- Jak mam dawać i dawać, skoro realnie nie mam? Skoro odpowiadam za moją rodzinę, skoro dziecku muszę dać jeść, kupić podręczniki i leki?
Jedynym skutkiem aktualnych reform jest zubożenie społeczeństwa. Ludziom odbiera się chleb, ale nie daje się im perspektyw na przyszłość – stwierdził kilka dni temu metropolita Neapolu, apelując o powstrzymanie plagi samobójstw na tle ekonomicznym, która dotknęła Włochy.
Tego samego dnia inna informacja: nikt w Kościele nie chce ogólnoświatowej władzy, jest to szalona utopia. Potrzebne są natomiast ogólnoświatowe mechanizmy kontroli dotyczące finansów, gospodarki i badań naukowych – podsumowuje swoje obrady Papieska Akademia Nauk Społecznych. Przypomina o zasadzie pomocniczości, zgodnie z którą państwo czy organizacje ponadpaństwowe powinny wkraczać dopiero tam, gdzie nie radzi sobie rodzina czy społeczność.
Powstaje pytanie: kto jest odpowiedzialny za pomoc tym, którzy sobie nie radzą? Państwo? Europa? A może jednak my sami? Osobiście i w ramach społeczności, w której wszyscy funkcjonujemy? Z racji pełnionej funkcji i z racji zwykłego człowieczeństwa, współczucia dla kogoś, kto nie daje sobie rady?
Każdemu z nas jest ciężko – usłyszę. Może coraz ciężej. - Jak mam dawać i dawać, skoro realnie nie mam? Skoro odpowiadam za moją rodzinę, skoro dziecku muszę dać jeść, kupić podręczniki i leki? To niebagatelny problem dla tych, którzy chcieliby dać, którzy na serio biorą wezwanie: „daj temu, kto cię prosi”. Dlatego z bardzo mieszanymi uczuciami czytam teksty nawołujące do tego, by dać zawsze. Z niesmakiem słucham stwierdzeń: pięć złotych cię i tak nie uratuje, więc oddaj! Pięć złotych to kilka bochenków chleba. To szansa na przeżycie kilku dni. Trzeba chyba nie doświadczyć biedy, by coś takiego mówić…
A jednak jest coś, co zawsze można dać. Można dać czas. Troskę. Pomoc. „Największym ubóstwem jest brak miłości – mówi Benedykt XVI – W nieszczęściu współczucie i bezinteresowne wysłuchanie dodają otuchy. Nawet nie mając wielkich środków materialnych można być szczęśliwym”.
Powiem więcej: jeśli człowiek wie, że nie zostanie sam, jeśli doświadcza, że jego problemy są ważne dla innych i choć niewiele mogą zrobić by je usunąć, to jednak starają się pomóc, to próbuje żyć. Walczy o swoje życie. Heroicznie, choćby potykając się co chwila, ale z uporem. Tylko czy stać nas na obecność w obliczu tragedii? Na towarzyszenie komuś w jego bezradności?
Czy jestem w stanie stanąć po stronie „najmniejszych”: chorych, cierpiących, samotnych, bezdomnych, bezrobotnych, społecznie wykluczonych? (to pytanie z wczorajszej homilii abpa Skworca). Realnie, nie tylko pozornie?
Najlepsze pomysły rodzą się z realnych problemów. Z prób pomocy sobie, rodzinie, sąsiadce. Rozrastają się w wielkie dzieła, bo są na miarę człowieka i zrobione dla człowieka. Takich przykładów mamy wiele wśród istniejących fundacji i stowarzyszeń. Organizacji powołanych po to, by dawać człowiekowi perspektywę na życie. To nie jest zadanie dla państwa, albo nie tylko - nie przede wszystkim - dla niego. To jest zadanie dla nas.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Nazywał siebie świnią, gdy kolejny raz się upił. Potem był odwyk i wyjście na prostą.
Ojciec święty przed Mszą św. poświęcił też kamień węgielny pod budowę katedry.
Czy utwór dramatyczny może pomóc zrozumieć współczesnego człowieka?
Franciszek przejdzie do historii nie tylko jako inspirator szeroko zakrojonej reformy Kościoła.