Jeden święty POWSZECHNY apostolski

Kościół jest posłany do wszystkich: do ludzi wszelkich narodów i epok, religijnych i ateistów. Bo zbawienie, które daje Chrystus, obejmuje cały świat. Każda, nawet najmniejsza wspólnota eucharystyczna jest znakiem Kościoła powszechnego.

Z samym słowem „powszechny” jest pewien kłopot, co uważni czytelnicy tego cyklu pewnie zauważyli. Po grecku w Credo jest słowo katholikos, podobnie po łacinie. Greckie kath’holon znaczy dosłownie „według całości”, co można oddać jako „uniwersalny”, „powszechny”, ale też jako „cały”, „zupełny”. Dlaczego w wyznaniu wiary mamy po polsku „powszechny”, zamiast bardziej dosłownie: „katolicki”? Bo słowo „katolicki” nabrało od czasów reformacji znaczenia konfesyjnego, czyli używane jest jako nazwa własna Kościoła rzymskokatolickiego. Nie o takie jednak rozumienie chodzi w Credo, które powstało przecież w IV wieku, czyli w czasach przed wielkimi podziałami chrześcijan. Chodzi o katolickość (powszechność) pojętą głęboko, nie jako nazwę jednego wyznania, ale jako istotną cechę Kościoła jako takiego.

Kościół jest nieustającym zaproszeniem

Powszechność Kościoła ma dwa zasadnicze znaczenia: pierwsze – Kościół z definicji jest posłany do wszystkich ludzi, żyjących w każdym czasie i w każdym miejscu na ziemi. Drugie – trudniejsze do uchwycenia, ale równie istotne – to katolickość „do wewnątrz”, czyli przekonanie o pełni czy o całości, którą Kościół otrzymał od Chrystusa i ma obowiązek dzielić się nią ze wszystkimi. Powszechność Kościoła widać już w chwili zesłania Ducha Świętego. Ludzie zgromadzeni przed Wieczernikiem mówią o Apostołach: „słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże” (Dz 2,11). Misją Kościoła jest głoszenie Chrystusa we wszelkich możliwych językach, kulturach i czasach. Jest to przeciwieństwo biblijnej wieży Babel.

Niedokończona budowla i języki pomieszane – to symbole podziału ludzkości, która chciała się zjednoczyć bez Boga. Kościołowi zlecono misję sklejania na nowo tej rozbitej ludzkiej wspólnoty. Powszechność Kościoła ma swoje źródło w powszechności Chrystusa. Dzieło Jezusa jest czymś najbardziej uniwersalnym w historii, On przyszedł zbawić wszystkich ludzi, a nie tylko swój naród czy swoich wyznawców. Prawda, którą objawił, dotyczy całej rzeczywistości; Bóg, którego głosił, nie jest Bogiem jednego narodu, ale Bogiem po prostu. Śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa zmieniły definitywnie los każdego człowieka, przyniosły nadzieję dla wszystkich.Kościół jest przekaźnikiem tej wielkiej nadziei. „Kościół nie tylko prowadzi dalej dzieło samego Chrystusa, ale kontynuuje Jego Samego, w sensie o wiele bardziej realnym niż jakakolwiek instytucja ludzka mogłaby stanowić kontynuacje swego założyciela” (o. Henri de Lubac). Tak rozumiana katolickość jest czymś, przeciwko czemu szczególnie buntuje się współczesność. Żyjemy w epoce tzw. małych narracji, mówi się, że prawda to tylko opinia jednostek, wszystko jest fragmentaryczne, umowne, do zmiany. Katolickość jest czymś dokładnie przeciwnym – jest wielką opowieścią, która dotyczy każdego i wszystkich, jest czymś najbardziej uniwersalnym, bo jest prawdą nie moją, twoją, a nawet naszą, ale jest prawdą po prostu. Wielu wyda się to równoznaczne z bezsensem, zarozumiałością i brakiem tolerancji. Trzeba wytrzymać te oskarżenia i przylgnąć sercem do Pana, który mówi: „Niech się nie trwoży serce wasze”. Prawda wyzwala, a nie zniewala.

Poza Kościołem nie ma zbawienia?

Kościół katolicki nie może stać się elitarnym klubem, musi pozostać nieustającym zaproszeniem dla całego świata. Nie wolno mu wykluczać kogokolwiek z grona adresatów swojego przesłania. Z drugiej strony nie może też pozwolić sobie na to, by dać się zredukować do „budy na jarmarku nowoczesności”. Nie może postrzegać siebie jako jeszcze jednego towaru na półce w supermarkecie z religiami. Chrześcijanie muszą mieć pokorną świadomość wielkości tego, co mają do zaoferowania. Nie mogą przyjmować postawy zakompleksionej starej panny, której nikt nie chce i która przeprasza za to, że żyje. Powszechność wiąże się ściśle z misyjnością. Kościół, jak mówi Sobór Watykański II, jest „powszechnym sakramentem zbawienia”. Jezus powiedział: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,18-20). Zauważmy, jak silnie postawa misyjna wiąże się z obietnicą obecności Pana. Kościół nie ma do przekazania jakiegoś poglądu, teorii teologicznych czy etycznych, ale ma do przekazania Chrystusa, Jego słowa, Jego obecność, Jego miłość, która ma moc przemiany świata. Jeśli Kościół jest pośrednikiem zbawienia, to powstaje pytanie o zbawienie tych, którzy do Kościoła nie należą? Temat bardzo na czasie, bo dziś wyraźniej niż dawniej postrzegamy świat jako mozaikę religii i niewiary.

W tym różnorodnym świecie chrześcijanie stanowią mniejszość. Pytanie, co z tą większością? Nie my pierwsi je stawiamy. W starożytnym Kościele pojawiło się twierdzenie: „Poza Kościołem nie ma zbawienia”. Jak rozumieć to zdanie? Napisano na ten temat całe tomy. Sobór Watykański II potwierdził, że „pielgrzymujący Kościół konieczny jest do zbawienia”. Ale sprecyzował: „Nie mogliby zostać zbawieni ludzie, którzy wiedząc, że Kościół założony został przez Boga za pośrednictwem Chrystusa jako konieczny, mimo to nie chcieliby bądź przystąpić do niego, bądź też w nim wytrwać”. Co z tymi, którzy bez własnej winy nie znają Chrystusa i Kościoła? Sobór odpowiada: jeśli „szczerym sercem szukają Boga i wolę Jego przez nakaz sumienia poznaną starają się pod wpływem łaski pełnić czynem, mogą osiągnąć wieczne zbawienie”. Dla członków Kościoła nie może to być pretekstem do rezygnacji z misji. Bo choć „wiadomymi tylko sobie drogami może Bóg doprowadzić ludzi, nie znających Ewangelii bez własnej winy, do wiary (...), to jednak na Kościele spoczywa konieczność i równocześnie święte prawo głoszenia Ewangelii”. Powstaje pytanie, czy ludzie, którzy formalnie nie należą do Kościoła, mają z nim jakiś związek, skoro mogą być zbawieni? Odpowiedź soboru: tak, ci, którzy nie znają Ewangelii, są w różnym stopniu przyporządkowani do Kościoła. Najbliżej Kościoła są żydzi, dalej muzułmanie, wyznawcy innych religii, wreszcie niewierzący szukający Boga. Niechrześcijanie mogą zostać zbawieni, bo należą do ludzkości nawiedzonej przez Jezusa Chrystusa, który wciąż ją nawiedza przez swój Kościół.

Oblężona twierdza czy Kościół otwarty?

Temat powszechności wiąże się z napięciem między dwiema wizjami Kościoła. Niebezpieczne są skrajności. Programowe zamknięcie się na świat (bo nas atakuje lub nie rozumie) i tworzenie wspólnoty tylko dla „naszych” jest nie do pogodzenia z powszechnością Kościoła. Słabością drugiej skrajności (tzw. Kościoła otwartego) jest to, że wyżej stawia powszechność nowożytności niż powszechność Kościoła. Otwartość Kościoła nie oznacza dostosowania go do świata. Świadectwo chrześcijańskie to pokazywanie miłości i prawdy. W pierwszym modelu akcent pada na prawdę kosztem miłości, w drugim na miłość kosztem prawdy. Od czasu ostatniego soboru jak refren powtarzano hasło aggiornamento (uwspółcześnienia) Kościoła. Podczas ostatniej pielgrzymki do Niemiec Benedykt XVI mówił o konieczności „odświatowienia” (Entweltlichung) Kościoła.

To bardzo ciekawe. To wskazówka, że potrzebny jest jakiś rodzaj korekty bezkrytycznego aggiornamento. Kościół nie może naśladować świata, jego misją jest przemiana, głoszenie światu prawdy o nim samym: „jesteś o wiele większy i wspanialszy, niż jesteś w stanie to sobie wyobrazić”. Aby Kościół był katolicki w sensie docierania z Dobrą Nowiną do wszystkich, musi pozostać wierny katolickości „do wewnątrz”. Chodzi o owo kath’holon, czyli bycie według całości, wierność pełni. Kościół jest całością, której nie wolno rozrywać. Tę prawdę podkreśla zwłaszcza biblijny obraz Kościoła – Ciała Chrystusa ożywianego jednym Duchem.

Żaden fragment ciała nie może żyć bez związku z całością. Kościół żyje pełnią objawionej prawdy i środków prowadzących do zbawienia, które otrzymał od Chrystusa. Jaka jest relacja między Kościołem powszechnym, rozumianym jako całość, a poszczególnymi Kościołami lokalnymi (diecezje, parafie)? Ten wielki Kościół katolicki, żyjący w tylu różnych kulturach i miejscach, nie powstaje jako federacja Kościołów lokalnych. Kościół jerozolimski już był Kościołem powszechnym i z niego powstawały Kościoły w tylu miejscach na ziemi. Katechizm powiada: „W tych wspólnotach, choć nieraz są one szczupłe i ubogie albo żyją w rozproszeniu, obecny jest Chrystus, którego mocą zgromadza się jeden, święty, katolicki i apostolski Kościół”. Widzialnym znakiem powszechności Kościoła jest biskup, który jest nie tylko pasterzem swojej diecezji, ale wraz z innym biskupami odpowiada za cały Kościół. Drugim znakiem powszechności Kościoła jest biskup Rzymu, czyli papież. Nie przypadkiem w każdej Mszy św. wymieniamy imię biskupa i papieża. To znak, że w każdej wspólnocie zgromadzonej na Mszy św. możemy doświadczać Kościoła powszechnego.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6