Między bielizną 
a margaryną

Mamy niezwykłego Newsa i powinniśmy korzystać z wszystkich środków, 
żeby jak najwięcej 
ludzi go usłyszało. Jezusa trzeba „sprzedawać” tak jak coca-
-colę – uważa specjalistka od PR-u Monika Marta Przybysz.

Ludziom Kościoła często brakuje profesjonalnej wiedzy dotyczącej podawania informacji, nawet ogłoszeń parafialnych. Jeden z księży mówi mi zawsze „popatrz, jakie te plakaty w kościelnych gablotkach są brzydkie – pięć rodzajów czcionek, 30 kolorów, liche zdjęcia”. 


– Powód tego jest prosty. Jeśli chcemy mieć coś profesjonalnego, musimy za to zapłacić. Prowadzenie stron internetowych parafii powierza się osobom, które to zrobią za „Bóg zapłać”. Jeśli chcemy mieć coś dobrego, to są koszty. Jeśli proboszcz chce mieć ładny dywan czy ambonkę w kościele, musi zapłacić. Mówiąc o wynagrodzeniu, nie mam na myśli jedynie pieniędzy. Czasem chodzi o to, by człowieka zauważyć, podziękować mu, odprawić za niego Mszę św. 


Z budżetem parafialnym bywa krucho. Ale wydaje mi się, że akurat inwestycja w dobrą, profesjonalną stronę internetową parafii w jakimś sensie się zwraca. Problem w tym, iż wielu ludzi Kościoła nie wierzy, że dobrze, ciekawie podana informacja działa. 


– Znam taką parafię, w której wraz z uruchomieniem profesjonalnej, atrakcyjnej strony internetowej więcej ludzi zaczęło chodzić do kościoła. Dobrze wykorzystane narzędzie sprawia, że wspólnota się powiększa. A jeśli jest więcej ludzi, to są i większe pieniądze w kasie parafialnej. Inwestycja w komunikację się zwraca. Ale jest to inwestycja długoterminowa. 


Jakie są najczęstsze błędy na stronach internetowych parafii?


– Po pierwsze: brak aktualizacji. Często prowadzą je osoby od przypadku do przypadku. Druga rzecz: strony działają w starej technologii i są źle wyszukiwane przez wyszukiwarki. Trzeci błąd to przeładowanie treścią. Nie potrzeba na stronę wrzucać całego kazania biskupa z bierzmowania. Musi być ktoś, kto je umiejętnie streści albo wyjmie z niego najciekawsze zdania. Księżom nikt w kościele nie przerywa, dlatego mówią długie kazania. A treści trzeba podawać krótko i atrakcyjnie, bo dzisiejszy człowiek nie ma czasu. Poza tym często przekleja się teksty, które można znaleźć w 500 innych miejscach, zamiast dawać rzeczy własne, lokalne. A ludzie szukają przecież tych lokalnych treści. 


Jak generalnie wygląda PR Kościoła w Polsce. Czy nie przegrywamy często z powodu braku profesjonalizmu w tej dziedzinie? 


– Są biskupi, którzy potrafią się komunikować w sposób atrakcyjny, np. bp Edward Dajczak prowadzi wideobloga. Zbyt często ograniczamy się do mediów kościelnych i nie ma nas w mediach świeckich, z których korzysta nie 500 tysięcy osób, ale 5 milionów. Trzeba wykorzystywać i jedne, i drugie media. Kościół powinien być pozytywnie obecny w mediach świeckich. Chodzi o to, by o Kościele było głośno nie tylko wtedy, gdy dzieje się coś złego, ale by pokazywać, że prowadzi on ważne, dobre, piękne dzieła. W trakcie tsunami Caritas Polska przygotowała większą pomoc niż inne organizacje. Dlaczego nie przebiliśmy się z tą informacją, że Kościół pomógł tylu ludziom? Nie zawsze pamiętamy, by zadbać o właściwy przekaz informacji. Czasem boimy się komentować rzeczy trudne i nie wychodzimy z pozytywnymi informacjami. 


Ludzie zaangażowani w dobre dzieła mówią czasem: „My tego nie robimy na pokaz”. 


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12