Jedna noc wszystko zmieniła

– To nie jest tak, że się „nawróciłem” i już. To się cały czas dzieje, to jest ciągła droga, ale towarzyszy jej takie wrażenie, jakby się wróciło do domu – mówi Robert.

Małgorzata i Robert Piotrowscy są małżeństwem od siedmiu lat i mają troje dzieci: Julkę (10 lat), Kajtka (2 lata) i dwumiesięczną Anię. Żona jest księgową, mąż prowadzi firmę meblową. Poznali się na zamku w Łagowie Lubuskim, pokochali i założyli rodzinę. Do sakramentu małżeństwa musieli jednak dojrzeć i przełamać stojące na ich drodze bariery, dlatego pobrali się po kilku latach życia w tzw. wolnym związku.

– Oboje mieliśmy sakramenty, chrzest i Komunię świętą, i oboje wychowywaliśmy się bez ojców. Nasze relacje z Panem Bogiem były nie najlepsze. Byłem nawet ministrantem, ale później przestałem chodzić do kościoła. Nie rozumiałem wielu rzeczy, nikt mi tego nie potrafił wyjaśnić, dlatego nie odczuwałem żadnej duchowości. Szukałem swojej drogi, wypełnienia pustki w różnych nieciekawych miejscach. Próbowałem m.in. bioenergii, jeździłem na różne kursy, zacząłem się interesować tarotem… – mówi Robert. – Ja wychowywałam się w rodzinie, gdzie było dziewięcioro dzieci. Byłam najstarsza. Brak ojca wypełniałam sobie chodzeniem do kościoła, jeździłam też na oazy i to mi pomagało. Kiedy poznałam Roberta, przestałam praktykować, bo tak było mi wygodnie – dodaje Małgorzata.

Kiedy pękła skorupa

Małgorzata i Robert trwali w wolnym związku, prowadzili dobre pod względem materialnym życie, pojawiło się też pierwsze dziecko. – Kiedy Robert wtajemniczył się w kwestie związane z piramidami Horusa i tarotem, to przyszedł taki moment, że poczułam, że muszę coś z tym zrobić. Nawiązałam kontakt ze znajomym ks. Pawłem Skolasińskim, misjonarzem w Malawi. Akurat przyjechał na urlop do Polski. Nasza trzyletnia Julia nie była ochrzczona, my nie mieliśmy ślubu, chciałam to zmienić – wyznaje Małgorzata. Małgorzata planowała chrzest Julii bez wiedzy Roberta. – Kiedy się o tym dowiedziałem, wściekłem się, że Gosia robi coś za moimi plecami. Pamiętam, że był późny wieczór, kiedy wróciłem zmęczony z pracy i usłyszałem, jak Gosia rozmawia przez telefon z księdzem. Wyrwałem jej telefon i nakrzyczałem na księdza, bo nie byłem przeciwnym samemu chrztowi, ale działaniom poza mną – wspomina Robert. – Kiedy wykrzyczałem swoją złość, ksiądz zaproponował rozmowę, chociaż wyjeżdżał rano na Litwę, do Ostrej Bramy. Była 22.30. Ja byłem w Świebodzinie, on w Witnicy koło Gorzowa Wlkp. Wsiadłem w samochód i pojechałem tam – opowiada.

Rozmawiali kilka godzin. Efekt był taki, że Małgorzata i Robert nie tylko ochrzcili dziecko, ale wzięli też ślub kościelny. – Kiedy wychodziłem od księdza nad ranem, po kilkugodzinnej rozmowie, on mnie pobłogosławił. Znak krzyża, który uczynił na moim czole zupełnie mnie powalił. Cała moja agresja odeszła. Wydawałoby się: zwykły gest, a we mnie dużo zmienił. To było uderzenie w skorupę, która pękła, ale się jeszcze nie rozsypała – wyznaje Robert. Ślub zorganizowali w dwa tygodnie, bo chcieli, by udzielił im go ks. Paweł Skolasiński. Pobrali się w Rokitnie.

– Przed całą tą sytuacją z chrztem, ślubem i rozmową Roberta z ks. Pawłem 15 sierpnia pojechałam do Rokitna, bo poczułam ogromną potrzebę bycia właśnie tam. Pytałam wtedy Jezusa, co mam robić, jak żyć. Tam się przełamałam i otrzymałam ogromne wsparcie od Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej. Były łzy, lament, wzruszenie… To było dla mnie ogromne przeżycie duchowe. Spotkałam żywego Boga, czułam wtedy taką pogodę ducha, spokój i radość. Właśnie dlatego wybraliśmy Rokitno na miejsce naszego ślubu – tłumaczy Małgorzata. – Kiedy braliśmy ślub, w pewnym momencie do kościoła wpadł promień słoneczny, który świecił tylko na nas – to było wyjątkowe. A wesele mieliśmy oczywiście na zamku w Łagowie, tam, gdzie się poznaliśmy – dodaje Robert.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • sasanka
    18.04.2015 23:06
    Niestety to kolejny przykład, że życie oazowe w młodości niewiele wnosi do późniejszego życia. Nie wiem czemu tak jest i jest to straszne ale jak czytam, to robi mi się smutno, z tą formacją oazową jest coś nie tak, nie wpływa ona na ludzi tak jak powinna niestety.................
  • Bezimienny
    19.04.2015 10:29
    Bezimienny
    Sasanka, zależy do czyjego życia... A jeśli już narzekasz na braki jakiejś formacji, to ponarzekaj też na Jezusa. Piotr i prawie wszyscy uczniowie Go opuścili, a Judasz zdradził.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9