Matka o łagodnej twarzy

Świadectwa prywatnych cudów spisane na tabliczkach i duchowa historia Polski przedstawiona w obrazach – splatają się w jedną całość pod łagodnym spojrzeniem Matki Bożej Charłupskiej.

W połowie drogi między Częstochową a Licheniem, tuż obok Sieradza, przyczaiła się niewielka miejscowość z neogotyckim kościołem z ciemnoczerwonej cegły. Z daleka widać jego wysoką wieżę. Przystają tu czasem autokary przemierzające drogę między wielkimi sanktuariami. W Charłupi Małej jest znacznie bardziej kameralnie, ale zatrzymać się warto, bo to urokliwe miejsce o ciekawej historii.

Pięciu biskupów w jednej wsi

Pierwsza zachowana wzmianka o Charłupi – która w ciągu kolejnych wieków stanowiła własność znamienitych rodów: Świnków, Biskupskich, Walewskich, Zabłockich, Bemów – pochodzi z 1339 r. W dokumentach warszawskiego procesu przeciwko Krzyżakom, którzy osiem lat wcześniej spustoszyli Sieradz, zachowały się zeznania Waleriana, charłupskiego plebana. Widział on, jak Krzyżacy palili okoliczne miejscowości wraz z kościołami. Wiadomość o spaleniu Charłupi potwierdził też w zeznaniach dominikanin Wacław. Prawdopodobnie zniszczeniu uległ wówczas pierwszy drewniany kościół. Budowa dwóch kolejnych, również drewnianych, poprzedziła powstanie obecnej, murowanej świątyni.

Dzisiejszy kościół Narodzenia NMP pochodzi z 1914 r. Zaprojektował go wybitny architekt Stefan Szyller – ten sam, którego dziełem są gmachy Politechniki Warszawskiej i Zachęty. Korona w górnej części wieży mówi o tym, że świątynia charłupska jest sanktuarium Matki Bożej, zwanej tu powszechnie Księżną Sieradzką. 8 września 1937 r. cudowny obraz Matki Bożej Charłupskiej, jako pierwszy w diecezji włocławskiej, otrzymał korony papieskie. Nałożył je ówczesny biskup miejsca Karol Radoński w otoczeniu innych hierarchów. – Musiał istnieć tu silny kult, skoro do małej, trzytysięcznej parafijki przybyło aż pięciu biskupów – komentuje ks. Grzegorz Drzewiecki, proboszcz parafii i kustosz sanktuarium.

Pochodzący z XVII wieku obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem, namalowany w typie Matki Boskiej Śnieżnej, od początku gromadził tłumy wiernych i słynął licznymi łaskami. Już w 1785 r. badała je specjalna komisja biskupia i aż 39 łask uznała za niezwykłe. Do dziś zachowały się sporządzone wówczas urzędowe akta, w których piękną staropolszczyzną zapisano relacje świadków: „Przyszedłszy więc do kościoła wyrażonego pieszo, dałam na Mszę Św., aby się przed Obrazem Najśw. Maryi Panny odprawiła, i zaraz uznałam zdrowe oczy, i zdrowam po Mszy Św. wysłuchanej do domu powróciła, i dotychczas z łaski Najśw. Maryi Panny na też oczy od tego czasu zdrowa zostaję” – czytamy w jednym ze świadectw. „(...) w tych paroksyzmach ofiarowałam się do Najśw. M. Panny Charłupskiej, zaraz paroksyzm i inne choroby ustały, a ja przybywszy do kościoła Małej Charłupi, po odprawieniu spowiedzi sakramentalnej i wysłuchaniu Mszy św., z łaski Najśw. M. Panny zdrową zostaję” – wyznaje inna osoba. W całej świątyni znajdziemy mnóstwo tabliczek, na których wypisano fragmenty takich świadectw – zarówno dawnych, jak i współczesnych. – Uzdrowienie z glejaka i nowotworu złośliwego jelita czy ocalenie z wypadku samochodowego, w którym auto pękło na pół – to tylko niektóre znane mi historie cudów, jakich doświadczyli czciciele Matki Bożej Charłupskiej – relacjonuje ks. Drzewiecki.

Pod znakiem orła

Przy dźwięku fanfar odsłania się obraz, z którego spogląda na nas Madonna o łagodnych rysach. – Ma twarz dobrej mamy i dobrej gospodyni – twierdzi kustosz sanktuarium. Wśród wotów zawieszonych wokół Maryi z Dzieciątkiem zwracają uwagę dwa duże orły. To dar Jakuba Bema, właściciela Charłupi i dawnego oficera kawalerii polskiej, stryja generała Józefa. „Gdy w r. 1863 jego jedyny syn Julian opuścił potajemnie dom i poszedł do powstańców, ojcu i rodzinie groził Sybir. W trwodze o życie syna biedny ojciec długo modlił się przed Twym świętym obrazem. Wtedy to zawiesił na tym obrazie dwa orły ze sztandaru wojskowego z 1831 r. Powiedział: »To z prośbą o niepodległość Polski«. Syn wrócił wkrótce” – czytamy na jednej ze wspomnianych wcześniej tabliczek.

Orły stały się motywem przewodnim dekoracji kościoła dzięki prof. Wiktorowi Zinowi. To właśnie ten znany architekt i popularyzator wiedzy o historii sztuki polskiej, autor niezapomnianego programu „Piórkiem i węglem”, odpowiada za projekt ołtarza głównego i całą metaloplastykę w świątyni. Wielokrotnie powtórzony motyw ozdabia nastawę ołtarza, kinkiety, balustrady, a nawet zawieszoną w prezbiterium wieczną lampkę. – Orły z obrazu przetrwały wszystkie burze dziejowe. Nadały sanktuarium charakterystyczny rys patriotyczno-narodowy – podkreśla ks. Grzegorz Drzewiecki. Ten charakter uwypuklony jest też przez współczesne obrazy zdobiące świątynię. Zespół dziesięciu tryptyków olejnych plus jeden duży obraz w formie trójkąta nad kaplicą to dzieło krakowskiego artysty malarza Zdzisława Pabisiaka. Przedstawiają wydarzenia z historii Polski, dziejów ziemi sieradzkiej i dawnych kościołów charłupskich. Centralny obraz na lewej ścianie prezbiterium ukazuje śluby Jana Kazimierza, natomiast pośrodku prawej ściany widzimy scenę koronacji Matki Bożej Charłupskiej. Skrzydła tego drugiego tryptyku przedstawiają Jakuba Bema zawieszającego orły na wizerunku Księżnej Sieradzkiej i przyjazd Jana Pawła II do ojczyzny. Tympanon nad kaplicą to apoteoza ducha narodu polskiego: Duch Święty przez ręce Matki Boskiej śle promienie łask na wybitnych Polaków. Rozpoznajemy tu m.in. Mieszka I, Reja, Kopernika, Jana Pawła II. Jest nawet jedna zdeklarowana niewierząca – Maria Skłodowska-Curie. Z kolei nawy boczne to przedstawiona w kluczu chronologicznym historia naszego narodu: od chrztu Polski i męczeństwa św. Wojciecha, przez śmierć św. Stanisława, Grunwald, Wiedeń, rozbiory, odzyskanie niepodległości, II wojnę światową, aż po oddanie Polski przez kardynała Augusta Hlonda w opiekę Matki Boskiej. Całość zamyka obraz sądu ostatecznego, w którego tle widzimy ogromne biurowce, przypominające Manhattan, i walącą się wieżę. To niezwykłe, bo cykl powstał przecież w latach 80. ubiegłego wieku!

Korony pod poduszką

W czasie II wojny światowej Niemcy zdewastowali charłupską świątynię. Skradli trzy dzwony i wartościowe wota, zniszczyli trzystutomową bibliotekę i parafialne archiwum. Jednak obraz wraz z orłami Bema ocalał. Udało się także uratować papieskie korony – ocalił je pochodzący z tej parafii kleryk Józef Świniarski. – Kiedy Niemcy wchodzili do kościoła, włożył je szybko pod poduszkę leżącą na jednej z ławek – opowiada proboszcz. Świniarski był później więźniem kilku niemieckich obozów, przeprowadzano na nim eksperymenty pseudomedyczne, jednak przeżył i w 1945 r. przyjął święcenia kapłańskie we Francji. Przez obozy w Sachsenhausen i Dachau przeszedł też ks. infułat Władysław Sarnik, proboszcz w Charłupi w latach 1952−1992, pracujący w parafii aż do śmierci w 1999 r. To postać niezwykle zasłużona dla kultu Matki Bożej Charłupskiej. Spisywał świadectwa cudownych znaków Jej obecności, uporządkował teren wokół sanktuarium, czyniąc go przyjaznym dla pielgrzymów, i zadbał o wystrój wnętrza świątyni. To właśnie on zaangażował prof. Zina do zaprojektowania ołtarza głównego, który dziś, pięknie oświetlony, zachwyca odwiedzających.

Wśród cennych zabytków charłupskiego kościoła jest chrzcielnica z 1538 r., na której widnieją herby miejscowej szlachty: Lis, Jelita, Jastrzębiec, Poraj. Nad nią znajduje się rzeźbiona w drewnie barokowa Pieta. Inny zabytek, pamiątka po ostatnim drewnianym kościele, to kapliczka w sąsiedniej wsi Dzierlin, która w poprzedniej świątyni pełniła funkcję kruchty. Jej polichromia nawiązuje do oryginalnego wystroju kościoła. – Ta kaplica była stale otwarta, dla mieszkańców stanowiła coś w rodzaju gabinetu terapeutycznego – uśmiecha się ks. Drzewiecki.

Wracamy do Charłupi, by odwiedzić jeszcze kurhan położony w pobliżu sanktuarium, nad rzeką Myją, będący śladem kultury przeworskiej. Archeo­lodzy znaleźli w nim fragmenty starożytnych naczyń, służących do przechowywania szczątków ludzkich. Na koniec spacerujemy po ogrodzie na tyłach kościoła, w którym co roku 8 września, w dniu odpustu, gromadzi się kilkanaście tysięcy pielgrzymów. Robią wrażenie starannie przystrzyżone krzewy i klomby – widać tu rękę dobrego gospodarza. – Proboszczem jestem tu od czternastu lat, ale z Charłupią związałem się znacznie wcześniej. To była moja pierwsza parafia, spędziłem w niej najpiękniejsze lata kapłaństwa – zwierza się proboszcz. – Kiedy byłem wikariuszem, ks. Władysław Sarnik powiedział: ksiądz mnie tu zastąpi. Tak jakby przepowiedział to, co miało nastąpić po latach.

Ci, którzy odwiedzą Charłupię choćby na chwilę – w drodze do innych, większych sanktuariów – z pewnością pozostaną pod urokiem tego miejsca. Mogą tu odpocząć w parafialnym gościńcu, pospacerować po ogrodowych alejkach. A przede wszystkim powierzyć swoje problemy łagodnym oczom tutejszej Mamy. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9