Aborcyjny kryzys

Zamiast cieszyć się, że dzieci chore nie będą zabijane przed urodzeniem, musimy odpierać ostre ataki.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest olbrzymim sukcesem środowisk, które uważają, że każde życie ludzkie należy szanować. Jednak decyzja Trybunału wywołała protesty społeczne na niespotykaną dotąd skalę. Protesty, których przebiegu i prawdopodobnych konsekwencji nie sposób zlekceważyć.

Wolność ponad życiem

Protesty potwierdzają znany z historii mechanizm – jeśli określone zasady etyczne chcemy ująć w normy prawne, powinna być na to powszechna zgoda społeczna, inaczej może dojść do poważnego kryzysu. Właśnie z takim zjawiskiem mamy obecnie do czynienia. Dla katolików, czy szerzej zwolenników prawa naturalnego, jest oczywiste, że norma „nie zabijaj” powinna być przełożona na prawo zakazujące aborcji. Jednak jeśli znaczna część społeczeństwa nie podziela takiego stanowiska, trzeba to w procesie tworzenia prawa uwzględnić. Ograniczaniu aborcji powinno towarzyszyć promowanie w społeczeństwie szacunku dla życia. Protesty pokazały, że tego zabrakło, że starania o obronę życia przegraliśmy na poziomie świadomości społecznej.

Warto przyjrzeć się, kto i dlaczego protestuje. Tłumaczenie, że to skrajne feministki albo młodzież, która traktuje to jako okazję do rozróby, z pewnością jest niewystarczające. Trzon manifestantów stanowią osoby, które nie niszczyły kościołów, nie wysuwały haseł politycznych, lecz na przykład uznały, że została im odebrana wolność wyboru, że państwo chce ingerować w ich intymne sfery życia. Oczywiście w tym momencie w sporze pada argument, że życie dziecka jest ważniejsze niż tak rozumiana wolność. Tyle że protestujący z taką hierarchią się nie zgadzają i musimy ten fakt przyjąć do wiadomości.

Aborcja sama w sobie jest złem, udział w manifestacjach ją popierających jest grzechem. Jednak nie oznacza to, że wśród manifestujących są tylko ludzie dążący do zła, np. zwolenniczki aborcji bez żadnych ograniczeń. Wśród nich są często nasze znajome, koleżanki. Paradoksalnie są też matki osób niepełnosprawnych, dla których opieka nad nimi jest tak wielkim ciężarem, że popierają prawo innych kobiet do wyboru.

Bez świętości

Wśród wielu różnych wymiarów protestów szczególnie bolesne są ataki na Kościół katolicki. Profanacje, przerywanie nabożeństw, wulgarne hasła i napisy na murach świątyń to tylko niektóre zachowania protestujących. Kościół stał się przedmiotem agresji z różnych powodów. Jako jedna z nielicznych instytucji otwarcie broni życia od poczęcia do naturalnej śmierci, płaci więc za głoszenie prawdy.

Jednak nie sposób abstrahować od tego, że protestują także ludzie chodzący do kościoła. Pewien ksiądz w Katowicach z przerażeniem zauważył wśród protestujących dziewczyny, które uczy religii. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że protesty są porażką Kościoła. Nie tylko z powodu odrzucenia jego nauczania o aborcji, ale w ogóle zakwestionowania Kościoła jako autorytetu i obsadzenia go w roli wroga. Czy można to wytłumaczyć światowymi procesami laicyzacji, czy jednak duża część winy jest po naszej stronie. Rodzą się zasadne pytania o jakość katechezy, duszpasterstwa, o nieradzenie sobie z pedofilią wśród duchownych, o odchodzenie młodych od Kościoła. Na te niepokojące zjawiska zwracamy uwagę w Kościele od lat, ale niewiele się robi, aby się im przeciwstawić.

Agresja młodszej części protestujących skierowana jest także wobec symboli narodowych. Niszczone są pomniki bohaterów naszej przeszłości. Dla ludzi walczących z komunizmem bolesna była profanacja, jakiej dopuścili się manifestujący w Gdyni, gdy na drzwiach nieśli kukłę imitującą Zbyszka Godlewskiego – ofiarę i symbol Grudnia ’70.

Niektórzy stawiają tezę, że mamy do czynienia z pojawieniem się nowego pokolenia, które odrzuca dotychczasowe wartości, a proaborcyjne manifestacje były dla niego wspólnotowym doświadczeniem. Jeśli rzeczywiście jest to prawda, a stosunek do życia społecznego jego członków będzie się opierać na głównym haśle protestów „Wyp…”, to przyszłość rysuje się w czarnych barwach.

Polityczne uwarunkowania

Na protestach najwięcej w wymiarze politycznym próbują ugrać działaczki feministycznego stowarzyszenia Ogólnopolski Strajk Kobiet. Stojąca na czele tej organizacji Marta Lempart uznała się za liderkę protestów, po czym wysunęła daleko idące postulaty polityczne. Nie tylko dotyczące prawa do powszechnej aborcji, ale także rozwiązania rządu. Jednak środowisko to nie ma większych szans politycznych. Ich postulaty i formy działania są zbyt radykalne, a na konferencjach, na których prezentują swój program, pada tyle niedorzeczności, że trudno je poważnie traktować. Warto przy tym wspomnieć, że pani Lempart była już weryfikowana przez wyborców i jako kandydatka na prezydenta Wrocławia w 2018 r. uzyskała 2,32 procent głosów.

Kryzys społeczny wywołany orzeczeniem Trybunału próbowała wykorzystać do obalenia rządów PiS sejmowa opozycja, m.in. poprzez próbę zdestabilizowania prac Sejmu, ale zakończyło się to fiaskiem.

W najtrudniejszej sytuacji znalazł się PiS. Opinia katolicka, a także biskupi od lat domagali się, aby „prawo stanowione chroniło życie człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci” (Komunikat z 381. Zebrania Plenarnego KEP, listopad 2019). W 2018 r. otwarcie poparli obywatelski projekt „Zatrzymaj aborcję”, który przewidywał zakaz aborcji eugenicznej. PiS był mocno krytykowany przez środowiska katolickie, że przez sześć lat rządów nie zmienił prawa aborcyjnego. Jarosław Kaczyński tłumaczył, że podejmując takie działanie, może stracić poparcie większości, a dla niego ważniejsze jest reformowanie Polski. Pozwolił jednak posłom Zjednoczonej Prawicy na złożenie w Trybunale Konstytucyjnym wniosku o zbadania zgodności przesłanki eugenicznej z konstytucją. Chodziło o to, aby spodziewane ataki lewicy przekierować na Trybunał. Przez cztery lata TK się w tej sprawie nie wypowiadał, aż do 22 października. Wyrok wywołał oskarżenia, że czas wydania orzeczenia był zły, że w ogóle nie trzeba było ruszać kompromisu, że J. Kaczyński prowadzi wokół tej sprawy polityczną grę. Rzeczywiście apel lidera PiS o obronę kościołów przed uczestnikami proaborcyjnych protestów był błędem, bowiem mógł się skończyć walkami na ulicach, a do tego wikłał Kościół w bezpośrednią politykę. Od tego apelu zdystansował się episkopat, wzywając do umiaru i dialogu społecznego.

Wezwanie J. Kaczyńskiego stało się okazją do oskarżeń PiS o wykorzystywanie Kościoła w polityce i instrumentalne traktowanie wiary. Rzeczywiście pod rządami PiS mamy do czynienia z takim zjawiskiem. Jednak nie można zapominać o najważniejszym – niezależnie od rzeczywistych czy przypisywanych prezesowi PiS intencji, to za rządów Zjednoczonej Prawicy doszło do wykluczenia przesłanki pozwalającej zabijać nienarodzone dzieci, o co od wielu lat walczyła opinia katolicka. Warto też zauważyć, że na razie w wymiarze politycznym PiS bardzo traci, w sondażach poparcie dla tej partii spadło o ok. 10 procent.

Bez wyjścia

Rozmiar protestów skłonił niektórych do szukania kompromisowego wyjścia. Strona konserwatywna uważa, że należy stosować wyrok Trybunału, lewica chce aborcji na życzenie i już zaczęła zbierać podpisy pod obywatelskim projektem wprowadzającym takie rozwiązanie. Niektórzy opowiadają się za powrotem do kompromisu sprzed wyroku TK i wzywają, aby go nie publikować, co oczywiście jest niemożliwe. Prezydent Andrzej Duda zaproponował rozwiązanie, które przewiduje możliwość aborcji dzieci z wadami letalnymi.

Wyroku TK nie da się cofnąć. Nie tylko aborcja do 12. tygodnia życia dziecka, ale również rozwiązanie zaproponowane przez prezydenta są z nim sprzeczne. Wydaje się, że jesteśmy w sytuacji, z której nie ma wyjścia, choć są pewne możliwości. Nie wiemy, jak brzmi pisemne uzasadnienie wyroku TK, bo nie jest opublikowany.

Jest też możliwość doprecyzowania istniejącej przesłanki, która pozwala na aborcję, gdy zagrożone jest życie lub zdrowie matki. Można na przykład dopuścić sytuację aborcji, gdy rozwój chorego dziecka w łonie matki zagraża jej życiu i zdrowiu. Tyle że na takie rozwiązania nie zgodzi się lewica i nie wiadomo, czy to zakończy protest.

Wyrok TK oznacza, że w kwestii ochrony życia zrobiliśmy trzy kroki do przodu; być może, aby utrzymać, co się da, trzeba zrobić krok w tył. Tyle że wyrok TK nie pozwala się cofnąć. Rzeczywiście wydaje się, że mamy pat. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10