Żyję czy „jestem żyty”?

Nie, to nie depresja. To w miarę trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość.

Sporo się ostatnio dzieje. Na ukraińskich frontach, gdzie Rosjanie są w wyraźnym odwrocie, więc sięgają po kartę straszenia bronią jądrową. Na Twitterze, na którym Czesi anektując rosyjski Obwód Kaliningradzki zyskują dostęp do morza (to żart oczywiście, kpina z „referendów” na Ukrainie). W relacjach polsko-niemieckich, w których nasz kraj stara się o zmianę relacji z paternalistycznych na zdecydowanie bardziej partnerskie. W Unii, której luminarze postępu biadolą nad wynikami wyborów w Szwecji i we Włoszech. I  na całym (niemal?) świecie, który boryka się z gospodarczymi skutkami walki z pandemią. Tak, nie samą pandemią, ale metodami walki z nią. W Kościele... Wyraźnemu zaognieniu ulegają stosunki między Kościołem katolickim w Niemczech a Kościołem powszechnym, a na polu ekumenicznym coraz wyraźniej widać bezsens dialogu z prawosławiem rosyjskim, które okazało się narzędziem oddawania czci nie Bogu, ale idei wielkiej Rosji... W Polsce też wiele się dzieje, ale to wszystko tak mocno uwikłane w polityczny spór między rządzącymi a opozycją, że nawet się o tym pisać nie chce. W polskim kościele z kolei między innymi kolejna odsłona sporu o pewnego charyzmatycznego kapłana, który przecież Kościoła słuchać nie musi, bo sam wie lepiej. A w tle gdzieś też różnorakie paszkwile pod adresem Kościoła, pisane rzekomo dla jego dobra...

Uciec przed tym wszystkim się nie da. Ale idealnie sprawdza się to, co pisał Kohelet, że „mówienie jest wysiłkiem”. Co to da, że zabiorą głos, wyjaśnię stanowisko, opowiem się za albo przeciw? Losów świata to nie zmieni. I ludzkich poglądów na te sprawy też nie. Te przecież niezależne są zarówno od znajomości faktów jak i umiejętności poprawnego rozumowania; człowiek po prostu wie, a fakty, odpowiednio dobrane, potrzebne są tylko po to, by własne stanowisko potwierdzić. Zresztą gdy takich nie ma wystarczają domysły...

Bezradny wobec tego co się dzieje, jak ktoś kto patrzy na spienione morskie fale uderzające o brzeg czy na lawinę zasypującą obóz alpinistów uczę się pokory. Nie zmienię losów świata, nie zmienię tego, co dzieje się w moim otoczeniu. Czy dam choć radę zmienić samego siebie tak, bym nigdy nie musiał uznać, że nawaliłem, że moja postawa wskazuje, że jestem zwyczajnie głupi?

Jeśli coś mogę, to tylko w modlitwie powierzać ten świat, Kościół, moich bliskich i siebie samego Bogu. Tylko On może sprawić, że ten świat obudzi się z tego narkotycznego niemal transu głupoty wszelakiej. Bo tylko On ma moc przemieniania ludzkich serc.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7