Masz to ogarnąć!

Weronika: – Widziałam oczyma wyobraźni, jak idę na jego pogrzeb. Paweł: – „Nie nadajesz się na żadną terapię. Najwyżej możemy cię w psychiatryku przez pół roku faszerować psychotropami” – usłyszałem. W sierpniu biorą ślub. Też nie możecie się nadziwić, do czego zdolna jest miłość?

Paweł: – Jak zawsze wszystko zaczyna się w rodzinie. Gdy byłem mały, tata zaczął coraz częściej wyjeżdżać. W końcu wyjechał na dobre. Mama została z trojgiem dzieci na głowie. To nie jest łatwa sprawa. Zwłaszcza że byliśmy dziećmi wymagającymi: ja grałem na fortepianie, brat na skrzypcach, siostra na gitarze. Problemy miałem już w podstawówce. Uczyłem się świetnie, ale byłem bardzo ruchliwy i słyszałem nieustannie skargi na to, że jestem nadpobudliwy. Do 8. roku życia miałem z ojcem świetną relację. Był dla mnie wszystkim. I nagle zniknął.

Ostro

W gimnazjum wszedłem w narkotyki. Pierwszy raz spróbowałem na wagarach. Alkohol i papierosy były już w podstawówce. Wszedłem w dopalacze. Początkowo niewinnie. Raz na jakiś czas, na imprezkach. Pełna kontrola. Tak mi się wydawało. Wbrew obiegowym poglądom ludzie, którzy ze mną brali, nie byli z rodzin patologicznych. Sami wrażliwi, błyskotliwi młodzi z dobrych inteligenckich domów. Wygrywali olimpiady. Chodziłem do dobrego gimnazjum. W klasie niemal wszyscy pochodzili z rozbitych lub niepełnych rodzin. Nieobecny ojciec, rozwód… Początkowo nie identyfikowałem się z nimi. Tłumaczyłem sobie: „Mam tatę!”. Po pewnym czasie zrozumiałem, że gramy w tej samej lidze.

Zdałem do świetnego liceum. I wtedy zaczęło być ostro. Przez narkotyki miałem pierwsze zatargi z policją. Wiedziałem, że mogę mieć spore kłopoty. Mama była bezradna. Długo nie mogła uwierzyć, że jestem ćpunem. Od chwili, gdy zacząłem być „w ciągu”, wysiadła psychicznie. Sytuacja kompletnie ją przerosła.

Czy nauczyciele reagowali? Nie. Liceum było elitarne, liczyły się tylko stopnie. Żadnych relacji z nauczycielami. Zaliczyłeś? OK. Miałem chwilę przerwy od narkotyków po akcji z policją, ale na maturę z fizyki nie przyszedłem zupełnie trzeźwy. Mimo pogrążania się w nałogu, świetnie zdałem maturę: 100 proc. z matmy (rozszerzonej i podstawy), zdałem rozszerzoną fizykę. Mogłem dowolnie wybierać w ofertach uczelni. Wrocław, Warszawa… Wybrałem Automatykę i Robotykę na politechnice w Gliwicach. Poczułem się totalnie wolny.

Kiedyś po czterech miesiącach ostrego ciągu zaczęliśmy z kumplem (niesamowicie zdolny chłopak) liczyć opakowania po dopalaczach. Nie potrafiliśmy się doliczyć. Takie stosy... Skąd zdobywałem kasę? Zawsze miałem do tego smykałkę. {BODY:BBC} (śmiech){/BODY:BBC} Udzielałem korepetycji, kombinowałem, zacząłem podkradać, tata zaczął przysyłać okrągłe sumy dla syna studenta.

Autodestrukcja

Na terenie parafii wystartowało duszpasterstwo dominikanów. Zachodziłem tam od czasu do czasu. Coś mnie ciągnęło. Zdarzało się, że przychodziłem do jakiegoś dominikanina naćpany, by wywalić z siebie wszystko, wyrzucić wszystkie emocje. Byli cierpliwi. Nikt mnie nie wygonił. Potrafiłem zapukać do o. Andrzeja czy Michała sponiewierany, naćpany, śmierdzący.

Kiedyś, gdy brałem „euforyki” pomieszane z jakimś „speedem”, przez tydzień nie spałem i schudłem aż 15 kilo. Miałem omamy. Widziałem przed sobą… samego siebie.

Pamiętam, jak raz powiedziałem w domu, że idę z psem. Mama czuła, co się święci i rzuciła: „Idę z tobą”. Zbiegłem po schodach, zażyłem, co trzeba, i zanim zjechała windą, byłem naćpany. Miałem atak, przewróciłem się na środku chodnika, a ona stała nade mną bezradna… Niszczyłem siebie, relacje, rodzinę. Totalna autodestrukcja.

Brałem świństwa, które odłączały mózg od reszty ciała. Potrafiłem siąść i zastygnąć na trzy godziny. To nie jest tak jak na filmach, pokazujących, jak to ćpuny cieszą się i żartują. Nie! Siedzisz i nawet nie rozmawiasz. Jedyny temat? Narkotyki. Po pewnym czasie zaczyna się konkretny wyzysk. Jeśli jesteś słabym ogniwem i masz kasę, to masz przechlapane… Narkotyki są w mieście na wyciągnięcie ręki. Daj mi pół godziny i przynoszę ci towar.

W duszpasterstwie akademickim poznałem Weronikę. Początkowo prawie nie rozmawialiśmy, ale mnóstwo do siebie pisaliśmy. Często pisałem „pod wpływem”. Gdy byłem w dołku, pisałem z nią, by się podbudować. Pewnego dnia o. Kruk powiedział: „Będziesz odprowadzał Weronikę do domu, bo nie jest bezpieczne, by sama wracała z centrum na Koszutkę”. Zgodziłem się. Gadaliśmy i gadaliśmy. Budowała się relacja. Zaczęło nam na sobie zależeć. Weronika nie wiedziała, że jestem ćpunem. Zastanawiała się, dlaczego czasem mieliśmy supertydzień, a potem nagle znikałem na dwa tygodnie. Pojawiałem się, pisaliśmy, rozmawialiśmy i ponownie znikałem. Chora sytuacja.

Po jednym z zabójczych ciągów pojechałem na dwa miesiące do ośrodka w Wiśle. Znów spotkałem „elitę” z dobrych domów, dzieci wykładowców akademickich, ludzi zasłużonych dla miasta. Wychodząc, usłyszałem: „Z tego wychodzi jedynie 2 proc. ludzi. Masz farta! Tobie się udało”. Po wyjściu powiedziałem Weronice wszystko. Zrozumiała, dlaczego dotąd znikałem.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 1
    2 3 4 5 6 7 8