Znaleźć radę na układy

Nie od obywatela zależy, jak układają się relacje międzynarodowe. Ale od tego, jak sprawę widzi, zależy jaki głos przedostanie się do opinii publicznej.

Z cyklu "Jak żyć, by podobać się Bogu" na kanwie KKK 2437-2442

Na ile sposobów można okraść bliźniego? Zabrać co jego, zawłaszczyć dla siebie co nasze, wykorzystywać czy nawet oszukiwać go w pracy, przy zawieraniu umów i wiele innych... Skoro tak niesprawiedliwie można potraktować jednostkę, a nawet całe grupy ludzi, to dlaczego inaczej miałoby być w relacjach miedzy narodami i państwami? Przecież wiadomo, że w tym gronie są zarówno silni, dyktując innym warunki, jak i słabi, którzy na ten dyktat chcąc, nie chcąc, muszą się zgodzić. Nie mają innego wyjścia. Zresztą dość często to nie państwo jako takie oszukuje inne kraje, ale za jego pozwoleniem, czy przynajmniej przy jego bierności, wielkie korporacje czy instytucje, także międzynarodowe. A najgorsze w tym wszystkim, że tak skonstruowano ten system: aby bogaci mogli być coraz bogatsi, a biedni nigdy z biedy nie wyszli. System, z którego w jakiejś mierze korzystamy – poprzez udział w Unii Europejskiej – także my, Polacy.

Przesadzam? Jeśli, to tylko trochę. Kiedyś przecież i Polska była ofiarą tego systemu: zadłużenie rosło w zastraszającym tempie, choć je spłacaliśmy. Dziś na różne sposoby wykorzystywane bywają (też?) inne kraje. No bo jeśli wielki bank – państwowy, czy będący oczkiem w głowie państwa – pożycza pieniądze, których tak naprawdę nie ma, po to, by zyskać je jako spłacone zadłużenie, to co powiedzieć? Zwłaszcza gdy te pieniądze przeznaczone są w jakiejś mierze na zakup towarów, które produkuje kraj pożyczkodawcy. Żyć nie umierać: mamy zbyt, mamy rozwijający się eksport:  wystarczyło naiwnym pożyczyć. A potem powiedzieć, że ich wina, bo zamiast inwestować przejedli.

Albo dostęp do cennych surowców ze bezcen. Nie da się, bo państwo tanio nie sprzeda? Wystarczy odpowiednio wesprzeć grupy rebelianckie, których w różnych ubogich krajach nie brakuje, a problem tak czy siak się rozwiąże. Bo kto w zawierusze walk wewnętrznych nie szuka źródeł finansowania wojny? A do tego stosowane także przez bogatych różnorakie cła czy inne sposoby blokowania dostępu na własny rynek....

Co na to Kościół?

Kościół zauważa ten problem. Widać go w pierwszym rzędzie w fakcie, któremu nie da się zaprzeczyć: nierówności gdy idzie o bogactwo czy środki produkcji. Rozpiętość ta – piszą autorzy Katechizmu Kościoła Katolickiego (2437) „jest tak duża, że powoduje między narodami prawdziwy «przedział». Z jednej strony są ci, którzy mają w ręku i rozwijają środki wzrostu, a z drugiej ci, którym narastają długi”.

Jakie są tego powody? Autorzy Katechizmu wyrazili się dość ogólnie pisząc o przyczynach „rozmaitych” natury „religijnej, politycznej, gospodarczej i finansowej”, konkretnie wymieniając „systemy finansowe prowadzące do nadużyć i lichwiarstwa”, „krzywdzące stosunki handlowe” oraz „wyścig zbrojeń” (KKK 2438).  A skoro kwestia ta nabrała już wymiaru ogólnoświatowego trzeba też – piszą autorzy Katechizmu – żeby owe „wynaturzone mechanizmy” na tym poziomie powstrzymać. Także rewidując „skalę wartości i priorytetów”.

„Na narodach bogatych spoczywa poważna odpowiedzialność moralna za te narody, które nie mogą same zapewnić sobie środków swego rozwoju lub którym przeszkodziły w tym tragiczne wydarzenia historyczne” – przypomina Kościół (KKK 2439). Podkreślmy: to nie jest zdaniem Kościoła coś, co można zbyć machnięciem ręki i odłożyć na bliżej nieokreślone „później”. To poważy obowiązek moralny. Wynikający z obowiązku solidarności i miłości. Ale – zauważają autorzy Katechizmu –  może to też być także zobowiązanie sprawiedliwości (!), gdy „dobrobyt narodów bogatych pochodzi z zasobów, za które nie zapłacono sprawiedliwie” (2439). Różne oczywiście mogą być powody takiej oceny faktów, ale nie sposób nie zauważyć w tym aluzji do sytuacji, gdy sporo państw bogaciło się dzięki wyzyskowi w koloniach. Dziś zresztą też trudno uznać za sprawiedliwe praktyki neokolonialne, czyli utrzymywanie, różnymi metodami, zależności gospodarczej jednych krajów od drugich. Praktyki te często pozwalają bogatym tanim kosztem eksploatować bogactwa naturalne biednych.

Pomoc z wyobraźnią miłosierdzia

Jak pomagać krajom ubogim? Gdy mamy do czynienia z sytuacją pilną i nadzwyczajną – np klęski żywiołowe czy epidemie – potrzebna jest pomoc bezpośrednia. Czyli dostarczenie tego, czego brakuje, zwłaszcza artykułów pierwszej potrzeby. W szerszej perspektywie nie ma to jednak sensu. Trzeba raczej starać się pomóc tak, by kraje ubogie, przez wejście na ścieżkę rozwoju, same zapewniły sobie odpowiedni poziom zamożności. Nie znaczy to oczywiście, że muszą natychmiast zrównać się z najbogatszymi. Ale też – jak napisał w encyklice Tutti fratelli papież Franciszek – trudno uznać np. że jak mają prąd, to już nie są biedni; to, co było przyzwoitym poziomem w XIX wieku może być już życiem w ubóstwie w wieku XXI.

W celu wspomożenia rozwoju krajów ubogich „należy (...) reformować międzynarodowe instytucje gospodarcze i finansowe, by bardziej sprzyjały sprawiedliwym stosunkom z krajami słabiej rozwiniętymi” – przypomina Kościół. Zwłaszcza – jak zauważyli autorzy Katechizmu – w dziedzinie rolnictwa. Trudno nie zauważyć protekcjonizmu, stosowanego w tej dziedzinie gospodarki przez kraje bogate. Ot, unijne dopłaty do rolnictwa. Pomijając kwestię ich nierówności w samej Unii trzeba zauważyć, że w ten sposób kraje spoza Unii nie bardzo mogą na tym polu konkurować. A gdy jeszcze jakiś biedny kraj otrzyma pomoc żywnościową, co daje bogatym możliwość wyczyszczenia magazynów... Wtedy miejscowi rolnicy już zupełnie nie mają gdzie swojego towaru sprzedać.

Tak, relacje międzynarodowe, także z powodu wspomnianych wielkich nierówności, to na pewno sprawa skomplikowana i wielowątkowa. I na pewno nie czarno-biała. Trudno np. nie rozumieć bogatych chroniących swój rynek przed zalewem tańszych towarów z krajów uboższych: nie chcą pozwolić zniszczyć własny rynek. Gdy chodzi o rynek rolny byłoby to nawet dla tych krajów śmiertelnie niebezpieczne: z produkcji własnej żywności żaden kraj zrezygnować nie może. Na pewno potrzeba jednak takich działań, by międzynarodowy rynek gospodarczy był bardziej sprawiedliwy; by w większym stopniu pomagał biednym wyjść z biedy. A zwłaszcza by nie tłamsił ich rozwoju. Kościół unika wskazywania na konkretne rozwiązania. Wzywa raczej świeckich, do których należy angażowanie się w sprawy polityki, by tę rzeczywstość „ożywiali przez chrześcijańskie zaangażowanie”; by byli „świadkami i tymi, którzy wprowadzają pokój i sprawiedliwość” (KKK 2422) Bo, jak ufa, właśnie wiara w Boga i poznanie siebie znajduje się u podstaw wszelkiego pełnego (czyli nie ograniczającego się jedynie to niektórych aspektów) rozwoju ludzkiej społeczności. Zadanie to na pewno trudne. Ale na pewno potrzebujące nowych, bardziej sprawiedliwych i mocniej nastawionych na solidarność rozwiązań.


Na dziś wystarczy. Tradycyjnie, na następnej stronie, fragmenty z Katechizmu Kościoła Katolickiego, z których korzystałem pisząc ten tekst.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7