Najcierpliwsza przychodzi z pomocą nam, którzy nie potrafimy być cierpliwi jak Bóg

Wzmianka o pierwszym objawieniu Matki Bożej sięga czasów apostolskich, a dokładnie pierwszych lat po wydarzeniach paschalnych i po Zesłaniu Ducha Świętego.

Uczniowie Jezusa rozeszli się już po świecie, by zgodnie z poleceniem Mistrza „głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”. Jakub Apostoł, brat Jana, umiłowanego ucznia Jezusa, ruszył na tereny dzisiejszej Hiszpanii. Nieudana misja Apostoła Jakuba Misja św. Jakuba okazała się co najmniej trudna. Lud, któremu Apostoł głosił Dobrą Nowinę o Chrystusie, nie chciał go w ogóle słuchać. Przez lata Jakub nie ustawał w swoich wysiłkach, by zaprosić ludzi na drogę zbawienia. Na próżno.

Czyżby nawet najświętszy i wyposażony w łaski Apostoł okazywał się czasem bezradny wobec zatwardziałości grzeszników? Wygłoszenie takiego stwierdzenia byłoby jednakże fałszywym uproszczeniem! Polegałoby ono na zawężeniu perspektywy czasowej – oto bowiem działalność misyjna Jakuba wcale nie zakończyła się porażką! Jego ewangelizację Hiszpanii trzeba podzielić na dwa etapy.

Pierwszy to rzeczywiście czas bezskutecznych wysiłków Apostoła. Jednak pierwszy etap wcale nie jest ostatnim. Albowiem kiedy człowiek zrobi wszystko, co w jego mocy, a swoją pracę bez reszty zawierzy Bogu, wcześniej czy później z nieba przychodzi pomoc.

Czy nie tak było w życiu św. Dominika, na próżno nawracającego albigensów? Wiemy, że Dominik wciąż podejmował trud ewangelizacji wspartej postem i modlitwą, ale heretycy nie chcieli go słuchać. Wówczas objawiła mu się Matka Najświętsza i wskazała na skuteczny środek – różaniec. Z tą chwilą rozpoczął się drugi etap działalności św. Dominika – czas zbierania niezwykłych owoców.

Czyż nie tak było w życiu proboszcza parafii Notre Dame des Victoires w Paryżu, którego po czterech latach bezskutecznej pracy wsparła Matka Boża? Czy nie tak może być w naszym życiu?… Chociaż pomoc z nieba nie musi być tak widzialna, jak w przypadku św. Jakuba Apostoła.

Drugi etap działalności misyjnej św. Jakuba zaczął się w roku 40, dokładnie 2 stycznia (inna wersja mówi o 12 października). Jeszcze przed chwilą Jakub Apostoł powątpiewał w sens podejmowanej przez siebie pracy ewangelizacyjnej i rozważał możliwość opuszczenia hiszpańskiej ziemi. Ile lat można spotykać się z obojętnością i nienawiścią? Nawet największa świętość i największa gorliwość mają swoje granice. Może nie ma ich tylko świętość najświętsza z najświętszych, ta, która mieszka w Niepokalanym Sercu Maryi, zawsze cierpliwym, zawsze gotowym nieść pomoc grzesznikom, umiejącym czekać nawet do ostatniej godziny życia. Tak, chyba tylko Matka Najświętsza umie do końca wyczekiwać owoców naszego nawrócenia.

To zwykle właśnie ta Najcierpliwsza przychodzi z pomocą nam, którzy nie potrafimy być cierpliwi jak Bóg. To właśnie Ona ukazała się wątpiącemu Jakubowi, który zatopiony w modlitwie pytał Boga, co ma czynić. Możemy sobie wyobrazić jego radość i zdumienie, gdy stanęła przed nim Ta, którą znał osobiście z czasów wędrowania z Jezusem po Judei i ziemi galilejskiej, którą podziwiał za wytrwanie w wierze w Wielki Piątek i Wielką Sobotę.

Wiedział, że wiara całego Kościoła przetrwała w tamtych dniach tylko w sercu tej niezwykłej Kobiety. A potem uczył się od Niej modlitwy w Wieczerniku, modlitwy tak wielkiej, że w dniu Pięćdziesiątnicy otwarło się niebo i Bóg wylał na zebranych wokół Maryi swe wspaniałe dary. Teraz widzi tę samą Maryję w Hiszpanii!

Spotkanie miało miejsce nad brzegiem rzeki Ebro, w Saragossie. Maryja ukazała mu się na jaspisowym filarze jednej z rzymskich budowli. Otaczał Ją chór aniołów śpiewających na Jej cześć. To było objawienie kogoś, kto już zamieszkuje niebo!

Tak, Maryja żyła jeszcze na ziemi, ale już odbierała hołdy w niebie, już była jego niekoronowaną Królową.

Niech nas to nie dziwi, przecież niebo i ziemia to nie są dwa odległe światy, które się z sobą nie kontaktują, nie przenikają, nie mają ze sobą nic wspólnego.

Przypomnijmy sobie, co powtarzamy każdej niedzieli, wyznając uroczyście w naszym chrześcijańskim Credo: „Wierzę w świętych obcowanie”. Nie chodzi tu wcale o obcowanie świętych między sobą w niebie, lecz o ich obcowanie z nami! Chodzi o wstawiennictwo świętych! Chodzi o przenikanie się nieba i ziemi! To dlatego mówi się, że Matka Najświętsza nigdy nas nie opuściła.

To dlatego z taką łatwością raz po raz pojawia się między nami.

*

Powyższy fragment pochodzi z książki "Historia Objawień Maryjnych - Tom I. Od Madonny del Pilar 40 r. do Wychowawczyni z Vallecorsy 1821 r.". Autor: Wincenty Łaszewski. Wydawnictwo FRONDA

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11