Bo on wyciągnął rączki po wszystko: różaniec, kieliszek, pieniążek. Bo jako dziecko zabrała komuś zabawkę. Bo tak słodko wyglądali przed ołtarzem. Bo przecież wszyscy wiemy…
Tak łatwo zawyrokować, nadać fundamentalne znaczenie wydarzeniom, zapędzić się w interpretacjach. Świat mówi do nas, jako obserwatorzy i uczestnicy życia stopniowo nabieramy doświadczenia – to prawda. A jednak doszukiwanie się we wszystkim ciągu przyczynowo-skutkowego potrafi prowadzić nas na manowce. Maksymilian nie dlatego jest święty, że mu dwie korony pokazano, choćby to zrobiła sama Matka Boża. Żył, jak żył, wybierał, co wybierał. I to właśnie miało dla tej świętości znaczenie.
Pewnie że wiele otrzymujemy. Że Bóg nie liczy naszych zasług czy też – powiedzmy to inaczej – Jego hojność je wyolbrzymia (bo jak tu rozumieć wszelkie igły podniesione z podłogi). Taki Franciszek, dla przykładu, żebraka uściskał właśnie jako człowiek prowadzony Bożą łaską. To nie była sztuczka magiczna ani sterowany odgórnie pobożny eksperyment, a przede wszystkim to nie wzięło się znikąd, było owocem jego wewnętrznej przemiany. O tym czasem zapominamy. Pragniemy rzeczy wielkich albo zwyczajnie: dobrej przyszłości, właściwych relacji. One jednak, jeśli spadają z nieba, to zapewne trochę w innym sensie niż byśmy oczekiwali. Jaka jest alternatywa? Katorżnicza praca nad sobą, ściganie się ze swoim duchowym lenistwem łeb w łeb? Być może niekoniecznie. Tyle że zawsze jest tu jakiś rodzaj naszego otwierania się, naszych kroków ku, naszego dialogu (choćby i z Bożą Matką).
Znużenie, rezygnacja, postanowienie, by już więcej nie postanawiać, czy wprost przeciwnie: gorączkowy zapał, ambicje, lista marzeń – są to czasem dwie strony tej samej monety, którą próbujemy przekupić rzeczywistość, a może i Boga. Nie chodzi o to, by zaprzeczać temu, z czym dziś przed ołtarz przychodzimy. Ani też o pogłębioną analizę dlaczego tak jest (ona nigdy się nie kończy). Najważniejsze, by być tutaj. Najważniejsze, że tu przy Nim jesteśmy.
Głupio byłoby zamykać sobie nawzajem drogę. Choć czasem naprawdę niczego dobrego już się po sobie nawzajem nie spodziewamy. Nasze duchowe biografie pełne są takich, hm, ciekawostek, że z ręką na sercu nie widzimy możliwości zmiany na lepsze ani u siebie, ani u innych. Do kogo jednak byłby ten Boży apel o rozkwitnięciu pustyni, o kościach ożywionych, o źródle?
Przyszedł na nas właśnie czas nawrócenia. Mówią nam o tym wszystkie znaki.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Konflikt w Zatoce Perskiej kładzie się cieniem również na życiu chrześcijańskich imigrantów.
W Wielki Piątek zbiórka na rzecz chrześcijan w Ziemi Świętej.