Nie patrz na nas! Patrz w ziemię!

„Czyn numeru 16 670 ocalił człowieczeństwo numerowi 432”. Tymi słowami Marian Kołodziej, więzień z pierwszego transportu do Auschwitz (nr 432), opisał ofiarę ojca Maksymiliana Kolbego.

Kołodziej trafił do obozu, gdy miał 19 lat, 14 czerwca 1940 r. Ocalały, po wojnie ukończył krakowską Akademię Sztuk Pięknych, ale w swojej twórczości milczał o doświadczeniach z niemieckiego obozu zagłady przez ponad pół wieku. Dopiero wylew i słowa Herberta: „Ocalałeś nie po to, żeby żyć. Masz mało czasu, trzeba dać świadectwo” stały się impulsem do wyznania obozowej traumy. Sparaliżowany, z ołówkiem przywiązanym do dłoni, przez kilkanaście lat kreślił przejmujący cykl „Klisze pamięci. Labirynty”. To wstrząsające wyznanie znajduje się obecnie w podziemiach franciszkańskiego kościoła w Harmężach koło Oświęcimia. „Milionami kresek czczę i pamiętam martwych i żywych współtowarzyszy. Obrazami odmawiam swoje za nich modlitwy (…). Mój żałobny krzyk” – zapisał Kołodziej. Na wielu pracach pojawia się osoba św. Maksymiliana.

Fenol

Ojciec Kolbe zmarł jako ostatni z 10 skazanych na śmierć głodową w bunkrze. Został dobity, wraz z trzema innymi więźniami, którzy przeżyli najdłużej, 14 sierpnia 1941 r. zastrzykiem z kwasu karbolowego, czyli fenolu. Było około godz. 12.50. Wykonawcą był Hans Bock, więzień nr 5, pełniący funkcję starszego bloku w więźniarskim szpitalu obozowym. Metoda zabijania roztworem podawanym dożylnie lub dosercowo pojawiła się w obozach w 1941 r. Początkowo stosowano wodór, wodę utlenioną, benzynę lub evipan. Konanie trwało nawet do 20 minut. Później nazistowscy zbrodniarze zaczęli używać fenolu jako najskuteczniejszej metody zabijania. Pozbawiano życia przez wstrzyknięcie substancji bezpośrednio do komory serca. Śmierć następowała po upływie blisko pół minuty. Jeżeli igła nie trafiała w serce, wtedy żrący roztwór wlewał się do płuc czy osierdzia, powodując bolesną i długą agonię. W Auschwitz stałym miejscem zabijania fenolem było pomieszczenie w bloku 20., określane jako Behandlungszimmer. W ten sposób zabijano również dzieci.

Śmiertelny zastrzyk o. Kolbe otrzymał po dwóch tygodniach konania. Rozebrany do naga, wraz z dziewięcioma pozostałymi, zamknięty w dusznej celi, na cementowej posadzce, do końca duchowo podtrzymywał skazanych. „Gdy miałem wynieść jego ciało z celi, siedział na posadzce oparty o ścianę i miał oczy otwarte. Jego ciało było czyściutkie i promieniowało. Jego twarz oblana była blaskiem. Wzrok o. Kolbe był zawsze dziwnie przenikliwy. SS-mani go znieść nie mogli i krzyczeli: »Patrz na ziemię, nie na nas!«” – wspominał Bruno Borowiec, tłumacz bloku 11., zwanego przez więźniów Blokiem Śmierci.

– Jak rozumieć to, że przeżył najdłużej? W młodości chorował na gruźlicę, zostało mu odjęte jedno płuco, w obozie był wielokrotnie bity, a w bunkrze wspierał innych, pomagał przez modlitwę. Skąd miał tyle siły, aby jeszcze spieszyć z pomocą?

Można by powiedzieć, że po ludzku to niemożliwe – mówi o. Arkadiusz Bąk OFM Conv z Centrum św. Maksymiliana w Harmężach. – Dla człowieka wierzącego nie będzie przypadkowe, że Maksymilian został zabity w przeddzień święta Maryi, której oddał całe swe życie. To jak dopełnienie. I tak też przedstawia go w swych pracach Kołodziej: trzymanego na rękach przez Maryję – pokazuje franciszkanin.

Bunkier

Ojciec Kolbe w obozie otrzymał numer 16 670. Za datę apelu, podczas którego po niemiecku wyraził wolę oddania życia w zamian za ocalenie sierżanta Franciszka Gajowniczka (nr 5659), przyjmuje się 29 lipca 1941 r. Historyk Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau Danuta Czech w pracy „Kalendarz wydarzeń w KL Auschwitz” zapisała, że 29 lipca 1941 r. pod nieobecność komendanta Rudolfa Hössa kierownik obozu Karl Fritzsch w odwecie za ucieczkę więźnia „wybrał najprawdopodobniej 10 zakładników spośród więźniów w bloku nr 14, skazując ich na śmierć głodową”.

– Dlaczego Fritzsch zgodził się na prośbę o. Maksymiliana o wymianę więźniów? Przecież mógł od razu zabić o. Kolbego lub dołączyć go do skazanych i nie przyjąć jego prośby – zauważa o. Arkadiusz. Tym bardziej że to właśnie Fritzsch sadystycznie przypominał więźniom, że z Auschwitz „nie ma innego wyjścia niż przez komin”, a „Żydzi mają prawo żyć nie dłużej niż dwa tygodnie, księża miesiąc, reszta trzy miesiące”. Jego są też słowa: „Dla nas wszyscy razem nie jesteście ludźmi, tylko kupą gnoju (…). Z prawdziwą przyjemnością przepędzimy was wszystkich przez ruszty pieców krematoryjnych. Zapomnijcie o waszych żonach, dzieciach i rodzinach, tutaj pozdychacie wszyscy jak psy”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    9 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    30 1 2 3 4 5 6