Bóg jest śpiewakiem

Zrobiliśmy z niej znachorkę, zielarkę i autorkę nadreńskich „kuchennych rewolucji”. Tymczasem mistyczka znad Renu, która pierwsze wizje miała już jako trzylatka, ma nam do zaoferowania coś o niebo lepszego.

Zachwyciła mnie jej dewiza: „Boskość tętni we wszechświecie”. Albo: „Sztuka stawania się człowiekiem polega na tym, by przemienić rany w perły”. Hildegarda z Bingen nazywała siebie „nieuczoną”, ale był to jedynie wyraz jej ogromnej pokory. Gigantyczna korespondencja z najmożniejszymi tego świata (w tym z cesarzem i papieżami) pokazuje, jaką siłę rażenia miała ta krucha benedyktyńska mniszka znad Renu, określająca siebie jako „piórko unoszone przez Ducha Świętego”.

Nie z tej ziemi

Dziecko otwarło zaspane oczka i zaczęło drzeć się wniebogłosy. Nastąpiła chwila liturgii chrztu. „O co prosicie Kościół Boży?” – zapytał kapłan i zdumiony usłyszał: „O zdrowie, bo to teraz najważniejsze”.

Nie wiem, czy to jedynie anegdota (znając kreatywność wiernych, mam wątpliwości), ale sytuacja znakomicie oddaje to, co zrobiliśmy z duchową spuścizną niemieckiej mistyczki. Wzięliśmy jedynie to, co przydatne, tymczasowe, i bardziej interesuje nas kuracja jelita grubego niż opowieść Hildegardy o spotkaniu miłości nie z tej ziemi. Nie przesadzam. Spędziłem trochę czasu, śledząc, „co w internecie piszczy”. Gdy wystukamy na klawiaturze imię mniszki znad Renu, będziemy musieli przedrzeć się przez gąszcz opowieści z cyklu „przez żołądek do serca”, otrzymamy garść kulinarnych przepisów, tekstów o kuracjach i nadzwyczajnych właściwościach orkiszu. Niewiele o tej, która wołała: „Blask otworzył mi mózg!”.

Współczesny świat, który ze stygmatyka Franciszka z Asyżu uczynił niegroźnego dziwaka i marzyciela gawędzącego z ptaszkami, z jednej z najważniejszych postaci średniowiecza zrobił zielarkę. Książki Hildegardy znajdziemy w większości księgarń nad Wisłą, ale częściej będą to opowieści o diecie cud niż o kontemplacji.

W „Causae et Curae” mistyczka faktycznie zawarła wiedzę o leczniczych właściwościach ziół i minerałów i pisała o dobroczynnym działaniu orkiszu, z którego pełna wartościowych składników mąka jest najłatwiej przyswajana przez człowieka, jednak te wszystkie „kuchenne rewolucje” i nadreńskie „ABC zdrowia” nie były nigdy celem samym w sobie, ale drogą do zachwytu nad dziełami Pana Zastępów.

Trzyletnia mistyczka

„Kiedy Henryk IV rządził Świętym Imperium Rzymskim, żyła w Galii dziewica sławna tak z urodzenia, jak i ze swej świętości. Miała na imię Hildegarda” – tak rozpoczyna się „Vita Sanctae Hildegardis”, księga napisana przez mnicha Godfreya, sekretarza mistyczki. Jej zdolnościami i charyzmatami można było obdarować kilka tętniących życiem żeńskich klasztorów. Bóg obdarzył ją niemal wszystkimi darami duchowymi wymienionymi przez św. Pawła w Pierwszym Liście do Koryntian, czyli podręczniku „Charyzmaty dla średniozaawansowanych”. Posiadała dar poznania, mądrości, rozeznawania duchów, uzdrawiania, proroctwa… Jej kreatywność nie znała granic. Nie dość, że stworzyła mistyczny język lingua ignota, którym posługiwały się mniszki w klasztorze, to jeszcze zaprojektowała dla nich habity na uroczyste dni. Za Jeremiaszem miała prawo wykrzyczeć: „Uwiodłeś mnie, a ja pozwoliłam się uwieść”.

Urodziła się w 1098 roku w Bermersheim w rodzinie szlacheckiej, a ponieważ była dziesiątym dzieckiem w rodzinie, jej rodzice, Hildebert i Mechthilde, ofiarowali ją jako formę dziesięciny na służbę Bogu. Dziś taka deklaracja budzi zdumienie, wówczas zwyczaj ten był rozpowszechniony.

Była kruchego zdrowia. Wspominała: „Byłam nieświadoma wielu rzeczy na zewnątrz z powodu częstych chorób, na które cierpiałam, a które pustoszyły moje ciało i osłabiały mnie”. Pierwszą mistyczną wizję miała jako trzylatka. Odtąd Bóg często szeptał jej na ucho. Nie doznawała duchowych ekstaz, nie traciła kontaktu z rzeczywistością. Swój dar nazywała „widzeniem światła, które ją pouczało, ukazywało prawdę o świecie i jego mechanizmach oraz nią kierowało”. Bardzo długo nie ujawniała się i skrywała przed światem tę tajemnicę. Choć słyszała nakaz: „Człowiecze ułomny, popiele popiołów, prochu prochów, mów i pisz, co widzisz i słyszysz”, nie pisnęła o tym aż do 1141 roku.

Pisz!

Do klasztoru trafiła jako siedmiolatka. Jej rodzice zapukali do furty benedyktynów w Disibodenbergu, a dziewczynka trafiła pod opiekę pustelniczki Jutty. Ta „troskliwie wprowadziła ją w zwyczaj pokory i prostoty ducha, nauczyła ją psalmów Dawida i pokazała, jak oddawać chwałę na dziesięciostrunowym psałterionie”. Sama eremitka miała ogromną siłę przyciągania, bo wnet zgromadziło się wokół niej wiele kobiet, tworząc żeński klasztor. Gdy w 1136 roku Jutta zmarła, funkcję przełożonej powierzono Hildegardzie.

Aż strach pomyśleć, co stałoby się, gdyby zwierzeń tej niezwykłej mniszki wysłuchał ktoś sceptyczny, nieufny i pakujący wszystkie mistyczne opowieści do szuflady „baśnie”. Hildegarda miała szczęście. Podobnie jak wiele wieków później Faustyna, trafiła na pokornego, oddanego Bogu i odważnego kierownika duchowego. Spowiednik Volmar pozwolił jej spisywać wizje, a gdy te trafiły do samego papieża Eugeniusza (1145–1153) i ich treść została zweryfikowana przez specjalną komisję, Kościół wręcz nakazał jej to robić. Widać, że już za życia traktował ją jako prorokinię wyjaśniającą, „co mówi Duch do Kościoła”. Do pisania zachęcał ją sam Bernard z Clairvaux, który od początku rozeznał jej ogromne prorockie zdolności.

„​Papież upoważnił mistyczkę do spisywania swoich wizji i do przemawiania publicznie. Od tego momentu duchowy prestiż Hildegardy wzrastał coraz bardziej, a współcześni nadali jej tytuł »prorokini germańskiej«, »Sybilli znad Renu«” – przypomniał jej rodak Benedykt XVI, który w 2012 roku kanonizował benedyktynkę i nadał jej tytuł 35. doktora Kościoła. „Drodzy przyjaciele, oto przypieczętowanie autentycznego doświadczenia Ducha Świętego: osoba obdarzona darami nadprzyrodzonymi nie chełpi się nimi, nie obnosi się z nimi, a przede wszystkim jest całkowicie posłuszna władzy kościelnej”.

Jak płonący ogień

Sama mistyczka była zakłopotana. Pisała do świętego Bernarda z Clairvaux: „Jestem marna i bardziej marna jako kobieta. Już jako dziecko widziałam wielkie dzieła cudu, których mój język nie mógłby nigdy wyrazić, jeśli Duch Boga nie nauczyłby mnie wierzyć. Znam w łacińskim tekście znaczenia psalmów, Ewangelii i innych ksiąg, które są pokazane mi przez wizję. Ona porusza moje serce i duszę jak płonący ogień i uczy mnie głębi objaśniania”. Ostatecznie Hildegarda w ciągu dekady spisała swe wizje w opasłych tomach księgi „Scivias”.

„I stało się w roku tysiąc sto czterdziestym pierwszym od narodzin Jezusa Chrystusa, że gdy miałam czterdzieści dwa lata i siedem miesięcy, rozwarły się niebiosa i oślepiająca światłość niespotykanej jasności oblała cały mój umysł” – notowała. „I roznieciła ogień w mym sercu i piersi jak płomień, nie paląc, lecz ogrzewając ciepłem… i raptem pojęłam znaczenie ksiąg, to jest Psałterza, Ewangelii i innych ksiąg Starego i Nowego Testamentu”.

Odbyła cztery podróże misyjne po Niemczech. W czasie pierwszej miała już ponad sześćdziesiąt lat.

Nazywała grzech po imieniu, nie bawiła się w półśrodki. Obca była jej polityczna poprawność. Wytykała zgorszenia tym, którzy „zanieczyszczają kościelne budynki krwią morderstw i nasieniem wydanym na świat w cudzołóstwie”. Kościół postrzegała jako kobietę „najwyborniejszą w słodyczy i najdroższą w rozkoszy całego piękna”, której szata była jednak podarta i splamiona. Bez owijania w bawełnę pisała o żyjących w grzechu kapłanach: „Kalają moją twarz przez to, że dają i przyjmują ciało i krew mojego małżonka z wielką plugawością ich lubieżnego życia i z wielkim zepsuciem i cudzołóstwem, i straszną chciwością w sprzedawaniu i kupowaniu”.

Bogu niech będą dźwięki

Jej ostre, prawdziwe do bólu diagnozy musiały napotkać opór materii. Mniszka zalazła za skórę mogunckim kanonikom, którzy postarali się o to, by klasztor benedyktynek został na pół roku obłożony interdyktem, czyli zakazem odprawiania obrzędów religijnych. Na szczęście konflikt został zażegnany przez biskupa Moguncji, który szczerze przepraszał mniszki za cierpienia, których doświadczyły. Tuż po tych zawirowaniach 82-letnia Hildegarda zmarła.

Stukam w klawiaturę i słucham natchnionych pieśni Sybilli znad Renu. Muzyka nie z tej ziemi. Arianna Savall (urodzona w szwajcarskiej Bazylei harfistka, sopranistka i kompozytorka) wyśpiewuje hymny, które Hildegarda nazywała „czystym wspomnieniem raju”. Skomponowała ich aż 77. Określała je jako „symfonię harmonii niebiańskiego objawienia”. Wspominała o „świętym dźwięku, który rozbrzmiewa w całym stworzeniu”. „Bóg jest śpiewakiem – nauczała – a Boski śpiew leży u podstaw harmonii świata duchowego i materialnego”.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12