W ciemno uwielbiam

Największe cuda w moim życiu zaczęły się sypać, gdy stanęłam przed Bogiem już nie lamentując, ale dziękując i uwielbiając Go, choć jeszcze nie widziałam żadnych zmian.

Większość swojego życia spędziłam na narzekaniu i szemraniu. Przed Bogiem i ludźmi stawiałam się w roli ofiary, porównywałam się z innymi, robiłam rankingi cierpienia i zawsze wydawało mi się, że mój ból jest największy. Taka moja postawa sprawiała, że inni ludzie nie czuli się komfortowo w mojej obecności, a ja sama tonęłam w coraz większej depresji.

Bóg uzdrawiając moje serce i prowadząc mnie w relacji ze Sobą pokazywał mi, jak niemiłe jest Mu moje myślenie i postępowanie. Krok po kroku wyciągał mnie z toksycznych zachowań; z ciemności, w którą sama się zagłębiałam, a która mnie samą coraz bardziej przerażała. Kiedy otwarłam się na Boże uzdrowienie, kiedy zaprosiłam na nowo do swojego życia Ducha Świętego - On zaczął uczyć mnie wdzięczności. I uczy mnie tego nadal, bo złe nawyki, przez lata zakorzenione, bardzo trudno wyrwać całkowicie i raz na zawsze.

Postawa wdzięczności jest decyzją, a nie wynikiem chwili uniesienia czy dobrego samopoczucia. Bóg jest dobry cały czas, bez względu na okoliczności mojego życia. Jego łaska nie zostaje cofnięta wtedy, gdy jest mi źle, ale rozlewa się z jeszcze większą siłą, kiedy w momencie próby - cierpienia i bólu - wiernie trwam na pozycji uwielbienia. Wiem, o czym piszę - przerobiłam to na własnym organizmie. Największe cuda w moim życiu zaczęły się sypać, gdy stanęłam przed Bogiem, już nie lamentując, ale dziękując i uwielbiając Go w Jego mocy. Całkowicie w ciemno. Kiedy jeszcze nie widziałam żadnych zmian.

I w rzeczywistości, początkowo, żadnej zmiany w moim życiu, żadnych fajerwerków, gołym okiem nie było widać. Kiedy Maryja zgodziła się, zgodnie z wolą Ojca, zostać matką Syna Bożego - matką Króla - nie obudziła się następnego dnia w pałacu. Ale od tego momentu Jezus wolno rósł w jej wnętrzu, z dnia na dzień przemieniając jej życie. Tak samo było w moim życiu. Gdy powiedziałam Bogu, że chcę iść drogą błogosławieństwa, a nie złorzeczenia, On zaczął uzdrawiać moje serce - na początku niedostrzegalnie nawet dla mnie samej, bo Boże dzieło, by było trwałe, musi w nas dojrzewać, jak Jezus w łonie Maryi.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • AFU
    13.10.2019 11:16
    AFU
    Moja droga do podobnych wniosków była prosta, nie tak wysublimowana i uduchowiona. Powtarzałem sobie po prostu, że inni mają gorzej. Dużo gorzej. Właściwie to ja mam całkiem nieźle. Nawet dobrze. A w końcu - było mi bardzo dobrze, miałem piękne, dobre, wspaniałe życie. Czym w ogóle na to sobie zasłużyłem? Czy w ogóle jakoś? Czy potrafiłem to chociaż wykorzystać, czy mam się wstydzić swojej nieudolności? Czy jeszcze zdążę coś dobrego zrobić? A to co zrobiłem, tak niesamowicie mało, jest w ogóle coś warte? Nie wiem jak Bogu dziękować za to wszystko, i jak go przepraszać za zmarnowane szanse. Jest jeden sposób, by się wziąć do roboty i z czynieniem dobra nie ociągać. Znów, nie wiem czy się uda. Ale "striemit'sia nada" i to będę robił, obiecuję. Godne to i sprawiedliwe, i jedyna to droga jaką warto iść przed siebie. A Bóg, czuję to, chętnie pomoże.
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
1 2 3 4 5 6 7