Żebranie założycielskie

O księżach żebrzących o kromkę chleba i zagłaskaniu Ewangelii z kapucynem o. Janem Marcinem Kanią rozmawia Marcin Jakimowicz.

O. Jan Marcin Kania: – Napijecie się kawy? Mamy lavazzę. Jak się żyje z Bożej Opatrzności, to niżej niż lavazza się nie schodzi (śmiech)

Marcin Jakimowicz: Da się przyzwyczaić do żebrania? Oswoić je?

– Ja nie potrafię. Dla mnie żebranie było i jest ogromnym wyzwaniem. Cały czas muszę się łamać, by poprosić o kromkę chleba. To nie jest „moje”. Jestem pełen pychy, więc to bardzo upokarzające. Wolałbym zarobić i kupić – normalna reakcja dla faceta. Rozesłanie przekracza tę rzeczywistość – wchodzisz w przestrzeń zaufania, w Jego przestrzeń. Chrystus uczynił swą twarz jak głaz, nie odwracał się. To dla mnie lekcja.

Gdzie żebrało się szczególnie ciężko?

– Najtrudniejszym doświadczeniem była dla nas misja w Austrii.

Zima, rozłożyły nas choroby, nie mieliśmy zacisznego klasztoru tylko ulice, dworce. By użebrać kawałek chleba, czekaliśmy czasem i półtorej godziny! W Polsce to nie do pomyślenia. Bloki ogrodzone, wszędzie domofony, napisy „zakaz żebrania”. Firewall – nie przejdziesz. Telefon na policję i po sprawie…

Dało się porozmawiać?

– Tak. Przychodzisz jako żebrak, ale to Bóg aranżuje spotkanie. Nie przygotowujesz formułek, nie masz gotowych recept. Podobnie jak z jazdą autostopem. Najczęściej biorą cię ludzie, którzy czują jedność z Kościołem, albo ci, którzy są już daleko. Taki to sobie ciebie „wypożyczy”, by wylać wszystkie żale na proboszcza i episkopat. No i dobrze, może potrzebuje takiego piorunochronu? Pamiętam jedną z pierwszych rozmów. Zapukaliśmy do mężczyzny w Austrii. Na dzień dobry z agresją wypalił: „Ale ja w Boga nie wierzę!”. Rozmawialiśmy z nim chyba z dwie godziny. Opowiadał o sobie, o ojcu, któremu zazdrościł pokoju serca, o lęku przed śmiercią. Na koniec powiedział to samo, co na początku rozmowy: „Ale ja w Boga nie wierzę”. Ale wyrzucił to z siebie z taką nostalgią, tęsknotą, że zrozumieliśmy, że warto było rozmawiać.

Kiedy Brat wpadł na pomysł życia w baraku, ubogim familoku?

– Takie pragnienie kiełkowało w wielu braciach. Rozeznawaliśmy je wspólnie z przełożonymi. Nie było sytuacji, że bracia na siłę parli, mieli jakieś ciśnienie, by przepchnąć swą ideę. Pierwszym, innym niż tradycyjny klasztor domem, który powstał w prowincji, była pustelnia. Rok później założyliśmy dom w Katowicach na Załężu. Zaczęliśmy mieszkać w zwykłym familoku pośród ludzi. Chcieliśmy żyć według Ewangelii rozesłania. To było przecież serce powołania Franciszka. Usłyszał: „Idź!”. Zostawił wszystko i poszedł. To jest klucz: nie chodzi o to, że mieszkamy ubogo, bo otacza nas zewsząd bieda. Najważniejsze jest głoszenie słowa, nie aspekt socjalny! Chrystus, rozsyłając uczniów, mówił: „Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski!”. Franciszek bardzo przejął się tymi słowami.

Jak udało się Wam zachować jedność – stworzyć nowe dzieło i nie opuścić prowincji?

– Wszystko odbywało się w absolutnym posłuszeństwie. To przełożeni rozeznali, że zamieszkanie w familoku jest dziełem Ducha.

Była pokusa, by stać się „ojcem założycielem”?

– Nie.

A pokusa: jestem lepszy od braci, którzy mieszkają w zaciszu klasztorów w Krośnie czy Krakowie, bo w bardziej radykalny sposób przyjąłem słowa Franciszka?

– Nigdy w życiu! Ja mam przekonanie, że jestem gorszy od innych, skoro Bóg daje mi taki sposób życia. Mam niewiele wiary i dlatego On daje mi sposobność życia z Opatrzności, z tego, co wyżebrzemy. Dzięki temu przekonuję się, że On czuwa, opiekuje się. Nie mam telewizora nie dlatego, że jestem lepszy. Jestem słabszy. Wiem, że spędzałbym godziny z pilotem w ręku – znam siebie. Pan Bóg chroni mnie od pokus, którym bym nie sprostał. Błogosławię Go za to. To nie jest „za karę”!

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • sztuka
    03.02.2013 21:54
    http://www.fronda.pl/a/mocne-przeslanie-benedykta-xvi-kaplani-powinni-zyc-w-ubostwie,25919.html
  • Obserwator
    03.02.2013 23:42
    Piękne przesłanie dla wszystkich - rozeznawać swój charyzmat i za tym iść, a nie za swoim dziełem:)
    Z mojego doświadczenia życiowego wynika, że Ewangelię najskuteczniej głoszą ludzie prości i niewykształceni. W końcu "Anioł pasterzom mówił"
    P.S. Poważnie, dominikanie to zakon żebraczy?
  • Savonarola
    03.02.2013 23:51
    Moze zebrzacy ksieza udadza sie do Watykanu,Tam dobrobyt,zeby nie powiedziec przepych,tylko serca katolickich moznowladcow raczej nastawione na gromadzenie,a nie na wspomaganie.
  • arek
    04.02.2013 08:01
    Coś jak Bracia z Bronksu. Niech Pan Wam błogosławi.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11