Misja zrodzona z wdzięczności

Przez pół wieku Karmel mocno wrósł w ziemię Burundi. – Każdego dnia dziękuję Bogu za tę obecność, dzięki której wiara wzrasta – mówi Hermes Nijimbere, który wraz z karmelitami bosymi angażuje się w poprawę bytu najuboższych mieszkańców tego kraju.

Chrześcijaństwo przyszło do Burundi tuż po „różańcowych” encyklikach Leona XIII, w czasie ogłoszenia dogmatu o Wniebowzięciu NMP i poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi. Pierwsza karawana misyjna dotarła na tereny ówczesnego Królestwa Urundi w 1896 r., we wspomnienie Matki Boskiej z Góry Karmel. Pierwsi misjonarze mieli ze sobą różańce i do dziś każdy katechumen w dniu chrztu zawiesza go sobie na szyi.

Pół wieku temu na ten teren przybyli polscy karmelici. Fundatorem misji był o. Leo­nard Kowalówka, spowiednik kard. Wojtyły. Zorganizował pierwszą w historii samodzielną misję polskich karmelitów. Wcześniej przez niespełna trzy wieki dołączali oni do inicjatyw międzynarodowych. Pod egidą o. Leonarda tylko jednego dnia, 1 września 1971 r., na misje wyjechało aż jedenastu zakonników. – To posłanie miało być odpowiedzią na wołanie Soboru Watykańskiego II o nowych misjonarzy. Był jednak jeszcze inny motyw. W czasie rozbiorów dwie prowincje karmelitów bosych istniejące na terenie Królestwa Polskiego zostały zniszczone. Z odradzających się powoli klasztorów dopiero w 1920 r. utworzono samodzielną polską prowincję zakonu. W 1970 r. miał być obchodzony jubileusz jej 50-lecia. To skłaniało do wdzięczności, która wyrazić się miała m.in. podjęciem samodzielnej pracy misyjnej – wspomina ojciec Teofil Kapusta, który był w pierwszej misyjnej ekipie. Karmelitańskie kroniki odnotowują, że wszyscy nowicjusze z Czernej zgłosili gotowość wyjazdu do Afryki. Pół wieku od tych wydarzeń pracujący na Czarnym Lądzie zakonnicy podkreślają, że w czasie, gdy miejscowi biskupi rozbudzają ducha misyjnego w lokalnym Kościele afrykańskim, Karmel nie powinien być w ogonie, ale w awangardzie. – Skoro nasza misja zrodziła się z wdzięczności, to powinniśmy być równie hojni i podzielić się z Kościołem owocami łaski Bożej. Są jeszcze kraje Afryki, gdzie Karmel nie jest obecny – mówi „Gościowi” ojciec Maciej Jaworski, który swe powołanie misyjnego odnalazł przy sprzątaniu muzeum misyjnego w Czernej.

Kościół i szkoła

Patrzę na zdjęcie stanowiące chyba najlepsze podsumowanie pięciu dekad misyjnej posługi karmelitów. Na lotnisku w Bużumburze stoi o. Kamil Ratajczak, z nieśmiałym uśmiechem i tą samą walizką, z którą przyleciał do stolicy Burundii w 1971 roku. –Wytrwałość jest dla nas siłą – mówi Eryk Twagiramungu, kleryk po drugim roku filozofii, wyraźnie zafascynowany przykładem życia polskiego misjonarza, który właśnie świętował dwa złote jubileusze: kapłaństwa i życia misyjnego. – Karmel przybył nie tylko po to, by zaszczepić swój charyzmat, lecz także by dzielić z nami wspólne życie w regionie Wielkich Jezior. Przyczynił się do wzrostu duchowego i materialnego, dzieląc się dobrami z ludźmi odtrąconymi i zmarginalizowanymi – podkreśla seminarzysta.

Gdy go słucham, przypomina mi się wizyta w parafii Mpinga, którą polscy karmelici objęli jako pierwszą. Jechałam do niej tą samą drogą nad brzegami jeziora Tanganika, którą pokonali pierwsi misjonarze. Przez bananowe i palmowe gaje prowadzi ona w wysokie góry. Zatrzymaliśmy się przed kościołem parafialnym. Patrzyłam na wzruszenie ojca Bartłomieja Kurzyńca, który w tym miejscu zdobywał misyjne szlify, i na mężczyznę, który przybiegł go przywitać. Z szacunkiem ściskał ręce misjonarza, który go ochrzcił. Opowiadał o swym życiu i dziękował za to, że karmelici nauczyli go fachu. Jak mówił, jest wziętym murarzem i dzięki temu jego rodzinie żyje się dobrze. W zapiskach misjonarzy można wyczytać, że na początku wielu się dziwiło, iż karmelici budowali nie tylko kościoły i kaplice, lecz także szkoły. Wymagali też, by katechumeni umieli czytać i pisać. Po latach widać owoce tej działalności. „Przesądy i czary mają jeszcze wiele do powiedzenia w naszej okolicy. Czarownicy i inni spryciarze żerują na naiwności, wyzyskując i tak już biednych ludzi” – notował ojciec Kapusta i podkreślał, że podstawowa edukacja jest szansą na uleczenie biedy wynikającej z nieświadomości matek i ojców. A jako duszpasterz mawiał: „Chodzi o to, by choć kilka osób w wiosce potrafiło przeczytać Ewangelię”. Karmelici wciąż wspierają najuboższych i odrzuconych. Przez adopcję serca pomagają w edukacji, prowadzą też programy rolnicze, dzięki którym najubożsi wychodzą z upokarzającej nędzy (choćby ostatni projekt „Koza i drzewo awokado dla Pigmeja”). Sięgają też po najnowsze wynalazki techniki komunikacji, dzieląc się w mediach społecznościowych słowem Bożym i konferencjami o duchowości karmelitańskiej w miejscowych językach.

Krzyż zakazany

Początek misji polskich karmelitów zbiegł się z wybuchem czystek etnicznych w 1972 r., podczas których wymordowano całą inteligencję plemienia Hutu. Wystarczyło, że młody mężczyzna nosił okulary albo skończył szkołę średnią – przez reżim Tutsi był traktowany jako zagrożenie. Mimo trudnych okoliczności misjonarze budują kolejne kościoły, szkoły, szpitale i otwierają liczne punkty katechetyczne. W 1979 r. następuje trudny okres prześladowania Kościoła. W pierwszej fali wyrzuconych zostaje dwóch karmelitów – przełożony misji o. Teofil Kapusta i proboszcz parafii Musongati o. Jan Kanty Stasiński. Dostali 48 godzin na opuszczenie umiłowanej Burundi. Po interwencji Jana Pawła II prezydent Jean-Baptiste Bagaza zmienił taktykę i nie pozwolił przedłużać wiz misjonarzom. Doprowadził też do tego, że w całym kraju zaczęto masowo usuwać krzyże, ponieważ – jak mówił – na ziemię Burundi nie ma prawa padać nawet cień krzyża. Prezydentowi przeszkadzał zwłaszcza 11-metrowy krzyż górujący nad Musongati. W radiu nadawano komentarze ministra spraw wewnętrznych na temat szkodliwości i nieużyteczności krzyża. Władze nakazały ludziom wykopanie go w ramach czynu społecznego. – W najbliższą niedzielę po tym wydarzeniu poszliśmy procesyjnie na górę pod krzyż. Odcięliśmy kamienny blok, w który był wbity, po czym ze śpiewem znieśliśmy go na dół i położyliśmy obok kościoła. Krzyż leżący na ziemi mówi sam za siebie – opowiadał mi o. Józef Trybała. Przy leżących na ziemi krzyżach lub w miejscach, z których je usunięto, na modlitwę masowo zaczęli zbierać się ludzie. Wyrzucane z cmentarzy krzyże zbierano w kościołach. – Była to najlepsza katecheza na temat krzyża – znaku sprzeciwu dla tych, którzy nie wierzą – mówi o. Trybała.

Prezydent zakazał także odprawiania Mszy św. w tygodniu. Upaństwowił niższe seminaria duchowne, wielu księży wtrącił do więzienia. Karmelici zostali wyrzuceni za obronę krzyża z Musongati. W końcu wszyscy zostali usunięci z Burundi. Wydawało się, że misja upada. Rozwijała się za to misja w Rwandzie. Po pięciu latach banicji trzech misjonarzy dostało pozwolenie na powrót do Burundi, by wznowić misję w Musongati.

Wkrótce jednak nowo powstała misja w Rwandzie przejdzie prawdziwą drogę krzyżową. Rozpoczynają się akty ludobójstwa w tym kraju. Misjonarze ratują ludzi, dowożą potrzebującym żywność. W domu rekolekcyjnym w Butare ukrywają się klaryski i franciszkanie. Po wojnie w tym miejscu wznowiono rekolekcje pomagające leczyć rany po ludobójstwie. Tu też formuje się nowe pokolenie rodzimych karmelitów.

Duszpasterstwo i formacja

Kolejne lata misji to czas wzrostu lokalnych powołań i przekazywania odpowiedzialności miejscowym karmelitom. Obecnie w wikariacie pracuje sześciu kapłanów z Polski, Amerykanin oraz trzynastu Burundyjczyków i Rwandyjczyków. Formację przechodzi dwudziestu kleryków. Wikariatem od pięciu lat kieruje Burundyjczyk, ojciec Zacharie Igirukwayo, którego właśnie wybrano na drugą kadencję. Doceniono jego wysoki poziom moralny, intelektualny i duchowy oraz szacunek, jakim cieszy się wśród świeckich. – Zostałem pociągnięty przez styl apostolstwa karmelitów. Gdy byłem dzieckiem, nie było u nas wielu chrześcijan. Obserwowałem, jak ojcowie chodzili pieszo po terenie misji i zostawali w centralach na kilka dni, gdzie żyli w prawdziwej biedzie. Widziałem ich zmęczenie, ale i otwartość na tych, którzy wpadali wieczorami, by posiedzieć i porozmawiać. Ludzie pomagali im przetrwać, przynosili orzeszki ziemne czy maniok do jedzenia – mówi ojciec Cyryl Barutwanayo, pierwszy rodowity Afrykanin w Karmelu.

– Karmel stworzył w Burundi podwaliny pod strukturę Kościoła diecezjalnego. Wybudował kilkanaście kościołów w jednym regionie. Diecezja Rutana to w połowie nasze terytorium misyjne z lat 70. XX wieku – tłumaczy ojciec Jaworski. W Rwandzie ich działalność ma częściej charakter formacyjny. Prowadzą dom rekolekcyjny w Butare, przy którym istnieje jedyna w tym regionie Afryki pustelnia. W Gitedze działa Karmelitańskie Centrum Duchowości Szkaplerznej, które staje się coraz ważniejszym centrum życia duchowego i formacji intelektualnej Burundyjczyków. W rwandyjskiej parafii Gahunga prężnie działa diecezjalne sanktuarium Bożego Miłosierdzia, natomiast Musongati staje się narodowym sanktuarium MB Szkaplerznej w Burundi. Paradoksalnie do rozprzestrzenienia tego nabożeństwa na cały kraj przyczyniła się wojna w 1993 roku i obóz dla uchodźców, jaki utworzono w parafii. Bracia i karmelitanki Dzieciątka Jezus nigdy nie opuścili wiernych w tych dramatycznych warunkach. Sanktuarium powstawało w czasie ataków, mordów, gwałtów i porwań. Ludzie mogli się spowiadać, zaczęli przychodzić z sąsiednich parafii. Po wojnie uchodźcy, których życie uratowano w Musongati, wrócili do swoich rozsianych po kraju miejscowości i roznieśli wieści o charyzmatycznym miejscu, gdzie księża spowiadają i przyjmują do szkaplerza. Obecnie trwa tam budowa sanktuarium, które jest wotum wdzięczności za pół wieku karmelitańskiej posługi w tym kraju. – Na święto MB Szkaplerznej oraz w pierwsze piątki i soboty miesiąca przychodzi tu nawet po tysiąc osób – mówi ojciec Fryderyk Jaworski, odpowiedzialny za budowę sanktuarium. 16 lipca do tego miejsca przybędzie kilka tysięcy pielgrzymów, by świętować jubileusz i dziękować za obecność Karmelu.

Pod płaszczem Maryi

– Bractwa szkaplerzne obecne działają we wszystkich diecezjach. Liczba chrześcijan, którzy przyjmują szkaplerz, z roku na rok wzrasta. Parafie, gdzie nie ma jeszcze bractw, proszą o ich otwarcie. Proboszczowie są zadowoleni. Mówią, że członkowie bractw są aktywni w parafiach – mówi Hermes Nijimbere, sekretarz Komitetu Krajowego Bractw Szkaplerznych w Burundi. Wylicza, że pomagają oni w powrocie do sakramentów tym, którzy zerwali z Kościołem. Przed świętem MB Szkaplerznej zbierają jedzenie i zanoszą je do więzień i szpitali. Odwiedzają starszych, by nieść im Eucharystię do domów. Członkowie bractw aktywnie włączyli się też w budowę sanktuarium. Ich finansowym wkładem będzie wykonanie głównego krzyża.

– Pielgrzymowałem tu w czasie wojny. Nieraz nad głowami świstały nam kule, jednak nigdy nic się nikomu nie stało. Przychodziliśmy schronić się pod płaszczem Maryi – opowiada Evariste. – Szkaplerz jest powodem do dumy – dodaje Leonard. – Przyjmują go nauczyciele, urzędnicy, policjanci. Przyjęciu szkaplerza towarzyszy pogłębiona katecheza – podkreśla.

– Wciąż najważniejsza jest praca w podstawowych wspólnotach. Na sześć wiosek mamy 140 takich miejsc. To jest przestrzeń wzrastania w wierze – mówi ojciec Eliasz Trybała. – To wciąż młody Kościół, wciąż potrzebuje dobrych wzorów i zdrowej nauki – podkreśla ojciec Kamil Ratajczak. Umocnieniem na tej drodze była historyczna peregrynacja relikwii św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Burundi i Rwandzie.

Ojciec Maciej Jaworski wyznaje, że gdy co rano w stołecznej kaplicy słucha recytowanej przez wiernych modlitwy jubileuszowej, modli się, by ciągle intrygowała ich tajemnica góry Karmel, by ich inspirowała, prowokowała do nieustannego szukania Boga. – Jeśli ten głód Pana uda się w nich zaszczepić, będę nieco spokojniejszy o przyszłość. Bo budynki mogą ulec zniszczeniu, ale autentycznego głodu Boga nie zgasi nic. Zostawiamy coraz lepszą infrastrukturę – sanktuarium, dom formacyjny, domy dla Pigmejów – jednak najważniejsze jest budowanie królestwa Bożego w ludzkich sercach – podkreśla karmelita.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9