O pięknie liturgii i radosnym głoszeniu Ewangelii z biskupem nominatem ks. dr. hab. Rudolfem Pierskałą rozmawia Andrzej Kerner.
Andrzej Kerner: Czy Ksiądz Biskup może wytłumaczyć, jak to się stało, że Ksiądz – znany jako miłośnik pszczół i miodu – dostał nominację na biskupa pomocniczego w Opolu w dniu św. Ambrożego (7 grudnia), patrona pszczelarzy?
Ks. dr hab. Rudolf Pierskała: Opatrzność Boża sprawiła, że zostałem wezwany do Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie, a nuncjusz oznajmił mi wolę ojca świętego Franciszka o nominacji na biskupa pomocniczego w Opolu. Ogłoszenie nominacji przewidziano na sobotę 7 grudnia. Wtedy jeszcze nie skojarzyłem, że to dzień wspomnienia św. Ambrożego. Ja tej daty nie ustalałem. (śmiech) Ale modlitwę tego dnia: „Wzbudź w swoim Kościele biskupów według Twojego serca, aby nim rządzili mężnie i roztropnie” odbieram wprost jako modlitwę za siebie. Również Ewangelię tego dnia ze słowami Chrystusa: „Żniwo wielkie, ale robotników mało”, „Idźcie i głoście królestwo Boże”, „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie” – odczytuję jako osobiste wezwanie Pana do biskupiej posługi.
Czy miał Ksiądz Biskup moment zawahania: a może nie przyjąć tej propozycji?
W drodze do Warszawy towarzyszyły mi słowa, które Pan Jezus powiedział do apostołów: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem”. Budziłem w sobie wiarę tym tekstem, a także modlitwą: „Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serce moje według serca Twego”. Nie obyło się bez wątpliwości, pytań i obaw. Droga do Warszawy i noc ją poprzedzająca to był czas modlitwy i rozważania. Z jednej strony człowiek przecież zna siebie, swoje możliwości, słabości i grzechy, a z drugiej nie może lekceważyć znaków Bożej woli. Dlatego decyzję o nominacji przyjmowałem na poziomie wiary, a nie czysto ludzkich kalkulacji. Wierzę, że jeżeli Pan Bóg czegoś od nas chce, to też daje łaskę. Z jakimkolwiek zadaniem: ojca, matki, męża, księdza, biskupa – przychodzi łaska stanu. Jeżeli z wiarą przyjmuje się zadania, to nawet rzeczy, które wydawały się niewykonalne, cudownie stają się możliwe. Tak to widzę, taką wiarę chcę w sobie budzić i proszę wszystkich o modlitwę, żeby w wierze trwać i ją umacniać. Pan Jezus jest z nami. On nas nie zostawił i mówi nam: „Ufajcie, Jam zwyciężył świat”. Zaufanie i zdanie się na Niego to jest wiara. Pan Jezus zatroszczy się o swoje owce. A biskup też jest w tej trzodzie Bożej owcą Pana Jezusa, choć ta owca ma prowadzić inne.
Papież Franciszek mówi, że pasterz ma niekiedy iść z tyłu, patrzeć, gdzie idą owce…
Ta myśl nie jest nowa. Od dawna znane jest określenie sensus Ecclesiae – myślenie kościelne, zmysł kościelny. Ono jest w Ludzie Bożym, w ludziach, którzy wierzą. Oni też wypowiadają swoje rozumienie wiary i trzeba ich wysłuchać. Pan Jezus przemawia w różny sposób, także głosem wiernych. Pasterz powinien słuchać tego głosu. Wyobraźmy sobie sytuację, że nowy proboszcz w ogóle nie słucha swoich parafian i robi wszystko po swojemu. To wcześniej czy później musi zrodzić napięcie. Parafianie żyli w tej konkretnej rzeczywistości, zanim przybył ten proboszcz. Sam Pan Jezus był tam już przed proboszczem i będzie po nim. Podoba mi się określenie, że kapłan czy biskup to most, który łączy człowieka z Bogiem, ziemię z niebem. Czy pasterz jest młody, czy ma 90 lat, czy most skrzypi, trzeszczy i nie wygląda dobrze – to nie ma znaczenia. Ważne, że ten most przeprowadzi człowieka do Boga. Oczywiście takim mostem są także rodzice dla dzieci, a bywa, że dzieci dla rodziców, mąż dla żony czy żona dla męża. Wszyscy przez chrzest mamy udział w kapłaństwie wspólnym Chrystusa.
Czy Ksiądz Biskup będzie zajmował się jakimiś specjalnymi, wyznaczonymi sprawami diecezji?
Jestem biskupem pomocniczym, a zatem moim zadaniem będzie wspieranie biskupa opolskiego i realizacja tych zadań, które mi wyznaczy w Kościele opolskim. Są to przede wszystkim zadania duszpasterskie: głoszenie słowa Bożego, sprawowanie sakramentów i posługa miłości. Jak konkretnie przyjdzie mi realizować te zadania, dowiem się w swoim czasie.
Jako swoją dewizę – nawiązując do sławnej już adhortacji papieża Franciszka – Ksiądz Biskup obrał słowa: „Głosić radość Ewangelii”. Jakie wątki w nauczaniu papieża są Księdzu Biskupowi najbliższe?
Papież Franciszek radośnie głosi Ewangelię. Tytuł tej adhortacji oddaje jego postawę, styl pracy apostolskiej i kierowania Kościołem. Gdziekolwiek go widzimy i słyszymy – czujemy wiele emocji, radosnego patrzenia na rzeczywistość Kościoła i piękno człowieka. Nie ma w jego przepowiadaniu narzekania, biadolenia. Ewangelia jest w jego ustach rzeczywiście dobrą nowiną. Od czasu wyboru media ciągle go pokazują, przywołują jego słowa i gesty: uśmiech, otwarcie na ludzi. Swoją radosną postawą, która wynika przecież z wiary w moc Pana Jezusa i Ewangelii, papież pociąga za sobą ludzi świeckich, biskupów i księży, stając się dla nas – także dla mnie jako biskupa – niedościgłym wzorem.
Czy Ksiądz Biskup jako liturgista widzi w naszej diecezji kwestie, które wymagają uporządkowania?
Liturgia – ponieważ jest żywa – zawsze wymaga pewnego odnawiania, pielęgnowania i porządkowania. Za jej sprawowaniem stoją konkretni ludzie – pasterze i wierni. Tymczasem mentalność współczesnego człowieka jest subiektywno-kreatywna. Wielu chce jakoś zaistnieć, także w liturgii. Ksiądz, wierni też czasem chcą kreować coś nowego. Dlatego ważna jest wiedza liturgiczna i umiłowanie liturgii, którymi pragnę nadal się dzielić. Jeżeli Kościół ustalił jakiś porządek w księgach liturgicznych, to przecież ma w tym pewien zamysł.
Kształtowanie liturgii według własnego uznania w konsekwencji oznacza jej banalizowanie. Błogosławiony Jan Paweł II pięknie napisał w adhortacji „Ecclesia de Eucharistia”, że troska i podporządkowanie się przepisom liturgicznym dotyczącym Eucharystii jest pięknym znakiem miłości do Kościoła. Tymczasem wydaje się, że w Kościele na zachodzie Europy kreatywność i subiektywność w dziedzinie liturgii poszły zbyt daleko. I co się okazało? Czy jest więcej wiernych? Nie. Ludzie potrzebują spotkania z Panem Jezusem, a nie z subiektywnym wytworem wyobraźni czy „natchnienia” celebransa. Banalne teatrzyki nie smakują, prędzej czy później się znudzą. Widzę wyraźnie i mocno potrzebę formacji liturgicznej, mistagogii liturgii, czyli odsłonięcia i odkrycia głębokiego znaczenia znaków liturgicznych i tekstów.
Z tym wiążą się także pewne kwestie dotyczące kształtowania wnętrza kościołów, na przykład przywrócenia właściwego sensu chrzcielnicy. Przecież to nad nią powinno się chrzcić, a nie gdzieś obok. Albo zrozumienie głębokiej symboliki paschału – powinien być woskowy, a nie olejowy. Jest bowiem znakiem, którego materii nie można zmieniać. I jeszcze na przykład sprawa wyróżnienia i ustawienia ołtarza, który jest miejscem uczty i jednocześnie Ofiary. Nie możemy traktować go jak stołu, na którym wszystko można położyć. Pasterz, który źle sprawuje liturgię, wykrzywia pobożność wiernych i bierze za to odpowiedzialność. Zdrowe tradycje trzeba pielęgnować i oczyszczać. A nowe muszą być weryfikowane Ewangelią. Widzę w tym ogromne pole dla pracy formacyjnej.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
W Australii dzieci przystępują do bierzmowania przed pierwszą komunią.
Dla lokalnych chrześcijan kluczowym problemem jest dziś przetrwanie pod względem finansowym.
Przed egzaminem dojrzałość co czwarty maturzysta pielgrzymował na Jasną Górę.
Jedynym rozsądnym wyjściem w sytuacji zagrożenia kraju jest przebaczenie i pojednanie.