowych, w wyniku czego straciła wzrok i słuch. Lekarze nie dawali jej szans na wyjście z zamkniętego świata. Dziewczynka próbowała porozumiewać się z otoczeniem gestami. Kiedy miała ochotę zjeść chleb, udawała, że kroi go w powietrzu i smaruje kromki masłem. Jednak wciąż pozostawała wyobcowana, a przez to stawała się coraz bardziej rozdrażniona i zamknięta w sobie. Żyła w świecie, do którego nikt nie miał dostępu.

Zmiana nastąpiła wraz z pojawieniem się nowej nauczycielki Anny Sullivan, która zastosowała nowatorską metodę pracy z osobami głuchoniewidomymi. Kreśliła na dłoni dziewczynki znaki. Pamiętam pewną scenę z filmu – nauczycielka wkłada w dłoń dziewczynki słowa jak kamyki. Wiedziała, że kluczem do sukcesu jest konsekwencja, dlatego była stanowcza i wytrwała. Każda litera miała swój odpowiednik wyrażany dotykowym znakiem migowym. Przez kilka tygodni Helen nie potrafiła zrozumieć tego alfabetu. Przełom nastąpił przy ogrodowej pompie, z której płynęła woda. Nagle jakby ktoś zapalił światło. Włożone do ręki słowo „woda” nabrało znaczenia. Helen zrozumiała. Był to początek nowego życia. Po latach nauczyła się kilku języków, obroniła tytuł naukowy i została sławną pisarką. Historia jej życia jest dla mnie metaforą ludzkości sprzed narodzenia Jezusa i po tym wydarzeniu.

Widzenie, słyszenie, wcielenie

Starożytny świat, w którym narodził się Jezus, używał dwóch wielkich metafor, kiedy chciał powiedzieć coś o Bogu. Grekom bliższy był zmysł wzroku. Platon pisał, że kondycja człowieka przypomina stan ludzi przebywających w jaskini. Biorą oni cienie padające w świetle płonącego ogniska za rzeczy realne. Filozof to człowiek, który odważył się wyjść z jaskini i zobaczył rzeczy w ich autentycznym bycie. Opuścił jaskinię, aby zostać oświeconym blaskiem Dobra. Spojrzenie skierowane w odpowiednią stronę wyrwało człowieka ze świata złudzeń. Starożytna filozofia stawiała sobie za cel wyprowadzenie człowieka ze świata mitów, ku realnej rzeczywistości, a ostatecznie ku najwyższemu Dobru. Ten proces opisany był w kategoriach optycznych: złudzenie, światło, wpatrywanie się, kontemplacja.

W tym samym czasie Objawienie kładło nacisk na słuch. Historia Izraela rozpoczyna się od Abrahama, który usłyszał tajemniczy głos. Cały Stary Testament przeniknięty jest wezwaniem skierowanym przez Boga do człowieka: „słuchaj, Izraelu”. Ulubioną metaforą kultury Izraela, mówiącą o kondycji ludzkiej, jest historia raju. I również tutaj człowiek ukrywa się. Zaraz po upadku, gdy „mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu” (Rdz 3,8). Adam na co dzień słyszał Boga, jednak upadł, ponieważ postanowił przestać Go słuchać. Wtedy ukrył się między drzewami, podobnie jak człowiek Platona siedział ukryty w jaskini. Z tego ukrycia Adama znów wydobył głos Boga. Cała późniejsza historia zbawienia jest wsłuchiwaniem się w ten głos. Wierność jest wiernością głosowi, a Prawda objawia się w słowie.

Widzenie Boga Greków i słyszenie Boga Izraela. Chrześcijaństwa nie możemy sprowadzić do żadnej z tych dwóch wielkich metafor świata starożytnego. Chrześcijaństwo jest czymś więcej niż widzeniem i czymś więcej niż słuchaniem. Jest wcieleniem. Jest dotykiem Boga. Obok platońskiej jaskini i adamowego lasu, w których skrywał się człowiek, widzimy grotę, w której rodzi się Jezus. Betlejemska grota przypomina dłoń Helen Keller, w którą Bóg wkłada słowa, sensy, obrazy i uczucia.

Bóg zaryzykował

W ostatnich miesiącach boleśnie odczuwamy, jak pozbawiani jesteśmy dotyku. Pierwsza fala społecznego dystansu przyszła wraz z ujawnieniem nadużyć i przestępstw na tle seksualnym, których sprawcami były osoby duchowne. Nagle dotyk stał się czymś podejrzanym. Zaczęliśmy zwracać uwagę na gesty, które wcześniej wydawały nam się zupełnie niewinne. Utraciliśmy spontaniczność bycia we wspólnocie. Sam zaobserwowałem, jak zmienia się postawa rodziców w stosunku do księdza. Zło, którego doświadczyło wiele osób, jest realne i wpłynęło również na nasze relacje. Grzech dotyka zazwyczaj sfer najbardziej intymnych. Przez intymność rozumiem tutaj te pokłady naszej psychiki i duchowości, które odpowiadają za relacje z Bogiem. Szatan zawsze chce nas od Niego oderwać.

Dotyk jest wyrazem miłości. Jest to bardzo ważny aspekt życia każdej wspólnoty. Ludzie, którzy się kochają, lubią swoją fizyczną bliskość, dotyk, pieszczoty, obecność. Kochać to znaczy dotykać. Miłość jest najbardziej powszechnym i najsilniejszym doświadczeniem obecności Boga. Papież Benedykt XVI w encyklice „Deus caritas est” zwracał uwagę, że „istnieje jakaś relacja między miłością i Boskością: miłość obiecuje nieskończoność, wieczność — jakąś rzeczywistość wyższą i całkowicie inną w stosunku do codzienności naszego istnienia”. Można powiedzieć, że miłość jest ulubionym językiem Boga, w którym zwraca się On do człowieka. Aby zniszczyć tę relację, trzeba pozbawić nas również dotyku. Krucha bliskość. A Bóg zaryzykował. Przyszedł na świat jako dziecko. Nie dlatego, że nie wiedział nic o nadużyciach ludzkiej cielesności, o gwałtach, molestowaniu, prostytucji, biciu. Wiedział, i dlatego przyszedł właśnie tak. Dał nam swoje ciało.

Słuchamy ciała

W Ewangelii Jezus mówi, że będziemy sądzeni z uczynków miłosierdzia (Mt 25,31-46). Byłem nagi, a przyodzialiście Mnie, byłem spragniony, głodny, bez dachu nad głową. W tych słowach utożsamia się z każdym potrzebującym człowiekiem. Nasze ciała są Jego ciałem. Mamy ciała, które są miejscem spotkania z Bogiem. Pięknie pisał o tym apostoł Paweł w Liście do Kolosan: „Raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24). Relacja z Synem Bożym, zanim zacznie rozwijać się w umyśle, dotyka naszego ciała. Przez to ciało Bóg chce nam coś powiedzieć. Ciało nie jest dodatkiem do naszej duchowości. Słowo stało się ciałem. Starotestamentalne wezwanie do słuchania Słowa nabiera w tej perspektywie nowego znaczenia. Słuchamy ciała. To znaczy nie traktujemy go jak przedmiotu, z którym możemy zrobić wszystko, co nam się podoba, ale pamiętamy, że ciało jest wyrazem osoby, i próbujemy odczytać ten przekaz, który jest w nim zawarty.

Drugi rodzaj dystansu przyszedł wraz z pandemią. Okazało się, że musimy stać daleko od siebie, nie możemy podawać sobie dłoni na znak pokoju (nie mówiąc już nawet o pocałunku pokoju), a ręce kapłana mogą przenosić śmiertelne zarazki. W mediach rozpoczęła się dyskusja na temat sakramentów i wirusów. Czy Eucharystia, Ciało Chrystusa może być przyczyną rozprzestrzeniania się pandemii? Po zakończeniu pierwszego lockdownu wiele osób nie powróciło do kościoła. Strach przed zarażeniem okazał się silniejszy niż pragnienie bliskości Boga w sakramentach.

Jan Paweł II w encyklice „Ecclesia de Eucharistia” zachęcał wszystkich, a w sposób szczególny kapłanów do adoracji obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie: „Pięknie jest zatrzymać się z Nim i jak umiłowany Uczeń oprzeć głowę na Jego piersi, poczuć dotknięcie nieskończoną miłością Jego Serca”. Te słowa można odnieść do wszystkich innych sakramentów, które są dotykiem Boga. W sakramentach w sposób widzialny i materialny możemy doświadczać Chrystusa. Można powiedzieć, że dzięki sakramentom chrześcijaństwo staje się religią na wyciągnięcie ręki. Wszystkie sakramenty udzielane są przecież rękami szafarza, przez dotyk, namaszczenie, polanie, podanie sobie rąk. Ciało Chrystusa jest obecne w ciele Kościoła dzięki dotykowi szafarza.

Nadzieja z Betlejem

Te dwa dystanse jednak bardzo różnią się od siebie. Pierwszy jest zrodzony przez zły, raniący dotyk. Natomiast drugi wynika ze strachu przed wirusem i jego przyczyną jest odrzucenie dotyku jako takiego. Pierwszy rodzi się z troski, by chronić przed zniszczeniem całego człowieka: ciało, duszę, osobę, niewinność, miłość. Wspólnota otacza swoim ciałem najsłabszych, by ich oddzielić od tych, którzy są zagrożeniem. Drugi dystans jest inny. Ludzie rezygnują z dobrego, wspierającego dotyku, z bliskości, porzucają się nawzajem wobec zagrożenia, boją się tych, którzy są ofiarami. Przy całej tragedii zła, którym jest pedofilia, zakorzeniający się w nas dystans społeczny wynikający z pandemii jest równie straszny.

Wyzwania współczesnego świata i kryzys, którego doświadczamy w Kościele, mogą rodzić w nas poczucie zagubienia lub zniechęcenia. Istnieje pokusa, że wrócimy do swoich kryjówek, które będą nas skutecznie izolowały od Boga i od drugiego człowieka. Nadzieja płynąca z betlejemskiej groty jest bardzo prosta. Słowo stało się ciałem. W świecie, w którym dezorientuje nas kakofonia dźwięków, dotyk jest najprostszym językiem. W świecie, który utracił ostrość widzenia, dotyk staje się światłem. Bóg wkłada nam swoje Ciało do dłoni. Ciało, którym jest Eucharystia, i ciało, którym jest wspólnota braci i sióstr. A tym samym bierze nas za rękę i wyprowadza z każdej kryjówki. Wyprowadza ku sobie, bo sam jest Światłem, Słowem i Ciałem.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11