Przyzwyczaić się? Nie chcę

Czy organizatorzy ŚDM będą musieli zapłacić ZAIKS-owi za występy artystów podczas ŚDM? Nie wiem jak się sprawy potoczą. Wiem za to, że nie tylko w kwestii praw autorskich dawno już weszliśmy na wiecznie zamglona bagna absurdu.

Od dawna już głowię się, czym się różni artysta od rolnika, a utwór muzyczny od główki kapusty. Dawniej nie miałem takich dylematów. Kupowana na targu kapusta była po prostu towarem. Do zjedzenia i koniec. Piosenka... Ech, kiedy wpadała w ucho nuciło się ją, grało na gitarze. Była zjawiskiem cywilizacyjnym (nie bardzo lubię słowo „kultura”) mogła wyznaczać ideały, kierunki dążeń, kanony piękna. A dziś...

Cóż, też stała się główką kapusty. Nie zjesz jeśli nie zapłacisz. To odwrócenie do góry nogami wartości, dzięki którym od wieków rozwijała się nasza cywilizacja, ale co tam. Kto dziś to widzi?  I to towar i to towar. Jak każdy inny. Zastanawiam się tylko... Czy tylko mnie zniesmacza myśl, że ci artyści, co to z różnych scen tak gorąco wielbili Boga tak naprawdę robili to i robić pewnie będą za pieniądze? Przecież podpisując umowę (a może cyrograf?) z ZAIKS-em wiedzieli, że odtąd nie będą już mogli śpiewać i tworzyć za darmo. Każdy ich wystąp i każda ich piosenka będzie pomnażała majątek zarówno nie mających skrupułów urzędników, jak i ich samych...

Przesadziłem z tym oskarżeniem artystów? Być może. Ale tylko łączę ze sobą parę faktów i wyciągam wnioski. I nie chodzi mi o oskarżanie artystów. Chodzi o pokazanie, jakie absurdy zaczęliśmy uznawać za normalność. Historia z występami podczas ŚDM pokazuje, że kwestie własności intelektualnej zostały po prostu niewłaściwie w naszym kraju rozwiązane. Nawet jeśli cały świat myśli jeszcze podobnie, może czas na rozsądne zmiany?

Przydałyby się zresztą też w wielu innych sprawach. Ot, taka „opłata przesyłowa” czy jak się ją inaczej zwie w rachunkach za prąd czy gaz. Fajna sprawa. Możesz nie korzystać, ale i tak dostawcy zapłacisz. No tak, sieć energetyczna i gazowa wymaga utrzymania – zagrzmią obrońcy tego rozwiązania. A ja jestem bardzo ciekaw co by było, gdyby podobną wprowadzono w sklepach: raz kupiłeś marchewką i kiszone ogórki, odtąd sklep będzie ci naliczał tygodniową opłatę za transport. Aż zerwiesz umowę. Ale wtedy, gdy przyjdziesz tam kupić coś po raz kolejny, zapłacisz dodatkowo za danie ci możliwości kupienia.  A co, zorganizowanie dostawy też kosztuje, nie? Dostawca musi od czasu do czasu kupić nowy samochód, nie?

Albo porządek na drogach. Ot „leżący policjant” przy... wyjeździe z terenu, na którym obowiązuje ograniczenie prędkości. I to parędziesiąt metrów przed skrzyżowaniem, przed którym chcąc nie chcąc trzeba się zatrzymać. Szukam racjonalnego wytłumaczenia dla tego rozwiązania i znajduję tylko dwa: Pierwsze, szwagier odpowiedzialnego za tę drogę ma firmę, która instaluje „leżących policjantów”. Drugie, pomysłodawca ma nieodparte pragnienie symetrii: leży na prawym pasie, na lewym też musi. Innych racjonalnych nie znajduję.

Albo takie ograniczenia prędkości. Zastanawiam się, jakim cudem na nowo oddanej do użytku drodze, którą wedle przepisów można jeździć 120 km/h, nagle pojawiło się mnóstwo ograniczeń prędkości do 100 km/h. Te zakręty czy zjazdy naprawdę takie niebezpieczne, czy szwagier tym razem miał firmę produkująca znaki drogowe? No bo jeśli one naprawdę są przy 120/h niebezpieczne to znaczy, że droga została źle zaprojektowana. W takim razie ktoś nie powinien dostać pieniędzy za odwalenie fuszerki. Czy tylko ja tę oczywistość widzę?

Nie chcę do takich absurdów przywyknąć z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, moja wyobraźnia podsuwa mi zbyt wiele innych jeszcze możliwości „zabsurdalnienia” naszej rzeczywistości. Zwłaszcza w kwestii praw autorskich. Ot, opłata za przejście chodnikiem. Czemu nie? Brukarzowi należą się tantiemy za twórczą pracę. Kto w dobie performensów ośmieli się zaprzeczyć, że chodnik to dzieło sztuki? No kto? Albo opłata dla architektów za oglądanie zaprojektowanych przez nich budynków, opłata za przejazd  zaprojektowanym przez nich mostem. Czyż to nie dzieła sztuki wystawione w galerii miast? Zresztą...Taka betoniarka. Kręci się i kręci, wydając przy tym z głębi swoich trzewi takie ciepłe, matczyne pomruki. Jak kotka czuwająca nad kociętami. Czy czują Państwo artyzm takiej sytuacji? Zdaje się zresztą, że w tym kierunku już powolutku zmierzamy. Nie ma już na szyldach „fryzjerów”. Są „studia fryzur”. Nie ma „kosmetyczek”, są „studia urody”. Dobrze że mechanicy samochodowi nie wpadli jeszcze na pomysł, by mówić o nich „konserwator zabytków”.

To po pierwsze. A po drugie.... Wydaje mi się, że zgoda na takie absurdy w naszym życiu społecznym jest głęboko niemoralna. Będąc obrazą dla ludzkiego umysłu jest przecież jednocześnie obrazą ludzkiej godności. Jako chrześcijanin, który ma kochać bliźniego jak siebie samego na coś takiego godzić się nie mogę.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11