Znak, że jesteśmy potrzebne

Miało być świętowanie jubileuszu. Jest walka o każdy oddech pacjentów. Serafitki z Teksasu są na posterunku…

Dom Pomocy Społecznej św. Franciszka z Asyżu w San Antonio w Teksasie. To tutaj wspierają starszych ludzi i towarzyszą im do końca polskie siostry serafitki. Przybyły do Teksasu równo 50 lat temu, więc latem miały być uroczyste obchody. Jednak epidemia pokrzyżowała te plany. Siostry walczą z koronawirusem – w ośrodku choruje już kilkunastu starszych pacjentów. Co będzie dalej?

Pierwsze misjonarki

Pół wieku temu do miasta San Antonio przybyły pierwsze serafitki: siostry Alfonsa i Helena. Szukały współpracy z Polonią, chciały pracować z potomkami Polaków, których w tym regionie mieszkało wielu. – Tak się złożyło, że właśnie w San Antonio śp. ks. Piotr Kołton, Polak, szukał sióstr, które zaopiekowałyby się tutejszą grotą Matki Bożej. W grocie znajduje się obraz ofiarowany tutejszej Polonii przez Prymasa Tysiąclecia – opowiada przez komunikator internetowy s. Natalia Sura, serafitka, pielęgniarka w ośrodku. – Grota to maleńka kapliczka, obok jest niewielkie muzeum, w którym przechowywane są przedmioty przekazane przez polskich emigrantów. To bezcenne dla nich pamiątki. Do dziś przychodzą tam wierni, modlą się.

Siostry otoczyły opieką to miejsce i od początku były dla Polonii wsparciem duchowym. W Teksasie coraz mniej jest sióstr habitowych, żyjących w tradycyjnej regule, więc mieszkańcy lgnęli do serafitek. Co ciekawe, w muzeum znajdują się też pamiątki po Poli Negri, która mieszkała w San Antonio i tam też zmarła. Wielka polska aktorka była zaprzyjaźniona z zakonnicami. – W szczególności z nieżyjącą już s. Jadwigą Marek, która regularnie odwiedzała aktorkę. Rozmawiały po polsku, siostra czytała jej listy przychodzące z kraju. Pola Negri chętnie jadała polskie jedzenie z naszej klasztornej kuchni – opowiada s. Natalia.

Aby się utrzymać, siostry zaczęły też pracę w prywatnym domu opieki. Nie było im łatwo: w ciągu dnia ciężko pracowały fizycznie, nocami uczyły się języka. Przepisy nie pozwalały na nostryfikację dyplomów pielęgniarskich, więc musiały z biegiem lat robić od nowa uprawnienia. Po pewnym czasie do San Antonio dojeżdżały też kolejne siostry z Polski. I tak domy serafitek w San Antonio rozrastały się. Po latach, dzięki wsparciu lokalnej społeczności, siostry wykupiły ośrodek i przebudowały go. Obecnie może przyjmować nawet stu podopiecznych.

Pochowane w Pannie Marii

– Obecnie pięć z nas pracuje we wspólnocie przy domu św. Franciszka. Kilka innych posługuje w drugiej wspólnocie, gdzie m.in. opiekuje się muzeum i wspiera, szczególnie w obecnym czasie, naszą pracę – opowiada s. Natalia. Cztery polskie serafitki spoczywają już na amerykańskiej ziemi w miejscowości… Panna Maria. Skąd tak zaskakująco swojska nazwa? – To miejsce jest szczególne. Pod koniec XIX wieku przybyli do Teksasu pierwsi polscy emigranci ze Śląska. Założyli osady: Panna Maria czy… Kościuszko. To godzina jazdy od San Antonio. Stąd w okolicy wielu potomków Ślązaków, którzy do tej pory mówią śląską gwarą. Nasze siostry, które pracowały wśród emigrantów, spoczywają tuż obok nich.

Siostra Natalia opowiada o historii miejsca, choć jest już bardzo zmęczona. Dopiero co zeszła z dyżuru. To już kolejna nieprzespana noc. I kolejny dzień w niepewności. A przecież akurat pod koniec lipca miała lecieć na zasłużony urlop do kraju. Plany zmieniła, bo Europa zamknięta ze względu na epidemię. Ale gdyby nawet wznowiono loty, obecnie podróż do Polski byłaby niemożliwa. Przecież żadna z sióstr nie odejdzie od swoich podopiecznych, chorych na COVID-19.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7