Kaznodzieja kolorów

– Krzyż, który niosę, który mi Bóg podarował, jest uprzywilejowanym miejscem mojego spotkania z Jezusem – przekonuje br. Marcin Świąder, kapucyn, który od kilkunastu lat pisze ikony i z ich pomocą niesie ludziom Dobrą Nowinę.

Czasem ktoś pyta go, po co tak dużo mówi o krzyżu i cierpieniu. Przecież to takie trudne... Brat Marcin odpowiedź ma tylko jedną: – Krzyż jest nieodzownie wpisany w historię zbawienia i jeśli chcemy iść za Chrystusem, na pewno będziemy go w jakiś sposób doświadczać. On jest niczym wąska brama, przez którą wchodzimy do nieba – mówi. Co więcej, w chwilach cierpienia jesteśmy najbardziej narażeni na oszustwa i kuszenie ze strony demona, który maltretuje nas pytaniami o sens cierpienia, istnienie Boga, Jego miłość. – Żeby nie zwątpić w miłość Boga, która płynie z krzyża, potrzebujemy pomocy Ducha Świętego i przylgnięcia do Kościoła, w którym usłyszymy Dobrą Nowinę – uważa kapucyn.

Pomóc mogą też w tym ikony, których napisał już ponad 500. Krzyż zajmuje w tej twórczości bardzo ważne miejsce, jednak zdaje się nie być miejscem kaźni, tylko spokojnego zaśnięcia Jezusa i oddania się w ręce Ojca.

Gdzie przechadza się Chrystus...

– Krzyż jest jak depozyt dany nam przez Boga. To właśnie dzięki jego doświadczeniu możemy w każdej chwili zostawić to, co mamy, by iść i głosić Dobrą Nowinę. Gdziekolwiek, nawet w podstawówce – uśmiecha się br. Marcin. Od 4 lat mieszka bowiem w kapucyńskiej parafii Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Skomielnej Czarnej, gdzie oprócz wielu obowiązków duszpasterskich prowadzi Szkołę Pisania Ikon pw. św. Jana Damasceńskiego i jest katechetą w dwóch szkołach podstawowych. Dzieciom zbyt wiele o ikonach jednak nie mówi, bo na ich odkrycie mają jeszcze czas. Kiedyś tylko pokazał, jak złoci się powstającą pracę. Były zachwycone.

Kapucyn przyznaje też, że Opatrzność często stawia na jego drodze ludzi, którzy w swoim krzyżu odkrywają najgłębszą miłość Boga. Efekt tych spotkań jest niezwykły, bo nie zawsze są to osoby mocno związane z Kościołem, a ikony stają się dla nich platformą niezbędną do ponownego szukania swojej chrześcijańskiej tożsamości. Te, które wtedy powstają, są swego rodzaju odpowiedzią na konkretne ludzkie historie. – Ktoś cierpi, a ja dostaję łaskę towarzyszenia mu i z tego rodzi się ikona – pamiątka, a może nawet relikwia czasu, w którym Chrystus przechadzał się przez życie tej osoby – tłumaczy i wskazuje, że kontemplując krzyż, można też zmierzyć się z fundamentalnym pytaniem: „Kim mam być jako chrześcijanin?”.

– Pascha Chrystusa dokonuje się w każdej Eucharystii. Gdy ją celebrujemy, mamy w rękach Jego Ciało i Krew. To one mają nas przemieniać, by Eucharystia wydawała w nas owoce – byśmy byli gotowi służyć drugiemu człowiekowi (na wzór Jezusa umywającego uczniom nogi), dać się niesprawiedliwie osądzić, a nawet zranić – wyjaśnia br. Marcin. Tę trudną katechezę zawarł w ikonie Krzyża Pasyjnego, który często towarzyszy mu podczas głoszenia słowa. Mnogość przedstawionych na niej scen i postaci może zaskakiwać, lecz nie ma w tym przypadku. Brat Świąder idzie bowiem po śladach wielu wybitnych ikonopisarzy – m.in. Andrzeja Rublowa, Kiko Argüello czy Jerzego Nowosielskiego.

Ten ostatni zaszczepił w nim styl mówienia narracyjnego oraz odwagę używania całej palety ciemnych barw, które na pierwszy rzut oka nie mają wiele wspólnego z tradycyjnym przedstawieniem objawienia Chrystusa. Nic bardziej mylnego.

Estetyka i medytacja

– Bóg, poprzez osobę Chrystusa, stał się szczególnie obecny w historii świata, a my chcemy z tej historii uciekać i zaglądać do nieba. Tam widzimy wszystko piękne i złote... To też potrzebne, ale przecież Jezus urodził się w stajni, wśród bydła. Wszedł w prawdziwe życie i uświęcił je. Wszedł też w śmierć i cierpienie – tłumaczy kapucyn. Pisząc ikonę, nie bez powodu nakłada się więc najpierw odcienie ciemne, a potem jasne, szukając światła. Zupełnie jak w życiu: człowiek, także ten piszący ikony, doświadczając swojej kruchości, słabości, grzeszności i cierpienia, tęskni za Chrystusem i szuka Go. Gdy w końcu znajduje, pojawia się kolor, a postać ikony zaczyna rozbłyskać światłem niestworzonym.

Za pomocą często nieoczywistych kontrastów, balansowania pomiędzy barwami ciepłymi i zimnymi, br. Świąder dotyka i porusza serca odbiorców. Także tych bardzo wymagających. – Jeden ze współbraci zrobił mi ostatnio niespodziankę: podarował mój wydany jesienią ubiegłego roku album „Po śladach” jednemu z najbardziej znanych kapucynów – br. Ranierowi Cantalamessie, kaznodziei Domu Papieskiego. W podziękowaniu dostałem od niego krótki liścik, w którym nazwał mnie „kaznodzieją kolorów”. Bardzo mnie tym wzruszył – przyznaje br. Marcin i dodaje, że jeśli jego ikony poruszają czyjeś serce, to przede wszystkim po to, by wyostrzyć intuicję i pobudzić intelekt do stawiania ważnych pytań, a w konsekwencji do spotkania Boga i do modlitwy.

O tym, że tak jest, przekonał się już na początku swojej przygody z ikonopisarstwem, gdy – będąc studentem – przygotowywał wystawę prac Iriny Boldiny-Styczeń, swojej późniejszej nauczycielki malarstwa temperowego. – Zależało mi, aby ta ekspozycja nie była tylko doświadczeniem estetycznym, ale i medytacyjnym. Aby więc stworzyć dla ikon odpowiednią przestrzeń, podwiesiliśmy nawet sufit w krużgankach naszego krakowskiego Domku Loretańskiego – wspomina. Później obserwował też, jak wystawa działa zarówno na jego współbraci, jak i na odwiedzające ją osoby. Zauważył, że ikony są narzędziem pomagającym człowiekowi spotkać się z Bogiem i z drugim człowiekiem. Wtedy był tylko ich odbiorcą, jednak temat zaczynał już kiełkować w jego sercu.

Kilka lat później, gdy był już po święceniach, w Bytomiu poznał Jana Guta, który zaproponował, by w Galerii „Na Bruku” zorganizować warsztaty z udziałem Iriny. Zgłosiło się na nie ok. 15 osób, a z tej grupy dziś maluje tylko br. Świąder. Przez warsztaty, które prowadzi od kilkunastu lat, przewinęło się natomiast kilkaset osób, a niektóre są już samodzielnymi ikonopisarzami.

Z otchłani do życia

Z Bytomia Pan Bóg posłał br. Marcina do Zagórza w diecezji tarnowskiej, gdzie wraz z innymi braćmi tworzył od podstaw dom modlitwy swojej zakonnej prowincji. W tej pustelni spędził 8 lat, a czas wyciszenia i poszukiwania franciszkańskich korzeni znalazł odbicie w ikonach, jakie wtedy napisał. – Pustelnia powstała w dużej mierze dzięki wsparciu ówczesnego biskupa tarnowskiego Wiktora Skworca. Gdy odchodziłem do Katowic, spotkałem się z nim i podarowałem mu ikonę Jezusa z napisem: „Przyjdę niebawem”. Po latach powiedział mi, że miał wtedy ciarki na plecach, a ikona, którą ma do dziś, stała się dla niego niczym proroctwo, bo 3 miesiące później i on przeniósł się na Śląsk, zostając metropolitą katowickim – opowiada kapucyn. – Również metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski zna moją twórczość. Podarowałem mu album, który mu się spodobał – zaznacza zakonnik.

Zanim jednak przywędrował do archidiecezji krakowskiej, w Katowicach spędził kilka lat, posługując – wraz ze współbraćmi i we współpracy z siostrami Misjonarkami Miłości – ubogim i bezdomnym. – Ten czas był niezwykłym doświadczeniem Bożej troski o nas. Tamta wspólnota nie ma żadnych stałych dochodów. Żyjąc w wynajętym mieszkaniu na Załężu, bracia nie kupują żywności – jedzą to, co ktoś podaruje, albo w miejscach, w których stołują się bezdomni. I zawsze, gdy długi za czynsz rosną, pojawiają się pieniądze, by je uregulować – opowiada. Tym, co najmocniej odbiło się na jego twórczości podczas śląskiego rozdziału życia, było natomiast dotykanie cierpienia tych, którzy sięgali dna, i doświadczenie tego, jak Chrystus zwycięża to, co złe. A ci, którzy wychodzili z otchłani i kanałów, by wrócić do świata, stawali się potem Jego głosicielami. – W takich warunkach trudno byłoby oddziaływać na ludzi pozłacanymi ikonami, dlatego dużo bardziej sprawdzała się tam estetyka zaczerpnięta z Nowosielskiego – przyznaje br. Świąder.

Podkreśla też, że pisanie ikon jest łaską i darem, swego rodzaju posługą, dzięki której przekazuje się wiarę. – Ona jest natchnieniem, które spada z nieba, a moje osobiste doświadczenie Chrystusa wpływa na twórczość. Im głębsza jest relacja z Nim, tym ikony są piękniejsze. Jest też coś, co nazywam charyzmatem tworzenia ikony danym przez Boga. On po prostu widzi, że ktoś może stać się Jego narzędziem w tym obszarze – mówi br. Marcin.

Cieszy się też, że całkowity dochód z albumu „Po śladach” (można go kupić w e-księgarni kapucyńskiego wydawnictwa Serafin) wspiera ewangelizację, a sama publikacja pomaga w niej także za granicą, bo jest dwujęzyczna (polsko-francuska). Sprzedana została już połowa nakładu. Wstęp do albumu napisał prof. Adam Regiewicz, a komentarze do poszczególnych prac – Marian Cieślik. Niespodzianką albumu są również fotografie lalek teatralnych, zaprojektowanych i wykonanych przez autora. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11