Papież mówiąc do twórców mediów sporo powiedział też ich odbiorcom.
Ciekawe przemówienie wygłosił niedawno do członków redakcji włoskiego programu informacyjnego TG2 RAI papież Leon. Ciekawe, jak się wydaje, nie tylko z dziennikarskiej perspektywy. Myślę, że ważne także dla odbiorców „produkowanych” przez dziennikarzy treści. Bo w tym krótkim przemówieniu, będącym generalnie podziękowaniem dziennikarzom tego programu za ich pracę, poruszył parę bardzo istotnych spraw. Zwróciłbym uwagę na dwie, w moim odczuciu najważniejsze.
Po pierwsze papież zwrócił uwagę na potrzebę swoistej „świeckości” mediów; rozumie przez to odrzucenie ideologicznych uprzedzeń i otwarcie się na rzeczywistość. „Wszyscy wiemy, jak trudno jest pozwolić sobie na zaskoczenie faktami, spotkaniami, spojrzeniami i głosami innych; jak silna jest pokusa, by szukać, widzieć i słuchać tylko tego, co potwierdza nasze własne opinie – mówił papież – jednak bez tej otwartości nie może być mowy o dobrej komunikacji, ani o prawdziwej wolności i zdrowym pluralizmie”.
No cóż... Myślę, że w polskich realiach to problem szczególnie palący. Już kilkanaście lat temu, gdy byłem na Cyprze, pewna miejscowa dziennikarka zwróciła uwagę, że w naszym kraju media nie tyle informują, są platformą dopuszczającą różne głosy i ścieranie się racji – a taki jest sens istnienia niezależnych mediów - a są narzędziem propagowania jedynie słusznych poglądów. Od tego czasu, myślę, zjawisko stało się jeszcze bardziej powszechne. Tak, wiele mediów na przestrzeni ostatnich dekad stało się tubami dla różnorakiej propagandy, a wielu dziennikarzy – ideologicznymi agitatorami. Nie chodzi o to, że dziennikarz nie ma prawa mieć poglądów, nie o to, że powinien być „symetrystą”. Chodzi o to, by widział rzeczywistość i nie żonglował faktami tak, by wspierały jego (i podobnie jak on myślących) jedynie słuszną wizję rzeczywistości. Dodam, że tego rodzaju postawa zagraża nie tylko „zawodowym” dziennikarzom. W mediach społecznościowych też mnóstwo mocno jednostronnego zacietrzewienia ignorującego fakty. I tworzącego „pseudofakty” na bazie swoich złośliwych podejrzeń...
Druga sprawa, która w przemówieniu Leona XIV wydaje mi się szczególnie ważna, to ostrzeżenie, by media nie stały się tubą propagandową rządzących. To problem podobny do poprzedniego, ale jednak z nim nie tożsamy. Papież mówił o tym w kontekście informowania o wojnach, zwracając uwagę, że informacje trzeba weryfikować (to akurat, gdy siedzi się tysiące kilometrów od miejsca konfliktu, dość problematyczne). Przede wszystkim jednak prosił, by przedstawiać prawdziwe oblicze wojen, przedstawiać je także oczyma ich ofiar. Bo inaczej – ostrzegał – wojna, prawdziwe ludzkie cierpienia, prawdziwe nieszczęścia, zamieniają się w grę wideo...
Tak, to poważny problem. Obserwują go już od co najmniej paru dekad. Lekceważenie zniszczeń i cierpienia zadawanego przez „swoich”, nawet jeśli przypadkiem ucierpią całkiem niewinni, ale rozdzieranie szat nad każdą krzywdą zadaną przez „wroga”. Wróg nie jest „zabijany”, ale „eliminowany”, rządy wrogich państw z dnia na dzień stają się w relacjach dziennikarskich „reżimami”... Ot, takie odczłowieczanie wrogów, bo gdyby zobaczyć, że to też ludzie... Wszystkie okropieństwa wojny nie mają w tych relacjach znaczenia, gdy „nasi” górą. Jak w grze komputerowej. Albo – jak to pisałem nie dawno – jakby się oglądało zawody sportowe.... A dziwimy się dawnym pokoleniom, że jako rozrywkę taktowali oglądanie egzekucji czy krwawych walk gladiatorów...
Zobaczyć świat takim, jaki jest, bez filtrujących tę rzeczywistość okularów różnych ideologii. Zobaczyć ludzi, w całej prawdzie... Przynajmniej starać się. Trudne? Do odważnych świat należy.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |