Z jednej nienawiść, z drugiej miłość…

Gdy wyją syreny, są z podopiecznymi. Wszyscy pod Bożym płaszczem.

Siostra Adrianna Kiś, służebniczka dębicka, kiedy jeszcze mieszkała w Polsce, z ogromnym oddaniem pochylała się nad starszymi i schorowanymi współsiostrami. Od lat pracuje na Ukrainie, w Gródku Podolskim – wśród biednych i chorych. Nie zostawiła swoich starszych podopiecznych, gdy wybuchła wojna.

Moje miejsce

– W Polsce pracowałam m.in. w Krakowie-Płaszowie i w Tuchowie. Cieszyłam się każdą chwilą spędzoną z niedołężnymi siostrami, a gdy były szczęśliwe i zadowolone z opieki, dodawało mi to chęci do dalszej pracy. Założyciel sióstr służebniczek bł. Edmund Bojanowski pisał: „Oddanie uszanowania starszym szczególne zadowolenie mi sprawia”, a ja czułam to samo – opowiada s. Adrianna. – Chciałam więc na stałe pracować ze starszymi ludźmi. Jednak nie sądziłam, by było to możliwe: nie byłam wykwalifikowaną pielęgniarką.

Pewnego dnia s. Adrianna odebrała telefon od przełożonej. Padło pytanie: „Czy podjęłaby się siostra wyjazdu na Ukrainę, do Domu Miłosierdzia w Gródku Podolskim?”. Dom jest własnością księży marianów, którzy potrzebowali pomocy i wsparcia w jego prowadzeniu. Od 2002 r. pomagają im służebniczki. Siostra Adrianna nie wahała się ani chwili. Na Ukrainę dotarła 5 sierpnia 2009 r. – Wówczas w Domu Miłosierdzia przebywało od 40 do 60 pensjonariuszy. Były to osoby starsze, ale też chore, z różnego rodzaju dysfunkcjami, problemami, najczęściej z bardzo biednych środowisk. Ich rodziny nie mogły się nimi zaopiekować, więc powierzyły bliskich naszej opiece – mówi s. Adrianna. Wielokrotnie po przyjeździe pytano siostrę, jak długo przyzwyczajała się do nowego życia. – W zasadzie od razu poczułam się jak u siebie. Wszystko tu było swojskie i rodzinne, takie… moje. Pewnie to dar od Boga, by łatwiej było pracować – odpowiada.

W centrum domu znajduje się kaplica, codziennie sprawowana jest Msza św. Siostry służebniczki, personel świecki oraz pensjonariusze w każdej chwili mogą modlić się i korzystać z sakramentów świętych. – Opieka duchowa czasem jest ważniejsza od tej fizycznej i materialnej – twierdzi służebniczka. – Człowiek starszy, schorowany, po różnych dramatycznych przejściach potrzebuje miejsca, w którym otrzyma całościową opiekę – ciała i duszy, gdzie nawet na stare lata poczuje się kochany i potrzebny. I gdzie będzie czuć bliskość Boga w codziennym zmaganiu z chorobą, cierpieniem, niedołęstwem.

Do Domu Miłosierdzia trafia wiele osób w ostatnim stadium choroby, będących na skraju życia i śmierci. Czasem zbuntowanych, trudnych. Wiele z nich nigdy nie korzystało z sakramentów, niektóre pochodzą z rodzin niewierzących lub takich, które w czasach komunizmu utraciły wiarę. – Na tych terenach osobom wierzącym przez całe dziesięciolecia było bardzo trudno – tłumaczy s. Adrianna. – Za praktykowanie wiary byli prześladowani, a gdy Ukraina odzyskała niepodległość, także nie było łatwo wrócić do wiary: ludzie albo nie mieli odwagi, albo nikt im nie pomógł zbliżyć się do Boga. Dlatego niektórzy z naszych podopiecznych dopiero u nas, pod koniec ziemskiego życia, przystąpili do spowiedzi, przyjęli Komunię. Wielu właśnie pojednanych z Panem Bogiem umarło w spokoju – opowiada.

Jak mówi s. Adrianna, cierpiący i chorzy są świadectwem wiary, nadziei, miłości. – Byłam wielokrotnie przy umierających, którzy z wielką ufnością czekali na Jezusa. Jednego razu siedziałam przy starszej pani i zapewniałam ją, że Jezus na nią czeka. Ona krzyknęła z radością: „Też na Niego czekam i już chcę z Nim być!”. Wkrótce spokojnie umarła. Druga starsza pani na zapewnienie, że Jezus ją kocha, odpowiedziała: „Dziękuję Mu”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7