Przystanek Jezus: Nie przyszli lepsi do gorszych

"Nasza nieobecność byłaby manifestacją braku zainteresowania ludźmi, którzy tu przyjeżdżają - mówi ks. A. Draguła. - My tu musimy być, by zaświadczyć, że ci ludzie nas interesują. Młodzież przyjeżdżająca na "Przystanek Woodstock" w pewnym sensie miałaby nawet prawo mieć do nas żal, gdyby nas zabrakło".

Woodstock stał się platformą do demonstrowania swoich wartości, powstał swoisty wolny rynek i - jak mówi ks. A. Draguła - na tym rynku także my musimy być. "Nasza nieobecność tu byłaby poważnym błędem" - dodaje.

Sobota, 11 sierpnia, "Przystanek Woodstock" w pełni. Tylko wszystko jakby przygaszone w porównaniu z tym, co można było zobaczyć podczas poprzedniej edycji imprezy. Życie w Żarach toczy się jakby ospale, bezdusznie, brakuje atmosfery "uniesienia", która panowała przed dwoma laty.
Wystarczy jedno spojrzenie na pole namiotowe i od razu staje się jasne, że do Żar przyjechało o połowę mniej uczestników niż w 1999 r. Śmieszne wydają się doniesienia o dwustu, trzystu tysiącach, chociaż niektórzy dziennikarze bez namysłu podają tę liczbę. Propaganda sukcesu za wszelką cenę?

Zdecydowanie mniej niż przed dwoma laty jest kramików, na których można kupić różne gadżety. Widocznie na "Woodstocku" nie robi się dobrych interesów, bo alejka stoisk, która niegdyś ciągnęła się daleko w głąb pola, teraz ma zaledwie kilkadziesiąt metrów. Można za to kupić okolicznościowe kartki. Ale i to nie idzie najlepiej, a koszulki z napisami w stylu "Woodstock 2001" cieszą się "zerowym" zainteresowaniem.

Kultowa impreza, kultowy napój
Za to wprost "kultowym" towarem jest piwo, i ci, którzy na nie postawili, zrobili dobry interes. Domków, na kilka dni przeobrażonych w sklepy, których ofertę stanowi jeden gatunek piwa nie brakuje. Co rusz można zobaczyć strzałkę z napisem: "Tanie piwo - 50 m". I nie jest ważne, że trzeba będzie przejść nawet 250 m - "jak już zaczną szukać, to nie zrezygnują" - mówi z uśmiechem młody chłopak, handlujący w przedsionku swojego domu. Obok stoi kilku młodych ludzi, z których jeden chwali się, jak sprzedawał trawkę obok policyjnego radiowozu i żaden z funkcjonariuszy nie zauważył, co się dzieje pod ich nosem. Policja nawet nie próbuje egzekwować zakazu spożywania alkoholu w miejscach publicznych.
Mizerne jest też zainteresowanie mediów. Nie ma co się dziwić, trudno wywęszyć sensację, bo tegoroczny "Przystanek Jezus" - punkt zapalny ostatniego festiwalu - ma zdecydowanie inną formułę. Przed dwoma laty, mimo że to była kompletna bzdura, wszyscy z zacięciem pisali o konfrontacji z "Woodstockiem". W tym roku nie ma tematu, bo kto chce pisać o grupie ludzi, którzy modlą się na polu namiotowym. Paradoksalnie przy okazji i "Przystanek Woodstock" staje się mniej atrakcyjnym tematem.

Są tu od tygodnia
Poniedziałek, 6 sierpnia, do rozpoczęcia "Przystanku Woodstock" w Żarach pozostało jeszcze kilka dni. Do ośrodka rekolekcyjnego w oddalonych o kilka kilometrów Kunicach przybywają pierwsi uczestnicy "Przystanku Jezus". Wraz z biskupem Edwardem Dajczakiem przez kilka dni uczestniczą w rekolekcjach. Ksiądz Biskup bardzo wyraźnie podkreśla, że najistotniejsza w tym wszystkim nie jest ewangelizacja, ale proste dzielenie się doświadczeniem Bożej Miłości.
W środę "ci od Jezusa" - jak często mówią się o nich na polu namiotowym - przenoszą się do Żar, na plac, gdzie odbywa się impreza. W kaplicy Matki Bożej Różańcowej, w centrum Żar, rozpoczyna się nieustająca adoracja Najświętszego Sakramentu, w której, jak się potem okaże, będą uczestniczyli nie tylko ludzie z "Przystanku Jezus", ale także wielu mieszkańców miejscowości.
Aby uniknąć oskarżeń o nachalne demonstrowanie swojej obecności, małymi grupkami, "niezorganizowanie" przechodzą na pole namiotowe. Nie ma więc uroczystego wniesienia krzyża, chociaż został wzniesiony na polu namiotowym. Z tych samych powodów organizatorzy "Przystanku Jezus" rezygnują z Drogi Krzyżowej. Nigdzie nie widać sceny z napisem "Przystanek Jezus". Poza spotykanymi co rusz ludźmi w białych koszulkach z napisem "Bóg jest", trudno dopatrzyć się wyraźnych odznak ich obecności. Nie ma nawet bazy w szkole położonej obok placu, gdzie odbywa się "Woodstock". Nie ma także koncertów organizowanych w pobliżu pola.
"Tak właśnie miało być - tłumaczy ks. Andrzej Draguła, rzecznik prasowy. - Zrezygnowaliśmy z całej widowiskowej formy ewangelizacji z dwóch powodów. Chcieliśmy uniknąć wszystkiego, co by miało chociaż posmak konfrontacji czy konkurencji z Przystankiem Woodstock". Drugi powód ma głębsze, teologiczne uzasadnienie. "Doszliśmy do wniosku - mówi ks. Draguła - że powinniśmy skoncentrować się na ewangelizacji poprzez środki ubogie, czyli po prostu przez obecność. Taka postawa jest najprawdziwsza, najbardziej autentyczna, nie ma w tym żadnego huku, szumu, nie ma ani odrobiny "blichtru". Nie skupiamy się na opakowaniu, ale staramy się przekazywać treść".

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10