Podróż Leona XIV do Afryki dobiega końca. Zapewne długo będzie wspominana i komentowana.
Także na jej owoce przyjdzie czekać, jeśli nie miesiącami, to z pewnością latami. Papieska wizyta nie jest – trzeba mocno podkreślić – dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Każda z nich, jak mawiał świętej pamięci papież Franciszek, jedynie uruchamia procesy.
Nad powyższym warto zatrzymać się w polskim kontekście. W latach dla młodych zaprzeszłych, czyli za życia Świętego Jana Pawła II, krążyło – nieoficjalnie – powiedzenie: Jan Paweł II przyjedzie i wszystko załatwi. Z czasem okazywało się, że owszem, dał impuls, ale zadania nie odrobiliśmy. Czekaliśmy na cud, podczas gdy trzeba było zakasać rękawy i wziąć się do roboty.
Analitykom i bezpośrednim adresatom papieskiego przesłania zostawmy procesy, zatrzymajmy się na obrazach.
W mojej pamięci utkwił jeden. Annaba/Hippona. Drugi dzień pobytu w Algierii. Leon XIV w domu wspólnoty Augustiańskiej. Pokój z dwoma kanapami i kilkoma krzesłami. Na ławie słodycze, owoce i woda mineralna. Papież uśmiechnięty między braćmi. Bez napina się, bez ta zwanego eklezjalnego nadęcia, niejako poza protokołem, budujący relacje. Znak Kościoła – wspólnoty, Ciała Chrystusa. Budowanego nie tylko mistycznie, przez sakramentalne znaki. Także poprzez konkretne gesty.
Widząc papieża między braćmi wspomniałem jednego z moich lubelskich wykładowców. Świętej pamięci ksiądz Jerzy Kopeć CP, tak definiował duchowość eucharystyczną: ubi missa ibi kawa – gdzie celebruje się Eucharystię, tak pije się kawę. Zdecydowałem się ma łacińsko-polski mix celowo. Łacińska cavea (czytaj: kawea) to między innymi widownia w teatrze, zaś cavo znaczy wydrążyć, przebić, sporządzić coś wydrążonego. Zatem pita wspólnie kawa ma coś wspólnego z byciem razem i drążeniem więzi, przebijaniem się przez obojętność, mur lęków przed odsłonieniem siebie takim, jakim jestem, drążeniem drogi ku głębi relacji. Zatem mam nadzieję, że kochający łacinę wybaczą autorowi odwołujący się do skojarzeń mix.
Obrazy. Pielgrzymka obfitowała w transmisje i nie tylko. W mediach społecznościowych każdego dnia pojawiały się dziesiątki tak zwanych rolek, streszczających przesłanie kolejnych spotkań. Można przypuszczać, że ostatnie cieszyły się największa oglądalnością. Dobrze i źle.
Dobrze, gdyż najważniejsze treści papieskiego przesłania mogły wybrzmieć na cały świat. Jak chociażby wczorajsze: „Nikt nie jest wykluczony z miłości Boga! Każdy z nas, ze swoją historią, swoimi błędami i cierpieniami, pozostaje cenny w oczach Pana. Jezus objawił nam to w każdym spotkaniu, w każdym geście i w każdym słowie. On do końca nas umiłował, ukazując, że wierzy w możliwość, iż miłość może przemienić nawet najbardziej zatwardziałe serce”.
Źle, gdyż grozi nam niebezpieczeństwo zatrzymania się nad bon motami, opisywania rzeczywistości za pomocą skrótów myślowych, czy redukcji przesłania Ewangelii i papieża.
Oczywiście przekaz medialny musi balansować między oczekiwaniami chcących śledzić całą pielgrzymkę i zatrzymania się nad jednym jej wątkiem, przesłaniem, wymiarem. Dla nas pozostaje wyzwaniem, by – nawet wtedy, gdy skupimy się na jednej rolce – usiąść, jak papież, z braćmi i przy kawie, lub podczas bardziej pobożnego spotkania w grupie, zastanowić się, przemodlić i przemyśleć co zrobić, by odpowiedzieć na wezwanie, jakie do skierował papież do wiernych w Mongono: „potrzeba chrześcijan, którzy wezmą w swoje ręce los Gwinei Równikowej. Dlatego pragnę was zachęcić: nie lękajcie się głosić Ewangelii i dawać o niej świadectwo!”
Wziąć w swoje ręce los, nie ograniczać się wyłącznie do modlitwy, zacząć od spotkania: przy ołtarzu i przy kawie. Takie są początki budowania nowego świata według zamysłu Bożego.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Franciszek przejdzie do historii nie tylko jako inspirator szeroko zakrojonej reformy Kościoła.