Miód na rany

Dla niej nie ma ran, które nie mogłyby się zasklepić. Jako mała dziewczynka marzyła, aby zostać chłopcem. Teraz doradza, jak sięgnąć po kobiecość pełną życiodajnej siły, wolności i piękna.

Na tę chorobę zapadają zarówno singielki, jak i dziewczyny w związkach. Brzydkie kaczątka oraz oszałamiające piękności. Zależność od spojrzeń innych ludzi, która sprawia, że człowiek szuka miłości i akceptacji z determinacją narkomana na głodzie. Uzależnienie, z którym nie poradzi sobie najbardziej rygorystyczny detoks. Bo nie pomoże tu odgrodzenie się od ludzi. Potrzeba działania od wewnątrz, na poziomie serca. – Trzeba przyjąć miłość Boga. Jeśli tego najpierw nie zrobimy, to przez całe życie będziemy żebrać o miłość innych ludzi i w ten sposób będziemy od nich nieustannie zależne – mówi Francuzka Beatrice Dufour. Przerobiła to na własnej skórze. W czasie rekolekcji, które prowadzi od 20 lat, również w Polsce, mówi o wielu niespodziewanych zwrotach akcji, których sama doświadczyła.

Słowo ma moc

Mama Beatrice bardzo chciała mieć syna. Gdy Beatrice urodziła się jako piąta córka, nie było zachwytu. Mama nie interesowała się nią. Do tego stopnia, że trzymiesięczne niemowlę zaczęło tracić na wadze. – To doświadczenie zakodowało się w mojej psychice na całe życie. Żeby sprawić przyjemność mamie, robiłam wszystko, żeby stać się chłopcem. Prosiłam nawet o samochodziki pod choinkę, żeby tylko mama była zadowolona – wspomina Beatrice.

Gdy wyszła za mąż, sama została mamą. Urodziła pierwsze dziecko. Po dwóch latach kolejny test ciążowy i pozytywny wynik. Totalne szczęście i… łzy, gdy okazało się, że to ciąża pozamaciczna. Słowa lekarza o krwotoku wewnętrznym i potrzebie natychmiastowej operacji docierały jak przez mgłę. Tuż przed rozpoczęciem zabiegu powiedział: „Nie będzie mogła mieć już pani dzieci”.

– Słowa lekarza zabrzmiały dla mnie jak wyrok. Próbowaliśmy różnych metod leczenia. Wszystko na próżno – mówi. Przyznaje, że w tym czasie razem z mężem szukali szczęścia poza Kościołem. Chociażby w astrologii. Teraz mówią zdecydowanie, że były to ślepe uliczki. Pewnego wieczoru mąż Beatrice powiedział: „Prawda jest w Ewangelii”. Odpowiedziała: „Tak, ale jakoś nie widać, żeby ludzie nią żyli, więc gdzie ją znaleźć?”. Wieczorem otworzyła zakurzoną książkę z czytaniami na każdy dzień. Mąż zajrzał przez ramię i zaczął czytać na głos Ewangelię z tego dnia. – To był fragment o zwiastowaniu, gdzie jest mowa o Elżbiecie, którą nazywano niepłodną. Powtórzyłam za mężem słowa: „I niech mi się stanie według twego słowa”, zgasiłam światło i poszłam spać.

W nocy Beatrice obudził silny ból brzucha. Gdy wstała rano, zdała sobie sprawę, że zdarzyło się to, na co już dawno przestała liczyć. Po 10 latach wrócił okres. Nie wierzyła. Totalna radość. Była pewna, że to Boża interwencja. Nieśmiało zastanawiała się, czy może za 9 miesięcy urodzi im się kolejne dziecko. Następne miesiące pokazywały jednak coś zupełnie innego. Nieregularne cykle, terapia hormonalna, brak owulacji. I ciągłe podawanie w wątpliwość tego, czy Bóg się o nią troszczy. Dlaczego dał uzdrowienie, a nie doprowadza sprawy do końca? O co tu chodzi? – Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że On przecież chciał uzdrowić nie tylko moje ciało, ale przede wszystkim moje wnętrze – mówi z perspektywy lat.

On jest tylko Miłosierdziem

W 1980 r. kilku znajomych zaproponowało Beatrice i jej mężowi wyjazd do Paray-le Monial, miasta Serca Jezusa. Jedną z konferencji głosił o. Daniel Ange. W ostatnim dniu wiele osób podeszło do sceny i dzieliło się świadectwami uzdrowień fizycznych i duchowych. Beatrice słuchała tego, a w jej głowie aż kotłowało się: „Bóg interesuje się wszystkimi, tylko nie mną. Nie zależy Mu na mnie. Nie ma we mnie nic, co mogłoby Mu się podobać”. Nagle przypomniała sobie słowa o. Ange: „Wszyscy jesteśmy jednym ciałem. Jeśli jedna część zostanie uzdrowiona, to całe ciało jest odnawiane”. I zmiana o 180 stopni. – Skoro tak, to zamiast zazdrościć, będę dziękować za te wszystkie uzdrowienia, o których mówią ludzie – pomyślała Beatrice. I zaczęła się modlić: „Jeśli chcesz coś dla mnie zrobić, to pokaż mi mój grzech”. Czuła, że to jej słaby punkt. Chodziła do kościoła, ale pojęcie grzechu było jej zupełnie obce. W czasie porannej konferencji wiele osób mówiło, że gdy uświadomiły sobie, co było złem w ich życiu, doświadczyły uzdrowienia. Następnego dnia w czasie Mszy kapłan mówił o „instrukcji obsługi”, którą daje nam Bóg. „On mówi: przyjdźcie do Mnie, patrzcie na Mnie, bo Ja jestem źródłem uzdrowienia i życia”. Mówił o strumieniach wody wypływających z serca Jezusa. Zachęcał, aby ludzie nie patrzyli rozproszeni na scenę, ale skupili się na Jezusie. I właśnie wtedy Beatrice doświadczyła totalnego przełomu.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9