Taka piękna katastrofa

O skandalu w Kościele i zgorszeniu maluczkich z prof. Janem Grosfeldem rozmawia Marcin Jakimowicz.

Marcin Jakimowicz: Doświadczył Pan kiedyś takiego zgorszenia ze strony Kościoła, że przez pewien czas musiał omijać kościoły szerokim łukiem?

Prof. Jan Grosfeld: – Nie miałem takiej sytuacji. Może dlatego, że wszedłem do Kościoła, gdy miałem 35 lat, i nie bardzo wiedziałem, w co wchodzę? (śmiech). Chrzest przyjąłem 30 lat temu. Jestem starym człowiekiem. A to oznacza tylko jedno: muszę się nawracać. Nasza natura jest moralistyczna, dlatego pierwszą reakcją na grzech ludzi jest zgorszenie. Mamy myślenie jurydyczne, a to znaczy, że gdzieś w głębi myślimy, że zbawia nas prawo. Nie bez powodu św. Paweł przypominał, że prawo jest dowodem, że jesteśmy „w śmierci”, że ono nie zbawia. Zbawia miłosierny Bóg.

Nad Wisłą dokonujemy skrótu myślowego. Mówimy: „On jest dobry, bo chodzi do kościoła”.

– Dzielenie ludzi na tych, którzy są „dobrzy, bo religijni”, i „źli, bo niereligijni”, wynika z czysto ludzkiego myślenia, które z Panem Bogiem nie ma nic wspólnego. Co wcale nie znaczy, że wiara (nie religia!) nie pozwala nam pełnić dobrych uczynków, czyli czegoś, co przekracza nasze ludzkie możliwości. Ja akurat mam możliwość słuchania w Kościele i w kościele Dobrej Nowiny. W wielu natomiast przypadkach słyszy się przepowiadaną politykę, prawo, moralność. Jestem wdzięczny Bogu, bo ja naprawdę bardzo potrzebuję słyszeć nieustannie o tym, że Bóg kocha grzesznika.

A jeśli przepowiadający taką nowinę są uwikłani w skandale? Myślę o liderach Wspólnoty Błogosławieństw. Dlaczego Pan Bóg dopuszcza takie zgorszenia?

– Na zgorszenie można patrzeć z dwóch stron. Obie są prawdziwe. Pierwsza jest taka: kim jesteś, byś miał gorszyć się kimś albo czymś. Gorszy się jedynie ten, kto uważa się za lepszego. Nie gorszy się człowiek, który wie, że jest zdolny do każdego zła.

„Kto pożądliwie patrzy na kobietę, już w sercu dopuścił się”… i tak dalej?

– Słyszałem kiedyś świetne powiedzonko: „Dlaczego nie zabiłaś jeszcze swojego męża? – Bo zabrakło noża w pobliżu”. To znaczy, że nasze „ja” jest zdolne do każdego świństwa, ale Pan Bóg tym, którzy za Nim idą, odbiera często „narzędzie zbrodni”, czyli nie zdejmuje z nich swojej ręki. Gorszy się ten, kto uważa się za lepszego od innych. Klasyczna historia faryzeusza i celnika. Faryzeusz jest bardzo pobożny i wdzięczny Bogu (a to przecież esencja chrześcijaństwa!). Tyle że jest wdzięczny za to, „że nie jest jak ten celnik”. Stawia się wyżej. Na takiego człowieka zawsze przyjdzie upadek. Być może liderzy Wspólnoty Błogosławieństw zapędzili się zbyt daleko w budowaniu swego „ja”? Nie wiem. Wiem natomiast, że nie można popełnić ciężkiego grzechu, jeśli wcześniej nie ma się na sumieniu wielu drobnych grzeszków. „Kilka razy zerknąłem na pornografię, w czym problem?”. To rodzaj małych furtek, szczelinek. Wczoraj słyszałem porażającą opowieść. Do kapłana trafił człowiek. Żył w małżeństwie, miał dzieci. „Zdarzyła mi się rzecz straszna – rozpaczał. – Wszedłem pierwszy, drugi, trzeci raz na strony pornograficzne. Najpierw heteroseksualne, potem spróbowałem homoseksualnych. Po pewnym czasie skontaktowałem się z jedną z osób z tej strony, przeżyłem inicjację. Jestem z nim w związku. Straszliwie cierpię. Co mam robić?”. „Przyjdź słuchać katechez”. Nie przyszedł. Mechanizm wciągnięcia się w zło jest przerażający. Dlatego powiedziane jest wyraźnie: kto jest dalej na drodze wiary, powinien tym bardziej drżeć. Bo w każdym momencie Bóg może zdjąć z nas swą rękę. Jeśli nie idę drogą pokory, to znaczy, nie uznaję się za najgorszego (za takiego zgodził się być uznany sam Chrystus!), to nie mogę oddawać mojego życia za drugich jak On.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6