O. dr Dariusz Kowalczyk SJ: czas pandemii wewnętrznym wyzwaniem dla Kościoła

Póki co widać pewna bezradność.

„Pomimo różnych inicjatyw duszpasterskich, charytatywnych i wolontariatu, próbujących być odpowiedzią na ten czas, daje się zauważyć w Kościele pewną bezradność” – uważa o. dr Dariusz Kowalczyk SJ. Jezuita był gościem międzynarodowego Kongresu „Jeden świat – wiele kultur” w Bydgoszczy. W czasie XI Międzynarodowej Konferencji Interdyscyplinarnej „Wpływ pandemii na rozwój społeczno-gospodarczy i kulturę” mówił o duszpastersko-teologicznych dylematach w czasie koronawirusa z włoskiej perspektywy.

Profesor Wydziału Teologicznego Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie w swoich analizach skupił się na trzech płaszczyznach. Pierwsza z nich dotyczyła relacji Kościół-państwo. Zaraz na początku zauważył, że koronawirus stworzył nowe sytuacje, które nie były przewidziane w różnego rodzaju umowach między państwem a Kościołem, poczynając od konkordatów. – Jest oczywiste, że Kościoły lokalne, które są umocowane nie tylko w przestrzeni prawa kanonicznego, ale także prawa państwowego, mają przestrzegać porządku prawnego obowiązującego w krajach, w których się znajdują. Tyle że w takiej sytuacji jak pandemia koronawirusa wszystko się komplikuje i powstaje pytanie, na ile państwo może ingerować w wewnętrzne życie wspólnot kościelnych – podkreślił.

Według o. Dariusza Kowalczyka SJ wystarczy zauważyć, że wprowadzane ograniczenia dotyczą wprost liturgii. Od całkowitego zamknięcia świątyń na cele liturgiczne, poprzez większe lub mniejsze limity liczby uczestników w Mszach, aż po różnego rodzaju elementy, jak np. sposób rozdawania Komunii św. – Brakuje nam wiedzy, by powiedzieć, jak dokładnie w poszczególnych przypadkach przebiegały i przebiegają rozmowy między episkopatami a władzą. Tym niemniej można sądzić, że nie zawsze opierały się one na rzeczywistym dialogu, chęci zrozumienia czasem przeciwstawnych racji. Sprawa się komplikuje, jeśli uświadomimy sobie, że szczególnie po stronie kościelnej mamy do czynienia z różnymi postawami i między samymi duchownymi istnieją istotne różnice w poglądach na to, jak Kościół powinien zachowywać się w sytuacji pandemii – dodał.

Jezuita przypomniał, że w okresie ścisłego lockdownu w Italii wprowadzono całkowity zakaz Mszy z ludem. – Zakaz taki uważałem za błąd wynikający, z jednej strony, ze zbytniej spolegliwości strony kościelnej, a z drugiej – z niezrozumienia znaczenia liturgii ze strony przedstawicieli rządowych. Niekiedy można było odnieść wrażenie, że nacisk na zamykanie kościołów wynikał po części z antyklerykalnych uprzedzeń niektórych środowisk politycznych – powiedział, stwierdzając, że rodzi się pytanie, do czego przyrównać – z punktu widzenia potrzeb społeczeństwa – liturgię Mszy? – Był okres we Włoszech, co prawda krótki, że bary jeszcze funkcjonowały, a Msze z ludem już były zabronione. Dość szybko władze uznały liturgię za jedną z aktywności, które mogą być zawieszone w pierwszym rzędzie. Tymczasem w zazwyczaj wielkich kościołach można zorganizować bezpiecznie Msze przy ograniczonej, ale rozsądnej liczbie wiernych. Tym bardziej budziła zdziwienie, jeśli nie zgorszenie, swego rodzaju nadgorliwość niektórych księży, którzy bronili decyzji o radykalnych ograniczeniach w kościołach, głosząc, że „zdrowie jest ważniejsze niż Eucharystia”. Co gorsza, niektórzy biskupi narzucali w swoich diecezjach większe ograniczenia, niż wynikałoby to z wymagań ze strony instytucji państwowych – dodał.

Uczestnik konferencji powiedział, że na uwagę zasługują wysiłki kard. Roberta Saraha, prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego, który na różne sposoby nawoływał do normalnego, co nie znaczy bez żadnych ograniczeń, sprawowania Eucharystii w kościołach. Podkreślał, iż państwo nie może narzucać nowych form liturgicznych, a duchowni nie powinni wykorzystywać pandemii do liturgicznego eksperymentowania wedle swego widzimisię. – W liście do przewodniczących episkopatów kard. Sarah nie bagatelizował sytuacji związanej z koronawirusem, ale podkreślał, że żadne transmisje Mszy nie mogą zastąpić osobistego udziału w Eucharystii – powiedział o. dr Dariusz Kowalczyk SJ, według którego czas pandemii wskazał na pewne obszary, gdzie należałoby doprecyzować od strony prawnej, relacje między Kościołem a państwem.

Drugą płaszczyzną, na której skupił się jezuita, była ta dotycząca misji Kościoła. – W dyskusjach na temat Kościoła w Polsce od wielu lat używa się wyrażeń: Kościół zamknięty i Kościół otwarty. Wydaje się, że czas koronawirusa nadał w pewnym sensie nowe znaczenie pojęciom: „zamknięty” i „otwarty”. Niektórzy duchowni skupiają się na zamykaniu, ograniczaniu i odkładaniu spraw na „lepsze czasy”. Tłumaczą to odpowiedzialnością za zdrowie powierzonych im wiernych. Z drugiej strony – są duchowni, którzy wykazują się pewną duszpasterską brawurą i elastycznym podejściem wobec zarządzeń państwowych. Abstrahuję od sytuacji skrajnych, na szczęście nielicznych, kiedy to pojedynczy księża głoszą tezy, że np. podczas Eucharystii nie można się zarazić – powiedział.

Ojciec dr Dariusz Kowalczyk SJ wyraził przekonanie, że pandemia jest także wezwaniem do refleksji nad zasadą pomocniczości. – Pomimo różnych inicjatyw duszpasterskich, charytatywnych i wolontariatu, próbujących być odpowiedzią na ten czas, daje się zauważyć w Kościele pewną bezradność. Nawet kapłańska służba wśród chorych została mocno ograniczona, jeśli nie całkowicie zabroniona. Warto w tym kontekście odnotować głos przewodniczącego Episkopatu Francji, który zaapelował do prezydenta Macrona, by zmienić status kapelanów szpitalnych, by mogli, tak jak lekarze, iść do chorych. Kościół ma wielu świętych, którzy ponieśli śmierć niosąc heroicznie pomoc chorym podczas różnych epidemii – przypomniał.

Trzecia płaszczyzna obejmowała duszpasterstwo internetowe. – Liturgia transmitowana przez różne media, w tym przez internet, jest od lat czymś obecnym w Kościele i odgrywa pozytywną rolę – mówił, zwracając również uwagę na dwie kwestie, które – jak zauważył – pozornie są ze sobą sprzeczne. – Po pierwsze, należy przestrzegać przed fałszywym entuzjazmem technologicznym. Brak Mszy z ludem albo z bardzo ograniczoną liczbą wiernych stanowi dramat, któremu media nie mogą zaradzić. Udawanie, że jest inaczej, przyczyniłoby się jedynie do umocnienia modnej opinii, że skoro Boga można znaleźć wszędzie i na różne sposoby, to Msza w kościele nie jest tak bardzo potrzebna. Z drugiej jednak strony, warto byłoby się zastanowić, czy koronawirusowe ograniczenia nie są dla Kościoła wyzwaniem, by poszerzyć i pogłębić swą działalność za pośrednictwem najnowszych technologii komunikacji – powiedział.

Być może owo pogłębienie – według o. dr. Dariusza Kowalczyka SJ – mogłoby dotyczyć sakramentu pojednania. – Wiadomo, że dziś nie można wyspowiadać się sakramentalnie przez telefon czy też komunikatory elektroniczne. Sądzę jednak, że sytuacja ta wynika z obowiązującej dyscypliny sprawowania sakramentu pokuty, a nie z dogmatycznej istoty tegoż sakramentu – powiedział. Czy pośrednictwo internetu, telefonu pozwalałoby zachować w odpowiednim stopniu elementy istotne dla sakramentu pokuty? Według jezuity, tak. – Stosując elektroniczne środki przekazu penitent mógłby skontaktować się z kapłanem, a następnie wyznać swoje grzechy i wyrazić żal oraz postanowienie poprawy. Kapłan natomiast mógłby zadać odpowiednie pytania, udzielić nauki, zadać pokutę i rozgrzeszyć. Formuła rozgrzeszenia jest modlitwą, a zarazem stwierdzeniem o sądowniczym charakterze, która ze swej istoty nie musi być ograniczona przestrzenią w tym sensie, że rozgrzeszający kapłan winien mieć penitenta blisko siebie w sensie fizycznym. Nie ma – moim zdaniem – fundamentalnego znaczenia to, czy kapłan rozmawia z penitentem, który znajduje się w odległości 20 centymetrów po drugiej stronie kratek konfesjonału, czy też z penitentem obecnym po drugiej stronie elektronicznego połączenia. Przy bardzo ścisłym lockdownie, z jakim mieliśmy do czynienia w marcu i kwietniu we Włoszech, możliwość takiej spowiedzi byłaby konkretnym otwarciem się na potrzeby wiernych – powiedział.

Według przedstawiciela rzymskiego uniwersytetu niektórzy żywią nadzieję, że koronawirus minie i wszystko powróci mniej więcej na stare tory. Inni twierdzą, że koronawirus jeszcze długo będzie wpływał na nasze życie. Mogą się też pojawić nowe wirusy. A jak nawet wirusowe plagi miną, to nic już nie będzie takie samo. – Jaki będzie Kościół? Można przypuszczać, że jedni pogłębią swoją wiarę w Boga i żarliwiej będą ją praktykować, inni jednak wystygną jeszcze bardziej, a nawet odejdą od Kościoła. Przypomina się diagnoza Benedykta XVI, którą znajdujemy w jego książce-wywiadzie „Światłość świata”: „Obecnie potrzebujemy przede wszystkim duchowych ruchów, dzięki którym Kościół na całym świecie, czerpiąc z doświadczenia naszych czasów, a zarazem z wewnętrznego doświadczenia wiary i płynącej stąd siły, ustanowi drogowskazy i znowu postawi w centrum kwestię obecności Boga”. Tak! W koronawirusowych i pokoronawirusowych czasach kwestia obecności Boga będzie dla misji Kościoła kwestią fundamentalną – podsumował.

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12