Bezradność mocnych

Niby człowiek tak wiele może. A okazuje się, ze nie potrafi poradzić nawet na to, co jest w zasięgu jego możliwości.

Dziś Światowy Dzień Modlitw o Ochronę Stworzenia. Tak zdecydował papież Franciszek. Czy w dobie katastrof humanitarnych coś takiego w ogóle jest potrzebne? Czy nie na człowieku powinniśmy się koncentrować, sprawę ochrony przyrody zostawiając na lepsze czasy? 

Daleki jestem od głoszenia pokrętnych tez w stylu, że szacunek dla przyrody uczy szacunku do człowieka. Ale że jednak powinniśmy baczniejszą uwagę zwrócić na ochronę naturalnego środowiska, jestem przekonany. Ot, sprawa najbardziej podstawowa: powietrze. Tego nie widać z perspektywy miasta. Kiedy w niżowe dni dusimy się w smogu może się nam wydawać,  że wokół nas są zielone płuca i wystarczy trochę wiatru, by znów było dobrze. Jak się spojrzy z góry – z okien samolotu – widać, że takich zielonych płuc, które pozwoliły oddychać pełną piersią,  właściwie już nie ma. Przynajmniej nie w Europie. Wszędzie ludzkie osiedla. A więc też samochody, kominy i wszystko inne. Jeśli nie nauczymy się rozsądnie korzystać z przyrody naprawdę może nam jej zasobów w końcu zabraknąć. Tych najważniejszych – w miarę czystych powietrza i wody – też.  I choć ważniejsze wydają się dziś problemy humanitarne, sprawy rozsądnego korzystania ze środowiska zwyczajnie nie możemy sobie odpuścić. Przecież zamknięcie oczu nie sprawi, że problem zniknie. 

Chciałbym jednak przy okazji zwrócić uwagę, że ochrona środowiska to ostatnio także temat... ekumeniczny. Tak tak, duchowy przywódca prawosławia, patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I od lat przywiązuje do tej kwestii wielką wagę. Bywa nawet nazywany „zielonym” patriarchą. Wspólne inicjatywy w tej dziedzinie  na pewno nasz Kościoły zbliżają. I właśnie wspólnie – w Rzymie i w Stambule (Konstantynopolu) ten dzień obchodzimy. A w Stambule obradują akurat przedstawiciele Kościołów prawosławnych, przygotowujący mający się rozpocząć wiosną przyszłego roku wszechprawosławny sobór...

Nie przeceniałbym wartości wspólnych obchodów dla odbudowania jedności między naszymi Kościołami. Przyszły panprawosławny sobór będzie jednak miał dla niej zapewne znaczenie kluczowe. Tak dobrze zapowiadający się dialog teologiczny między naszymi Kościołami, w którym postanowiono w końcu poruszyć sprawy najtrudniejsze – w tym kwestię rozumienia prymatu papieskiego – ugrzązł wskutek wewnątrzparwosławnych sporów po Rawennie w 2007 roku. Przypominam, przedstawiciele Patriarchatu Moskiewskiego opuścili wtedy obrady katolicko-prawosławnej komisji teologicznej na znak protestu wobec obecności na spotkaniu po stronie prawosławnej przedstawicieli nieuznawanego przez Moskwę prawosławnego Kościoła estońskiego. A później odrzucili też przyjęte bez ich udziału ustalenia. Konsensus po stronie prawosławnej jawi się więc jako warunek sine qua non przyszłej jedności.

Optymizm? W żadnym razie. Choć przyszły sobór zajmie się między innymi sprawami uznawania autokefalii (samodzielności) pretendujących do tego Kościołów, mało prawdopodobne, by Moskwa przyjęła rozwiązania, które ograniczyłyby jej prerogatywy w tym względzie. A bez jej zgody żadne nowe prawo  nie może zostać przyjęte, gdyż zdecydowano, że wszystkie soborowe decyzje będą wymagały akceptacji przedstawicieli wszystkich obecnych na soborze Kościołów prawosławnych. Zresztą wskutek nacisków Moskwy, która wcześniej optowała za uzależnieniem liczby soborowych głosów od liczebności danego Kościoła, co dawało jej zdecydowaną przewagę nad pozostałymi. Czy w takich okolicznościach prawosławni wypracują jakieś zadowalający wszystkich kompromis? Cóż, historia uczy, że sobory często generowały nowe podziały. Na zadowolonych i niezadowolonych ze zmian. Starokatolicy  po soborze Watykańskim I, lefebryści po Watykańskim II o czasach starożytnych już nie wspominając...

A przecież do odbudowania jedności między nami a prawosławnymi trzeba jeszcze teologicznych ustaleń w owej już raz przez Moskwę odrzuconej materii. Nie, o ile wszystko pójdzie tymi co dotychczas drogami, perspektywa jedności wydaje się jednak bardzo odległa. Od wzajemnego zniesienia anatem, które można było niegdyś przyjmować jako powód zaistnienia podziału, minęło już pięćdziesiąt lat. Jeśli mimo to do dziś, choć nazywamy się Kościołami siostrzanymi, nie w pełni odbudowaliśmy jedności... No co można o tym myśleć? 

Tak, wyraźnie ponad Ewangelię postawiliśmy nasze prawa, obyczaje i przyzwyczajenia. Pewnie to samo też powoduje, iż mimo ciągłego gadanie o potrzebie ochrony środowiska tak niewiele (prócz czasem absurdalnych przepisów) udało się przez lata w tej kwestii osiągnąć. Niby człowiek tak wiele może. A tu okazuje się, ze nie potrafi poradzić na to, co przecież jest w zasięgu jego  możliwości. Prawdzie niemocni mocni. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9