Trzy kolory: różowy

– Jesteśmy schodami, po których ludzie przychodzą do Boga, a Bóg schodzi do ludzi – mówią o sobie zakonnice w różowych habitach.

Dixit, Rummikub, Splendor… – siostra Maria Amata jednym tchem wymienia gry planszowe, które towarzyszą siostrom podczas wieczornych rekreacji. – O, Splendor! Moja ulubiona – wyrywa mi się. 85-letnia s. Maria Bonita spogląda na mnie z zawadiackim błyskiem w oku. – Nic, tylko wstąpić – ripostuje.

Ale trzynaście sióstr Służebnic Ducha Świętego od Wieczystej Adoracji, mieszkających w nyskim klasztorze Słowa Bożego nie dla planszówek wstąpiło za klauzurę. Przyciągnęła je Miłość. Dlaczego dały się zamknąć za kratą? – Ale ja się nie czuję zamknięta! – protestuje s. Maria Estera. – Dla mnie życie za klauzurą oznacza właśnie większe otwarcie na świat, Boga i ludzi. Bo żyjąc tak blisko Niego, mogę wejść w Jego logikę, patrzeć Jego oczami na całą otaczającą mnie rzeczywistość. To jest dopiero otwarcie! – stwierdza zdecydowanie.

– Kiedy spotykamy się z ludźmi w rozmównicy, nie zwracamy uwagi na kratę, która nas oddziela – my jej właściwie już nawet nie widzimy. Jesteśmy słabymi kobietami, które dostały od Pana Jezusa łaskę życia razem z Nim. A tylko w Nim jest prawdziwa wolność! – potwierdza s. Maria Krystyna.

Różowe, niebieskie, czarni

Transatlantyk, dwa tygodnie na morzu, sztormy i choroba morska… Takie rzeczy rzadko kojarzą się z siostrami żyjącymi za klauzurą. A właśnie taki był początek zakonnego życia s. Marii Bonity, która przywdziała habit w połowie lat 50. Po pierwszych ślubach przełożeni skierowali cztery młode zakonnice do USA – to właśnie w czasie tej wyprawy s. Maria Bonita przeżywała morskie przygody. Na tym jednak nie skończyło się jej podróżowanie po świecie – przez kilka lat modliła się w klasztorach na Filipinach, potem prawie ćwierć wieku spędziła ponownie w Stanach Zjednoczonych, wreszcie wróciła na Stary Kontynent, gdzie kilka razy podróżowała pomiędzy Berlinem a Nysą.

Siostry w różowych habitach żyją dziś w 22 klasztorach w 12 krajach świata, również tak egzotycznych jak Togo czy Indonezja. Czasem, za swoją zgodą, przenoszone są pomiędzy domami. – Na pierwszą placówkę misyjną zostałam skierowana do Berlina. Przed wyjazdem miałam sporo obaw. Wtedy jedna z sióstr, która była w tamtym klasztorze, napisała do mnie: „Przyjeżdżaj, Pan Jezus jest tutaj ten sam!” – wspomina s. Maria Weronika.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6