Życie ciągle przyzywa

Znoszenie hałasu, ogarnianie wielu spraw naraz, brak czasu na przyjemności – to tylko część trudności, z którymi mierzą się rodziny wielodzietne. Ale korzyści są większe i można je ująć wspólnym mianownikiem: „życie” – twierdzą Monika i Łukasz Moryniowie.

Mieszkają na Śląsku, w Łaziskach Górnych, gdzie mają dom z kawałkiem ogrodu. W ogrodzie jest miejsce do gry w piłkę i są kwiatki, które posadziła Monika. – Wielodzietność nie była moim pomysłem na życie, ja zawsze byłam ambitna – opowiada Monika, fotograf rodzinny, z wykształcenia polonistka. – Zaczęłam robić doktorat. Pewnie byłabym dyrektorką w szkole, bo lubię się rządzić i chyba zawsze widziałam się na wysokich stołkach. Jestem uparta, mówię, co myślę, robię to, co uważam za stosowne, nie patrząc wkoło. Myślę, że byłabym kimś nie do zniesienia! Dzieci mnie trochę wyhamowały.

– Niektórzy mówią, że jesteśmy „dzielni”. Chyba myślą, że mamy szlachetność we krwi – śmieje się Łukasz, informatyk pracujący w banku. – Prawda jest taka, że patrząc na moje serce, wady czy zdolności – nie powinienem być mężem czy ojcem. Żona i dzieci wiele razy przeze mnie płakali. Ale odkryłem, że Bóg daje mi łaskę po łasce i dostaję rzeczy, które mi się nawet nie śniły. Jeśli jestem pomocny dla żony czy dzieci, to jest to dzieło Boga i Jego przebaczenia.

Jak się poznali? Monika: – Zostaliśmy zeswatani. Marcin, mój kolega ze studiów, a przyjaciel Łukasza, uznał któregoś dnia, że bylibyśmy świetnym małżeństwem i mielibyśmy dużo dzieci. Nie wiem, czy jesteśmy świetnym małżeństwem, ale jakiś przebłysk proroctwa w tym był. Kiedy poznał nas ze sobą, rzeczywiście od razu czuliśmy, wiedzieliśmy, że to jest „ten” i „ta”. Spotykaliśmy się dwa lata, potem się zaręczyliśmy.

Łukasz: – Ja studiowałem informatykę, Monika polonistykę. To są bardzo odległe światy: luz komputerowca i ambicja namiętnej czytelniczki. Ale Marcin wiedział, że wiara jest dla nas ważna, dlatego założył, że się dogadamy. Są grube tarcia do teraz, ale koniec końców się dogadujemy.

Doskonali egoiści

Monika zrezygnowała ze swojej wspólnoty Focolare, żeby iść wspólną drogą z mężem, który był w neokatechumenacie. I na tej drodze trwają do dziś. 23 kwietnia obchodzili piętnastą rocznicę ślubu. – Dużo zawdzięczamy Drodze Neokatechumenalnej. Gdyby nie prowadzenie Kościoła, nie mielibyśmy więcej niż dwoje dzieci i pewnie nie bylibyśmy też małżeństwem. Jesteśmy doskonałymi egoistami. Tylko z Bożej łaski przeżyliśmy wspólnie tyle lat – twierdzi Monika.

Obecnie mają sześcioro dzieci i – jak sami mówią – czworo w niebie. Monika bardzo precyzyjnie kreśli krótkie portrety swoich pociech: – Najstarsza, czternastoletnia Marta, jest miłośniczką książek. Bardzo ułożona, dużo nam pomaga. Dojrzała i odpowiedzialna. Czasem myślimy z Łukaszem, że za bardzo. Janek, dwa lata od niej młodszy, pasjonuje się piłką nożną. Łatwo zapala się do nowego hobby, ale jest przy tym strasznym bałaganiarzem. Z całego rodzeństwa najbardziej wrażliwy i wyczulony na potrzeby drugiego człowieka. Nie radzi sobie z matmą, za to pisze książki, które potem znajduję w jego biurku. Umie dostrzec i trafnie ocenić czyjeś emocje. Franek, dziesięciolatek, to „młody inżynier”. Bardzo dobrze zorganizowany, uwielbia mieć porządek, ale tylko w swoich rzeczach, i zawsze jest „przy kasie”. Chętnie pomaga w domowych obowiązkach i nikt tak dobrze nie składa ubrań jak on. Marysia ma osiem lat – to żywioł, nad którym trudno zapanować. Odziedziczyła wszystkie nasze najgorsze cechy: moje zadatki do rządzenia się, Łukasza niezwracanie uwagi na szczegóły. W domu słychać głównie ją – jak się wykłóca z resztą, jak dochodzi swego. Gdy nie ma jej w domu – cisza jest zadziwiająca. Ale jest w pełni świadoma swoich cech charakteru i jeśli zdecyduje, że dzisiaj będzie dla wszystkich uprzejma, to rzeczywiście tak się wydarzy.

Prezent od Boga

Dwie najmłodsze pociechy – pięcioletni Józek i Antek – są bliźniakami. Komentarze Józka, małego mądrali, potrafią zwalić rodziców z nóg. „Marta, to nie jest kółko, to jest owal” – powiedział kiedyś do siostry, gdy kazała mu coś pokolorować. I miał rację. – Nie wiem, skąd te i inne rzeczy wie – zastanawia się Monika. – Chyba jest bystrym obserwatorem i uczy się od starszaków.

O Antku rodzice mówią, że jest ich największym skarbem, prezentem od Boga. Antek ma zespół Downa i nieoperowalną wadę serca, przez co nie chodzi i wolniej się rozwija. Ma za to poczucie humoru. – Jest takim wentylem, który sprawia, że napięcie z nas schodzi – opowiada Monika. – Antka nie da się nie kochać. Patrząc na niego, nabieram dystansu do wielu problemów. Kiedy masz zdrowe dzieci, to wszystko wszystko wydaje ci się takie normalne, ale jak masz dziecko chore – to wszystko jest cudem: że samodzielnie je, że mówi „mama”, że przewrócił się na drugi bok… Jesteśmy szczęściarzami, że go mamy. Zawsze gotowy, by przytulić, zawsze z ufnymi oczyma, cierpliwy i łagodny.

– Nigdy nie chodziłem z dziećmi po lekarzach – zwierza się Łukasz. – Ale po urodzeniu bliźniaków Monika nie mogła być z Antkiem, bo był jeszcze Józek. Więc to ja przebywałem z Antkiem w szpitalu. Nie było w tym żadnego trudu czy cierpienia – to był prezent: cieszyłem się, że mogę go uczyć, jak jeść z butelki. Nawet człowiekowi niedojrzałemu, jak ja, Bóg pomaga, dając gratis łaskę po łasce. Antek jest stworzeniem z innego świata, z Nieba. Dla niego najważniejsze jest być z kimś blisko, przytulić się, zjeść coś dobrego. Jest wolny od zadufania, oczekiwań, ambicji. A zawiedziony jest tylko wtedy, gdy nie mam dla niego czasu.

Zabieraj pani swoje 500 Plus!

Po urodzeniu bliźniaków Monika zajęła się fotografią rodzinną. Zainspirowana udziałem w projekcie Izy Faber „Granica”, portretującym kobiety, które przekroczyły czterdziestkę, stworzyła własny projekt – „Wielodzietne”. Każde zdjęcie było opatrzone komentarzem osoby fotografowanej. – Pomyślałam o moich znajomych – mamach, które na co dzień są zabiegane, utrudzone, zmęczone i zazwyczaj bardzo krytyczne wobec siebie. Projekt miał nam pomóc na chwilę się zatrzymać, podsumować i docenić nasze życie. Ostatnio zauważyłam w mediach społecznościowych wiele negatywnych komentarzy o wielodzietności – o tym, ile pieniędzy wyciągamy od państwa, jak żerujemy na społeczeństwie, jaką jesteśmy patologią. Chciałam dać na to odpowiedź, która pokazałaby piękno mam wielodzietnych, ale też trud, jaki na co dzień wkładają w wychowanie dzieci, rezygnując z siebie i z pracy zawodowej.

Monika i Łukasz twierdzą, że w życiu codziennym rzadko spotykają się z negatywnym podejściem do wielodzietności: – Dostajemy dużo wsparcia od znajomych, w szkole naszych dzieci, w przedszkolu bliźniaków – mówi Monika. – Raz tylko przydarzyła mi się sytuacja nieprzyjemna. Wybrałam się na spacer z dziećmi. Z naprzeciwka szedł człowiek z psami. Zwierzęta nagle rzuciły się na dzieci, które z płaczem uciekały. Powiedziałam, żeby zawołał psy i zapiął je na smycz. W odpowiedzi usłyszałam: „A zabieraj pani stąd swoje 500 Plus!”. Wtedy zobaczyłam, że ludzie nie potrafią przejść obojętnie obok wielodzietnej rodziny.

Wielodzietni mogą więcej

– Jest w tej rodzinie energia, jest relacja, ścieranie się, miłość – twierdzi Monika. – Nie można się zaszyć, uciec, wejść w alienację, bo życie ciągle przyzywa. Wielodzietność nauczyła mnie, paradoksalnie, że mogę więcej. Dzięki dzieciom miałam czas i ochotę, żeby rozwijać swoje pasje. Piszę np. o książkach dla dzieci na blogu „Czytanki-przytulanki”. Ale wielodzietność pomaga mi też codziennie odkrywać, kim jestem i jaka jestem. Wszystko, co dobre i złe, wychodzi na wierzch i nie da się udawać. Zaskakuje mnie fakt, że Bóg dał mi tyle dzieci; że położył we mnie tak ogromne zaufanie, powierzając mi czyjeś życie.

– Widzę, jak każdy kolejny trud przynosił konkretne owoce – opowiada Łukasz. – Łatwiej mi teraz brać życie w swoje ręce, zyskałem odwagę w szukaniu lepszej pracy. Pewnie siedziałbym i biadolił nad sobą, że mało zarabiam, ale kolejne dzieci przymuszały mnie do myślenia o zapewnieniu bytu rodzinie. Trud przynosi też dobre rzeczy, szczególnie dla mężczyzny.

Każdy dzień Monika i Łukasz zaczynają od jutrzni, a w niedzielę rano praktykują wraz z dziećmi laudesy – uroczystą modlitwę, której celem jest przekazywanie wiary. Łukasz, jako głowa rodziny, czyta wtedy Pismo Święte i rozmawia z dziećmi. – To ważny punkt w życiu nas wszystkich – twierdzi Łukasz. – Mogę mówić o swoim doświadczeniu wiary, swoich problemach, których i tak rodzina była świadkiem w ciągu tygodnia. Mogę pojednać się z dziećmi, prosić o wybaczenie żonę.

Druga młodość ojca

Oboje twierdzą, że czas pandemii pogłębił jeszcze ich relacje. – To ciekawe! – dziwi się Monika. – Chyba wcześniej, zmęczeni codziennymi obowiązkami, nie mieliśmy siły, żeby ze sobą porozmawiać, pobawić się z dziećmi, próbować zrobić coś dla siebie nawzajem. Teraz odkrywam nowe cechy naszych dzieci, np. że Franek uwielbia opowiadać kawały, Janek się rozczytał, a Marta czasem czuje się samotna. Nawet Antkowi obecność rodzeństwa przez cały dzień służy. Rodzina wielodzietna to najlepsze środowisko do rehabilitacji! Ja nie wpadłabym na takie pomysły, albo wręcz nie chciałoby mi się tak z Antkiem pracować, jak robią to moje dzieci. A tu bracia zapewniają mu zajęcia sportowe, pokazują, jak się bawić autkami, budują z klocków. Siostry troszczą się o niego, czytają mu, dialogują z nim. Więc Antek nic na kwarantannie nie traci.

Łukasz też wydaje się nieco zaskoczony nowym obrotem sytuacji: – Dla mnie najbardziej zdumiewające jest życie mojej żony w czasie pandemii. Na Monikę spadły przecież dodatkowe obowiązki: obok prania, gotowania, sprzątania – nauczanie dzieci i jednocześnie zajmowanie się bliźniakami. Ale, o dziwo, od początku pasował jej ten układ. Z kolei mnie dzięki pracy zdalnej odpadło wczesne wstawanie, stanie w korkach. Odkryłem granie w koszykówkę z dziećmi w ogródku. Przeżywam drugą młodość, bo jak byłem młody, to po szkole zawsze chodziliśmy z chłopakami pograć. Teraz robię to samo. Marysia rwie się do tego najbardziej. Fajnie, że chce jej się grać ze starym ojcem. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7