Przeciw nieuchronności walca

Abyście nie ustawali, złamani na duchu.

Potężny kryzys wstrząsa Kościołem. Trzęsie się ziemia pod nim – pod domem naszej wiary, naszego zbawienia. Toczy się bezwzględna wojna o sprawę Boga na ziemi, o Kościół. Walka na śmierć i życie. Nie patos dyktuje te słowa ani Kasandra, ale zwykły realizm. Kto ma oczy, rozum i serce, ten widzi, pojmuje i czuje.

Główny front tej wojny przebiega przez rodzinę i młodzież. Ilość i jakość powołań kapłańskich i zakonnych jest prostym i bezpośrednim skutkiem stanu duchowo-moralnego rodzin i młodych. Bo ze względu na celibat nie tworzymy dynastii kapłańskich, ale jesteśmy zawsze z rodzin. Bo powołanie i projektowanie życia dotyczy w lwiej części ludzi młodych.

Przyczyn kryzysu, zamętu i zwątpienia jest niemało, są złożone, wielorako powiązane. Z pewnością trafia w środek tarczy (albo blisko) Rod Dreher, kiedy pisze „o dwóch potężnych siłach, które kształtują i napędzają życie współczesnych ludzi: o seksie i technologii”. Nie bez znaczenia jest też konsumpcjonizm (materializm praktyczny) wielu ze średniego pokolenia rodziców. To ci, którym – w Polsce – Jaruzelski zabrał dobranocki, a kiedy tylko dorwali się do konfitur, zaczęli się rozwodzić na potęgę, dosiadać złotego cielca, wybierać Kwacha (czyli przyszłość), zabierać babciom dowody osobiste i obniżać dominicantes. Oni teraz wychowują.

Chciałbym tu spróbować nazwać jedną z ukrytych, ale niesłychanie ważnych – moim zdaniem – przyczyn. Jest nią poczucie nieuchronności walca. Że nie mamy szans, że musi się po nas przetoczyć. Że musimy powtórzyć los Holandii, Irlandii i diecezji trewirskiej (właśnie zamknięto 96 proc. parafii). Że możemy jedynie nieco opóźnić walec i trochę osłabić jego nieodwracalną ostatecznie moc: stosując uniki, uciekając w kościelną drętwą mowę, dostosowując się kameleońsko do tęczowych barw świata, starając się być bardziej eko od Green Peace; otwarci, po stronie postępu i emancypacji. Schowamy się wśród NGO-sów i przetrwamy nieco dłużej? Będziemy tweetali i facebookowali, głosili homilie z jasnym przesłaniem dotyczącym segregacji śmieci, puścimy oko do Sorosa i spółki w sprawie imigrantów, a drugie oko przymkniemy na pigułkę antykoncepcyjną, będziemy komunikowali niesakramentalnych, cokolwiek każą, zrobimy – wprowadzimy lepsze niż oni RODO, zaangażujemy się w duszpasterstwo LGTB, będziemy procedowali i aplikowali. Będziemy innowacyjni. Bo i tak nas w końcu rozjadą; to się musi stać.

Smutno.

Z Psalmu: „dźwigałem Twoją grozę i osłabłem, złamały mnie Twoje groźby, odsunąłeś ode mnie przyjaciół i towarzyszy, tylko ciemności mieszkają ze mną”. Z Lamentacji: „głazami zagrodził mi drogi, ścieżki moje poplątał, starł mi zęby na żwirze, nasycił goryczą, piołunem napoił; łowili mnie jak ptaka… A może jest jeszcze nadzieja?”

Jest. Nie ma żadnego fatum. Fałszem jest marksistowska teza o konieczności historycznej, której trzeba się najpierw pokłonić, a potem jej ulec. Mylili się Hegel i Fukuyama. Rację ma chrześcijaństwo: jesteśmy wolni. „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5,1). Od naszej wolnej współpracy z wszechmocną łaską Boga zależy przyszłość świata i Kościoła. Przyszłość nie jest przesądzona, jest otwarta. Oto trzy podpowiedzi najprzenikliwszego diagnostyka naszej epoki – Benedykta XVI.

Pierwsza, z książki (1996). Pyta: „dlaczego Bóg pozostaje tak bezsilny, dlaczego panuje w tak osobliwie słaby sposób – jako Ukrzyżowany, jako ktoś, kogo spotkało niepowodzenie?”. Odpowiada: „widocznie w taki sposób Bóg chce panować, widocznie taki jest boski sposób władania”. Bóg panuje przez własne niepowodzenie.

Druga, z homilii podczas beatyfikacji Jana Pawła II (2011): „ten znakomity Syn narodu polskiego pomógł chrześcijanom na całym świecie, by nie lękali się być chrześcijanami, należeć do Kościoła, głosić Ewangelię; pomógł nam nie lękać się prawdy. Otworzył dla Chrystusa społeczeństwo, kulturę, systemy polityczne i ekonomiczne, odwracając z siłą olbrzyma – siłą, którą czerpał z Boga – tendencję, która wydawała się być nieodwracalna”. To jest to: JPII z od-Boską siłą olbrzyma odwrócił tendencję – zatrzymał walec.

Trzecia, z listu na pogrzeb kard. Meisnera (2017): żyjemy „w czasie, w którym Kościół szczególnie paląco potrzebuje przekonujących pasterzy, którzy stawiają opór dyktaturze ducha czasu i zupełnie zdecydowanie żyją i myślą wiarą”. „Przekonujących”, czyli takich, którzy sami są przekonani, by stawić opór duchowi czasu, jednoznacznie żyjąc i myśląc z wnętrza wiary, i dlatego przekonają do tego owce. Bracia: paląco Kościół takich potrzebuje!

Puenta niech będzie słowem samego Boga: „Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to (…) przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę (…). Zastanawiajcie się więc nad Tym, który ze strony grzeszników taką wielką wycierpiał wrogość przeciw sobie, abyście nie ustawali, złamani na duchu” (Hbr 12,2-3). „Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was” (1 P 5,7).

«« | « | 1 | » | »»
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    25 26 27 28 29 30 1
    2 3 4 5 6 7 8
    9 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    30 31 1 2 3 4 5