Szybko dojrzewamy

Sytuację na Białorusi analizuje działacz obywatelski i dziennikarz Franak Viačorka.

Andrzej Grajewski: Rozmawiamy po blisko trzech tygodniach protestów przeciwko sfałszowanym wyborom prezydenckim. Społeczeństwo nadal protestuje, ale Łukaszenka zapowiada, że władzy nie odda. Jaki jest możliwy rozwój wypadków na Białorusi?

Franak Viačorka: Sytuacja rozwija się bardzo szybko i występuje tyle nieprzewidywalnych okoliczności, że trudno poważnie coś prognozować poza horyzontem kilku najbliższych dni. Łukaszenka stara się robić wrażenie, że gotów jest zmieniać i modernizować swój system, ale jestem przekonany, że większość społeczeństwa mu nie wierzy. On chce zyskać na czasie, aby przegrupować siły we własnym obozie i uderzyć w opozycję przy pierwszej nadarzającej się okazji. Dla protestujących z kolei najważniejszą rzeczą jest otrzymanie wsparcia ze strony robotników, co umożliwiłoby ogłoszenie ogólnonarodowego strajku. Na ich rzecz działa także sytuacja gospodarcza w kraju, która stale się pogarsza. Ludzie to widzą i dlatego masowo wykupują zachodnie waluty.

Łukaszenka może wprowadzi stan wojenny?

Sądziłem, że zrobi to zaraz po wyborach, ale jednak to nie nastąpiło. On wie, że stan wojenny byłby klęską dla gospodarki, i dlatego dotąd go nie wprowadził.

Deklaruje gotowość do reform, ale dopiero po zmianie konstytucji. To poważna propozycja?

Nie chodzi o zmiany, ale o zyskanie czasu. Takie deklaracje są składane na użytek Zachodu, aby odniesiono tam wrażenie, że można z nim jeszcze wiązać nadzieje na jakiś pozytywny scenariusz dla Białorusi. To jego stara gra. Przez 26 lat wysyłał na Zachód sygnały, że jest gotów na zmiany i nigdy nic z tego nie wychodziło. Teraz będzie tak samo.

Swiatłana Cichanouska dzielnie walczyła w kampanii wyborczej, ale żadnego programu politycznego, poza odsunięciem od władzy Łukaszenki, nie przedstawiła.

Odsunięcie Łukaszenki od władzy to jest bardzo konkretny program polityczny. Za nim opowiedziała się większość Białorusinów. Wiemy z niezależnych badań, że poparcie dla Łukaszenki wynosi obecnie ok. 15 proc. Przed wyborami wszyscy umówili się, że idziemy na nie, aby odsunąć od władzy Łukaszenkę. Warunkiem zjednoczenia całej opozycji było, że w tej kampanii nie przedstawiamy żadnych politycznych programów. Jednoczymy się, aby odsunąć od władzy Łukaszenkę, a dopiero później organizujemy wolne wybory. Wtedy będzie czas na prezentację różnych programów politycznych. Na tych warunkach Cichanouska otrzymała wsparcie od różnych sił politycznych i partii opozycyjnych. Dzisiaj jednak stoją przed opozycją nowe wyzwania, wynikające z zaangażowania się Rosji po stronie Łukaszenki.

Jego obalenie bez zgody Kremla jest możliwe?

Oczywiście, że jest możliwe. Faktem jednak jest, że Rosja ma na Białorusi silne wpływy. Odejście Łukaszenki tego nie zmieni. Z interesami Rosji będzie musiała się liczyć każda białoruska władza. Dla Rosji Łukaszenka jest być może najlepszym partnerem, gdyż jest przewidywalny, a teraz słabszy aniżeli kiedykolwiek wcześniej. To nie oznacza, że jego odejście byłoby dla Moskwy katastrofą. Rosja ma wpływy w wielu białoruskich środowiskach, w strukturach siłowych, gospodarce, ale też w opozycji, a więc poradzi sobie i bez niego.

Jak ocenia Pan reakcję państwa polskiego na kryzys na Białorusi?

Polska dużo robiła dla Białorusi od wielu, wielu lat. Przypomnę, że rząd Kazimierza Marcinkiewicza stworzył w 2006 r. program stypendialny im. Konstantego Kalinowskiego, dający możliwość studiowania w Polsce tym, którzy jej nie mieli na Białorusi ze względu na swoje polityczne poglądy. Po 14 latach funkcjonowania tego programu możemy powiedzieć, że pokolenie jego stypendystów odegrało ważną rolę w ostatniej kampanii prezydenckiej, a ci właśnie ludzie są aktywni w czasie obywatelskich protestów. Ogromną rolę odegrała także telewizja Biełsat. Przez wiele lat nie tylko przekazywała rzetelne informacje, ale również uczyła białoruskiej historii i kultury, po prostu edukowała Białorusinów. W Białoruskim Domu w Warszawie mieści się siedziba aplikacji Telegram, podstawowego źródła informacji dla naszego społeczeństwa. Te wszystkie inicjatywy były możliwe dzięki programom wsparcia białoruskiego społeczeństwa, realizowanym przy pomocy państwa polskiego.

Nowym zjawiskiem jest aktywna postawa Kościoła katolickiego na Białorusi. Biskupi i wielu kapłanów zdecydowanie potępiają represje wobec społeczeństwa i wzywają do dialogu.

W porównaniu z prawosławnymi Kościół katolicki na Białorusi jest w czasie tych wydarzeń bardzo aktywny. Pierwsze publiczne słowa potępienia po brutalnym rozpędzeniu pokojowych demonstracji zostały wypowiedziane przez księży i niektórych biskupów katolickich. Dopiero później głos zabrali prawosławni. To wielka różnica w porównaniu z poprzednimi latami. Arcybiskup Kondrusiewicz wcześniej bardzo ostrożnie wypowiadał się na tematy polityczne. Władza zresztą miała wiele instrumentów, aby dyscyplinować katolików. Grożono na przykład, że będą im odbierane kościoły. Bo na Białorusi świątynie katolickie często nadal są własnością komunalną, jak chociażby „czerwony kościół”, czyli najbardziej znana świątynia katolicka w centrum Mińska. Na wiecu w Grodnie Łukaszenka zapowiedział, że rozprawi się z księżmi, którzy jego zdaniem mieszają się do polityki. Efekt był taki, że gdy po kolejnej demonstracji w Mińsku ludzie schronili się w „czerwonym kościele”, milicja przez blisko dwie godziny blokowała dostęp do niego, otaczając kordonem.

Synod w Moskwie zaakceptował dymisję prawosławnego egzarchy białoruskiego metropolity Pawła (Ponomariowa), obywatela Rosji, i wyznaczył na metropolitę mińskiego bp. Beniamina (Tupiekę), Białorusina. To istotna zmiana?

Jest ona z pewnością wynikiem protestów. Metropolita Paweł, choć przebywał u nas od 2013 roku, sprawiał wrażenie, jakby nie wiedział, do jakiego kraju go przysłano. Sympatii społeczeństwa nie zdobył, a Łukaszenka także mu nie ufał. Biskup Beniamin, w moim przekonaniu, jest osobą bardziej lojalną wobec Łukaszenki. W ostatnich latach w białoruskim prawosławiu widoczne były dwa nurty: jeden, którego nieformalnym liderem był ks. Fiodor Powny, nieformalny kapelan prezydenta Łukaszenki, akcentujący białoruską tożsamość, i drugi – wyraźnie prorosyjski i lojalny wobec Patriarchatu Moskiewskiego. Myślę, że zadaniem nowego egzarchy Białorusi będzie przezwyciężenie tych podziałów, pojednanie zwaśnionych frakcji oraz odzyskanie zaufania społeczeństwa. Biskup Beniamin był dotąd znany jako zdeklarowany zwolennik Łukaszenki. Jednocześnie jest on pierwszym Białorusinem pełniącym urząd egzarchy białoruskiego. Być może Moskwa przygotowuje się na czasy bez Łukaszenki i chce, aby na czele tutejszego Kościoła prawosławnego stał ktoś lojalny wobec niej, ale jednocześnie cieszący się zaufaniem społeczeństwa.

Ukraińcy zachęcają Białorusinów, aby oderwali się od Patriarchatu Moskiewskiego i ogłosili autokefalię pod auspicjami Konstantynopola. Jest to możliwe?

Obecnie nie. Nie sądzę, aby w najbliższych latach ktoś stawiał ten postulat, zarówno z kręgu władzy świeckiej, jak i białoruskiego prawosławia. Jednak w dalszej perspektywie czasowej może się on pojawić, gdyż autokefalia byłaby czynnikiem wzmacniającym nie tylko białoruskie prawosławie, ale i suwerenność państwową.

Laureatka literackiej Nagrody Nobla Swiatłana Aleksijewicz, która jest członkiem opozycyjnej Rady Koordynacyjnej, powiedziała, że w tych dniach tworzy się naród białoruski. Czy rzeczywiście te wydarzenia mają tak wielkie znaczenie dla świadomości narodowej Białorusinów?

To jest prawda w tym sensie, że protesty i demonstracje stały się katalizatorem przyspieszającym rozwój świadomości narodowej Białorusinów. Wielu z nich zaczęło się interesować własną historią, tradycją, kulturą, językiem. Nikt ludziom nie kazał w czasie demonstracji przychodzić z biało-czerwono-białymi flagami. Sami je przygotowują i przynoszą na wiece, mając świadomość, że będzie to źle odbierane przez władze.

Co się do tego przyczyniło?

Media elektroniczne, które przełamały monopol informacyjny władzy, oraz pandemia. Ludzie w tym czasie zostali pozostawieni samym sobie. Zobaczyli, że muszą się troszczyć o własne zdrowie i bezpieczeństwo. W tych okolicznościach paternalistyczna społeczna umowa zawarta na warunkach „wy się nie buntujecie, my zapewniamy spokój i bezpieczeństwo” przestała działać.

Co najlepszego może się wydarzyć dla Białorusi w następnych dniach i tygodniach?

Bezkrwawe zmiany. Ofiar mamy już dość. Są cztery oficjalnie potwierdzone ofiary śmiertelne, są tysiące pobitych i rannych. Oczywiście jest wiele różnych zagrożeń. Mamy Rosję pod bokiem. Być może Łukaszenkę zastąpi ktoś z jego otoczenia, ale to i tak będzie lepsze rozwiązanie aniżeli dalsze trwanie dyktatury. Białoruś się zmieniła. Nie jest tym samym krajem, jakim była wcześniej. Szybko dojrzewamy. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie dla nas oparciem wspólne, historyczne dziedzictwo polsko-litewsko-białoruskie. Bez regionalnego partnerstwa gospodarczego, dyplomatycznego i politycznego trudno będzie nam się wyzwolić spod kurateli Rosji.•

Franak Viačorka

jeden z najbardziej znanych aktywistów młodego pokolenia. W liceum organizował protesty przeciwko likwidacji jedynej białoruskojęzycznej szkoły średniej w Mińsku. Podczas służby wojskowej był szykanowany za wydawanie komend w języku białoruskim. Jest laureatem wielu międzynarodowych nagród za działalność społeczną i dziennikarską. Na podstawie jego biografii powstał film fabularny pt. „Żywie Biełaruś!”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9