Między bielizną 
a margaryną

Mamy niezwykłego Newsa i powinniśmy korzystać z wszystkich środków, 
żeby jak najwięcej 
ludzi go usłyszało. Jezusa trzeba „sprzedawać” tak jak coca-
-colę – uważa specjalistka od PR-u Monika Marta Przybysz.

Ks. Tomasz Jaklewicz: Słowo „pijar” kojarzy się w Kościele z zakonnikiem. Zacznijmy od wytłumaczenia, co to właściwie jest „pijar” w świecie. 


Monika Marta Przybysz: – Public relations (PR, czyt. pi-ar) to w dużym skrócie profesjonalne, skuteczne zarządzanie informacją w instytucji, firmie albo stowarzyszeniu. Ma to służyć dobrej komunikacji z ludźmi zainteresowanymi działalnością tego podmiotu. 


Czy Kościołowi jest potrzebny PR? 


– Jezus, głosząc orędzie o zbawieniu, mówił językiem prostym, zrozumiałym. Używał metafor, krótkich przypowieści. Wychodził na górę, żeby Go było dobrze słychać. Wykorzystywał więc wszelkie dostępne środki, by do jak największej liczby osób dotarło Jego orędzie. W dzisiejszych czasach mamy także niezwykłego Newsa… To samo Orędzie Zbawienia. Naśladując Jezusa, powinniśmy więc korzystać z tych środków, które są dostępne. A jest ich dzisiaj bardzo wiele. I po to jest potrzebny PR w Kościele, żeby jak największa liczba osób usłyszała , że Jezus Chrystus zmartwychwstał i oferuje nam pełnię życia. 


Czyli można powiedzieć, że Pan Jezus dbał o swój PR? 


– Powiem więcej – Jezus miał dobrego PR-owca. Poprzedził Go przecież Jan Chrzciciel, który zapowiadał Jego nadejście. Prorocy przepowiadający Mesjasza też byli PR-owcami Jezusa. Komunikat był profesjonalny, ludzie wiedzieli, że On przyjdzie. Przygotowanie ludzi do przyjęcia orędzia o zbawieniu to tzw. preewangelizacja.

To bardzo ważna praca. I temu ma właśnie służyć PR w Kościele. Nie mamy głosić Ewangelii tylko tym, którzy już ją znają. Musimy docierać do tych, którzy jeszcze o niej nie słyszeli. Oni dzisiaj są nie tyle na ulicy, ile w internecie czy przed telewizorem. Młodzi ludzie bywają przypięci po 10 godzin do Facebooka. Trzeba głosić Ewangelię tam, gdzie są ludzie. 


PR kojarzy mi się z techniką reklamową. Mówi się, że trzeba dbać o PR, kreować PR, ale prawda o jakimś produkcie czy człowieku może być zupełnie inna. Czy to, co jest skuteczne przy sprzedaży samochodów czy programów partyjnych, jest metodą dla głoszenia zbawienia, wiary, Boga?


– Po pierwsze, to politycy sprowadzili PR do technik ładnego prezentowania się. W Polsce taki PR zaczął się od Aleksandra Kwaśniewskiego, który pokazywał się w błękitnej koszuli i w błękitnych soczewkach. Nazywał pewne rzeczy inaczej, nie mówił „jesteśmy postkomunistami”, ale „socjaldemokratami”. Opakowywał ładniej rzeczywistość. Owszem, PR często jest sprowadzony do opakowania. Ale jeśli Kościół ma perłę, to dlaczego ją podawać w kartonowym pudełku? Jeśli jemy kawior, to dlaczego na plastikowym talerzyku? Jeśli idziemy do kogoś z pięknym, drogim prezentem, to warto go dobrze zapakować, aby było wiadomo, że to nie jest byle co. Ksiądz też nie udziela Komunii św. brudnymi rękami. Odrzucenie PR-owskiej wiedzy przy przekazywaniu tak wielkiego Newsa, jakim jest Ewangelia, to jest jak zakrywanie czegoś pięknego czymś brzydkim. Zresztą w reklamach dziś nie sprzedaje się samych produktów, ale wartości. Na przykład reklama nie sprzedaje opon, ale bezpieczeństwo. I nie tyle zupkę dla dzieci, ile troskę o życie dziecka. Tak są skonstruowane dzisiaj reklamy.


Ale to jest właśnie manipulacja. Bo oferuje się te wartości tylko pozornie. To jest wielka ściema. Żadne opony nie zapewnią bezpieczeństwa, a podawanie zupki nie oznacza jeszcze troski o dziecko. 


– Tak, ale jeśli my mamy do zaoferowania coś, co jest prawdziwe i piękne, to dlaczego tym bardziej nie korzystać z tych metod. Reklama jest bardzo skutecznym środkiem docierania z informacją do ludzi. Dowiodła tego kampania sprzed 12 lat w Singapurze. 120 Kościołów wynajęło jedną z największych agencji reklamowych i stworzyło kampanię „odświeżającą” wizerunek Boga. Wcześniej dominował obraz Boga jako starca, który straszy i karze. Ta kampania to zmieniła, pokazała Jego inne, piękne oblicze. Taki miała tytuł „Jego nowe oblicze”. Udało się zaprząc reklamę do tego, żeby ludzie zaczęli myśleć o Panu Bogu częściej. 


Jak to konkretnie wyglądało?


– W kampanii reklamowej ważna jest jedna przewodnia cecha. Akcent położono na „wszechobecność” Boga. Były tysiące plakatów, bill-
boardów, naklejki na owocach na targu, a nawet w miejskich toaletach. Przekaz był prosty, np. „Co jeszcze mam zrobić, żebyś myślał o Mnie? Bóg”. Zawsze pisane w pierwszej osobie. Chodziło o przypomnienie, że Bóg to Ktoś atrakcyjny, kto potrafi wszystko, nawet żartować, stąd hasło: „Nie-
tzsche umarł. Bóg”. Biało-czarne plakaty i 17 spotów w telewizji. Okazało się, że ta kampania osiągnęła 100 proc. świadomości. Takiego wyniku nigdy nikomu nie udało się uzyskać. 


Mam czasem wątpliwości, czy reklamowanie Pana Boga między bielizną a margaryną jest właściwym miejscem. 


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7