Gdy ks. Edward Gorczaty rozpoczynał pracę w Tanzanii, w całej diecezji były tylko trzy telefony. Dziś wiele się zmieniło, ale tutejsza kultura wciąż zaskakuje przybyszów. W maju misjonarz przyjedzie do Piekar z biskupem Michaelem Msonganzila, Tanzańczykiem.
Wtedy nie mówiło się, ile kilometrów mamy do przejechania, lecz ile czasu nam to zajmie. Dzień, dwa? A i tak nie było pewne, czy dojedziemy... – swoją opowieść o życiu w Tanzanii ks. Edward Gorczaty rozpoczyna bez zbędnych wstępów. Afryka wiele upraszcza. Sposób bycia, relacje międzyludzkie. A od „wtedy” minęły już 42 lata! Do Polski przyjeżdża co jakiś czas, by opowiedzieć o misjach. Sam wrósł w kulturę suahili. Przesiąknął zapachem czerwonej ziemi. Jakoś leci. „Pole pole”, czyli powoli, powoli, jak mówią. Malaria? Właśnie była kolejna. Człowiek się przyzwyczaja…
Bytom, Butiama, Pszów...
Poniedziałek. Granicę kenijsko-tanzanijską przekraczam pieszo. W jeepie już czeka o. Maciek Braun, zmartwychwstaniec. Zanim trafił do Tanzanii, był duszpasterzem młodzieży w parafii Wniebowstąpienia Pańskiego w Bytomiu.
No a potem wylądował w Butiamie, skąd pochodził pierwszy prezydent ówczesnej Tanganiki, Julius Nyerere. Maciek o Ojcu Narodu opowiada wiele. Poświęcił mu rozdział „Wambury” – jednej ze swoich czterech książek. Pół roku temu objął nową parafię, we wsi Buhemba. To dopiero początki, ma trochę „hecy” z czarownikami. Przytacza zabawne historie. Niestety, zdarzają się też poważne przypadki. Bo jak czary, to i morderstwa rytualne. Zwłaszcza w rejonie Buhemby, gdzie ludzie, szukając złota, są przekonani o potrzebie krwawych ofiar. – Takich przypadków jest tu wiele. A ci ludzie to często też chrześcijanie. W niedzielę idą do kościoła, a w potrzebie – do czarownika – mówi o. Maciek. We wtorek rzuca: „Jedziemy do Edka”. Ks. Edward Gorczaty był pierwszym misjonarzem diecezji katowickiej, który pojechał do Tanzanii na początku lat 70. Pochodzi z parafii Wszystkich Świętych w Mysłowicach-Dziećkowicach. Misjonarza odwiedzamy w Makoko, szkole suahili, którą prowadzi na porośniętych bujną roślinnością obrzeżach Musomy nad Jeziorem Wiktorii. Jest dobrym znawcą kultury i historii szczepów, wśród których pracuje. – Przyjechaliśmy tu razem z ks. Marianem. W całej diecezji były wtedy tylko trzy telefony: u biskupa, na misji w Karime i w Mpundzie – mówi.
Kiedy tutaj przybyli, na terenie działali amerykańscy misjonarze ze zgromadzenia Maryknoll. – Dali wiele pieniędzy i – chcąc, nie chcąc – nauczyli ludzi złych przyzwyczajeń, że misjonarze wszystko dają. A ludzie powinni wziąć sprawy w swoje ręce – uważa Maciek. „Maryknolle” w 1964 r. założyli w Musomie szkołę suahili. Jej dyrektorem jest obecnie ks. Edward. – Wcześniej pracowałem cały czas na parafiach. A gdy w 2000 r. „Maryknolle” przekazali nam szkołę, to sobie o mnie przypomnieli. Mówili, że biorą mnie na rok z parafii. No i ten rok jeszcze się nie skończył – śmieje się misjonarz. Wylicza biskupów Musomy, z którymi pracował. Było ich raptem czterech, bo diecezja jest dość młoda. – Najpierw był bp John Rudin, Amerykanin, potem bp Antony Mayala, z którym byłem w Pszowie i w Piekarach. Następnie bp Justin Samba, no i teraz jest Michał. Michał, czyli bp Michael George Mabuga Msonganzila, w Musomie jest od 7 lat. Wcześniej pasterzował w położonej nad Wiktorią malowniczej Mwanzie, którą miejscowi nazywają „miastem na skale”.
Z biskupem Michałem spotykamy się ot tak, wpadając doń po drodze. Pogodny starszy pan w szykownej afrykańskiej koszuli i z krzyżem z koralików na szyi. W maju razem z ks. Edwardem przyjedzie do Piekar. Opowie pielgrzymom o tanzańskim Kościele.
Językowe lapsusy
Suahili w trzy, cztery miesiące. Dla kogo? – Dla każdego, kto chce – mówi ksiądz Edward i twierdzi, że w tym czasie można nauczyć się języka. – Jeśli student pracuje z nami, podąża naszą metodą, opanuje podstawy suahili. Wspomina, że gdy sam się uczył, też mieli tylko trzy miesiące kursu. – Po tym czasie proboszcz przyjechał i po prostu powiedział: „Przygotuj sobie kazanie”. No i nie było innej możliwości.
W szkole prowadzonej przez ks. Edwarda w ciągu roku są prowadzone dwa kursy podstawowe: od stycznia do maja i od sierpnia do grudnia. Każdy trwa 16 tygodni. – Ojcowie Maryknoll w całej historii zgromadzenia założyli dwie szkoły. Jedną w Cochabamba w Boliwii, gdzie uczą hiszpańskiego, no i naszą – suahili w Musomie. Najpierw szkół potrzebowali dla siebie, bo zgromadzenie miało początkowo wielu misjonarzy. Z czasem jednak zaczęło ich ubywać, więc otwierali się na innych. – I tak to się „ekumenicznie” rozwijało, że teraz jest taka międzynarodówka – żartuje ks. Edward.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
W Australii dzieci przystępują do bierzmowania przed pierwszą komunią.
Dla lokalnych chrześcijan kluczowym problemem jest dziś przetrwanie pod względem finansowym.
Przed egzaminem dojrzałość co czwarty maturzysta pielgrzymował na Jasną Górę.
Jedynym rozsądnym wyjściem w sytuacji zagrożenia kraju jest przebaczenie i pojednanie.