No dobra, Floriana było tydzień temu. Ale wyprawa do dalekiego Chorzowa miała miejsce dopiero po moim poniedziałkowym dyżurze na Wiara.pl, więc felietonowa relacja z tego wiekopomnego zdarzenia dopiero dziś.
Niby śmichy-chichy, niby takie nic (przejdź na drugą stronę drogi i już jesteś w Chorzowie. Albo w Świętochłowicach. Albo w Rudzie Śląskiej. Albo w Piekarach). I to nie teleportacja. To ta naszo górnośląska topografia :)
Ale dzięki temu wszędzie mamy blisko, więc i choróbsko wciąż jeszcze daje się jakoś tam oszukać. Więc ruszamy, autobusem lub tramwajem, w kolejną, daleką, 20-minutową podróż i lądujemy w innym świecie. Tym razem, jako się już rzekło, w Chorzowie.
Familoki wyszprejowane na niebiesko (ino Ruch!). Pod Muzeum Hutnictwa Ligoń pozujący na śląskiego powstańca (ino skąd ten miecz? Takiej broni przecież wtedy nie używali). Ale co tam. Idziemy dalej. Może i lekko kulejąc, zipiąc, zęby zaciskając, ale jednak kierując się na tajemniczy Amelung.
Zanim tam jednak dotrzemy - a miejsce to prześliczne. Wzorcowy przykład rekultywacji, rewitalizacji terenów poprzemysłowych - postanawiamy zajrzeć do św. Floriana. Patrona miasta i dzisiejszego (czyli tego sprzed tygodnia) dnia.
Może kojarzą Państwo to sanktuarium? Chociażby ze zdjęć, jakie czasem pojawiają się na naszym portalu, gdy trzeba zilustrować jakiegoś newsa o handlu w niedzielę lub sekularyzacji. Wtedy sięgamy np. po którąś z fotografii wykonanych przez Romka Koszowskiego w tej okolicy. Bo wygląda tam tak:

Nieźle, nie ma co. Ale takie to są te nasze decyzyjne miglance. Zamiast zrobić wokół sanktuarium jakiś park, fajny teren zielony, wciskają oczywiście market lub deweloperkę. I tak to się tukej kręci. Ale przed wyborami wszyscy eko. I łopaty w dłoń. I sadzenie drzewek (na środku wykostkowanych rynków naszych miast), które i tak potem w większości usychają…
Szkodać godać. Niy ma co sie nerwować. Zwłaszcza, że u Floriana naprawdę fajnie. Z zewnątrz, architektonicznie, nie jest źle. Niby kanciok, ale modernistyczny. Efektowny. Z fantastyczną płaskorzeźbą przy wejściu, a właściwie dwoma, ukazującymi apostołów.
W środku też super. Rzeźby, płaskorzeźby, witraże, malowidła na górze – stoi człowiek wpatrzony, jak w jakiej Sykstynie, a to ino Chorzów, chopie. Ino?
A no właśnie. Nie doceniamy tego, co mamy pod nosem. Za rogiem. Za winklem. Latamy po świecie (ostatnio influencerzy i TikTokerzy upatrzyli sobie Arktykę i nawet te tereny zaczynają zadeptywać). Tragedia…
A poniżej, w galerii, kilka zdjęć zrobionych przez Żonę u św. Floriana. Żeby Państwo mieli wyobrażenie ;)
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |