Moje trzy grosze

O statystykach, różańcu i Roku Wiary.

Media „urabiają” widzów i czytelników czy też widzowie i czytelnicy „urabiają” media? Zazwyczaj wskazuje się na pierwsze. Od pewnego czasu mam coraz więcej wątpliwości, a ich apogeum przeżyłem w ub. tygodniu. Wszystko za sprawą statystyk. Rzadko tam zaglądam, ale coś mnie podkusiło. I co? Tekst nie wpisujący się w tak zwane gorące tematy znalazłem na przedostatnim miejscu listy. Wniosek można było wyciągnąć prosty. Napisałeś kiepski komentarz, więc czemu się dziwisz. Problem w tym, że podobny los spotyka wiele tekstów, komentarzy i newsów, mówiących o bardzo ważnych dla Kościoła i lokalnych społeczności sprawach. Ważnych, chociaż nie wpisujących się w obowiązujący trend. Tylko kto owe trendy wyznacza? Napiszę tylko, że od pewnego czasu nie dziwię się wydawcom i zapatrzonym w statystyki dyżurnym dziennikarzom. Co mają robić, gdy spada oglądalność? Dają to, co odbiorca chce widzieć i czytać. Bo od tego zależy ich być czy nie być. Wniosek jest prosty. To nie media decydują jaki produkt ma otrzymać odbiorca. To ostatni decyduje co ma się pojawić na ekranie telewizora bądź komputera. O braku możliwości wyboru mówić nie można.

Pozostając przy statystykach. W najbliższą niedzielę policzymy tak zwanych dominicantes, czyli uczestników niedzielnej Mszy świętej. Prowadzone od lat badania wskazują na przemiany, jakim podlega religijność w Polsce. Z opublikowanych przed kilkoma miesiącami wyników za rok poprzedni wynika, że nie ma jakichś bardzo niepokojących symptomów. Są wahania, ale nie aż tak wielkie. Chociaż analizując je niektórzy mówią o pełzającym kryzysie. Przy okazji tych badań warto zwrócić uwagę na innym symptom religijności. Wskazuje nań wielu duszpasterzy. Trochę podobnych do rycerzy z kresowych stanic. Wsłuchujących się w mowę stepów czy obserwujących zachowanie zwierząt i ptaków. Ów step to nabożeństwa różańcowe. Z niewielką frekwencją nawet w dużych parafiach. (Oczywiście różnie to bywa, w zależności od regionu Polski.) Jest to sygnał, którego nie można lekceważyć. Coś musiało się stać, skoro od pełnych na różańcu kościołów doszliśmy do miejsca, w którym nawet zachęty w postaci konkursów czy różańcowych cyklów są mało skuteczne. Analiza owego „coś” pewnie jeszcze długo będzie trwała. Tak samo jak wypracowanie nowego modelu duszpasterstwa.

O tym nowym modelu debatowano w ostatnich dniach podczas konferencji poświęconej przeżywaniu Roku Wiary, na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego. Ksiądz biskup Andrzej Czaja mówił jak ważna jest praca w małych grupach. W kontekście wypowiedzi księdza Grzegorza Strzelczyka, uwrażliwiającego na niebezpieczeństwo podążania za szukaniem indywidualnych przeżyć i absolutyzowania indywidualnej religijności, uświadamiamy sobie, że jest to nie tylko praca ważna, ale i trudna. Jak bardzo wiedzą ci duszpasterze, ale i świeccy animatorzy, którzy niejednokrotnie musieli zmierzyć się z oporem, gdy po rekolekcjach ewangelizacyjnych wychodzili z propozycją formacji w małych grupach. Ileż razy słyszałem tłumaczenia. Ja nie dziecko, żeby się jeszcze uczyć; po co mam mówić o swoich problemach wobec sąsiadów i znajomych; do tej pory wystarczyła niedzielna Msza święta, a teraz księża chcą nie wiadomo czego jeszcze; wreszcie najczęściej powtarzany argument – brak czasu. W tym kontekście pytanie księdza Strzelczyka „czy po stronie wiarygodności ewangelicznej Kościoła dzieje się coś niedobrego, co utrudnia wierzącym wierzenie” nabiera szczególnej wymowy. Przy czym owa wiarygodność przestaje być sprawą jednej tylko i będącej mniejszością grupy, a coraz bardziej zaczyna być sprawą całej wspólnoty. Bo wiarygodność ewangeliczna to nie tylko proboszcz. To cała parafia.


 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5